13 lat więzienia dla szefa gangu, który kradł luksusowe auta. Samochodowy drobiazg dla paserów

Agnieszka Świderska
Członkowie gangu z Pomorza ukradli kilkadziesiąt aut wartych ponad 6 mln. zł
Członkowie gangu z Pomorza ukradli kilkadziesiąt aut wartych ponad 6 mln. zł archiwum/Sławomir Seidler
Udostępnij:
Trzynaście lat więzienia - taki wyrok w poznańskim Sądzie Okręgowym usłyszał szef gangu z Pomorza, który na terenie Wielkopolski kradł luksusowe samochody i wymuszał za nie okupy. Częściej jednak niż luksusowe samochody z poznańskich i innych ulic ginie samochodowy drobiazg jak lusterka, tablice rejestracyjne czy modne ostatnio wśród złodziei katalizatory.

- To już nie były seryjne kradzieże, tylko produkcja przemysłowa - w ten sposób działalność skazanego kilka dni temu w Poznaniu gangu z Pomorza podsumował sędzia Jarema Sawiński z sądu okręgowego.

W ciągu zaledwie kilku miesięcy gang operujący z Gdańska, choć działający głównie w Wielkopolsce, ukradł kilkadziesiąt luksusowych samochodów wartych ponad 6 mln złotych. Tylko jedno bmw x5, które padło ich łupem, było warte ponad 220 tysięcy, a ginęły jeszcze land cruisery i audi a6.

Nieprzypadkowo częściej ginęły z komisów niż z parkingów, gdzie rzadko kiedy były ubezpieczone. To z kolei oznaczało, że właściciel chętniej zapłaci za nie okup - średnio 30, 40 tys. złotych. Nie wszyscy jednak płacili. Odmówił między innymi właściciel komisu w Przeźmierowie wyznający zasadę, że z gangsterami nie prowadzi się żadnych negocjacji.

Nie prowadził ich również poznański Sąd Okręgowy, który po trwającym cztery lata procesie wymierzył im wyjątkowo surowe kary. Szef gangu, 41-letni Grzegorz G. usłyszał wyrok 13 lat więzienia. Niewiele niższe wyroki sędzia Jerzy Andrzejewski wymierzył jego wspólnikom: 38-letni Arkadiusz Sz. - 10 lat, 42-letni Artur N. i 38-letni Mirosław G. - 7,5 roku więzienia.

Niewykluczone, że podobne wyroki zapadną w procesie kolejnego gangu, tym razem poznańskiego, który również ma na koncie kradzież luksusowych aut. Tym bardziej że w przeciwieństwie do pomorskiego, który specjalizował się tylko w "samochodówce", ten zajmował się jeszcze handlem bronią i narkotykami oraz "fałszywkami".

Na razie trwa jednak śledztwo, w którym prokuratorzy postawili 57 podejrzanym... 277 zarzutów. Dziesięć zarzutów dotyczy właśnie kradzieży samochodów takich marek jak bwm czy porsche. Wśród podejrzanych są jednak nie tylko gangsterzy, ale także paser, który handlował na poznańskiej giełdzie samochodowej kradzionymi lusterkami. Funkcjonariusze CBŚ zabezpieczyli na jego stoisku lusterka o wartości "tylko" 24 tys. złotych. Ale - jak mówią policjanci - handlarze wystawiają na stoiskach na giełdzie tylko niewielką część "trefnego" towaru, a resztę ukrywają.

Co najmniej kilkadziesiąt aut okradł duet nastolatków z poznańskiego Łazarza, który w lutym wpadł na gorącym uczynku podczas kradzieży kołpaków. U pasera znaleziono 160 sztuk. Nie wiadomo, ile udało mu się sprzedać wcześniej na giełdzie.
Tam, albo do skupu złomu, trafiają katalizatory, które razem z tablicami rejestracyjnymi otwierają w Poznaniu listę najbardziej pożądanych części z cudzych samochodów.
Mimo iż katalizator to gorący i w dodatku anonimowy towar, bo pozbawiony numerów czy symboli, i modny wśród złodziei dopiero od niedawna, to policja zapewnia, że i na tym polu ma już sukcesy. Tylko na początku lipca zatrzymała dwóch mieszkańców Lubonia, którzy wyspecjalizowali się właśnie w kradzieży katalizatorów. Sprzedawali je oczywiście na... poznańskiej giełdzie. Nad tą dwójką policjanci pracowali od stycznia.

- Kradzież jest kradzieżą i złodzieja samochodu szukamy tak samo jak złodzieja lusterka - mówi Andrzej Boro-#wiak, rzecznik wielkopolskiej policji. - To wprawdzie mniejsza plaga niż kradzieże telefonów komórkowych, ale równie uciążliwa. Nie ma powodu, żebyśmy nie traktowali tych zgłoszeń poważnie. Wysokość strat nie ma tu znaczenia.

Z kolei jedno skradzione lusterko może doprowadzić do kilkuset innych. Taki właśnie finał miała trzy lata temu sprawa, którą prowadzili policjanci z podpoznańskich Komornik. Wyjaśniając sprawę lusterka, które zniknęło z vw passata wpadli na trop szajki, u której podczas przeszukań znaleźli ich pół tysiąca. Problemem nie było już wtedy postawienie złodziei przed sądem i wymierzenie im kary, ale zwrócenie skradzionych części ich prawowitym właścicielom.

- Jeżeli skradziony element nie był w żaden sposób oznakowany, to identyfikacja jest bardzo utrudniona, a nawet niemożliwa - mówi Andrzej Borowiak.
Z tego też powodu - skradzione lusterka czy kołpaki rzadziej wracają do swoich właścicieli niż luksusowe auta, wiele z tych kradzieży nie zostaje nawet zgłoszonych. I nawet jeżeli policji uda się odzyskać kilka setek skradzionych lusterek, to dla wielu nieznanych właścicieli ich sprawa zawsze będzie już tą umorzoną z powodu niewykrycia sprawcy.

Jak oznakować swoje lusterko czy cały samochód - tym dzielą się właściciele czterech kółek na samochodowych formach.
"Lusterka kupowałem już dwa razy. Teraz szkła mam oznaczone dremelem - wyfrezowałem numer rejestracyjny. To samo na kratkach zderzaka. I na razie spokój".
"Oznakowałem u fachowca cały samochód: klosze reflektorów, lusterka, obudowy lusterek, karoseria, elementy silnika, szyby, nawet kierunkowskazy w lusterkach mam oznakowane. Wnętrze też oznakowane mazakiem, który widać tylko przy świetle UV. Dodatkowo dostałem naklejeczkę o oznakowanym samochodzie. No i można się zarejestrować w bazie OBOS (Ogólnopolski Bank Ochranianych Samochodów)".
"Ploterem wyciąłem szablon z napisem: »element oznakowany htb1734 cośtam cośtam« i psiknąłem szarym matem w sprayu. Póki co lusterka na miejscu".

Rzecznik wielkopolskiej policji, Andrzej Borowiak, również uspokaja: kradzieży z roku na rok jest coraz mniej. Nie ma jednak złudzeń, że wciąż będzie ich sporo.
- Tak długo, jak długo właściciele samochodów za pieniądze z ubezpieczenia będą zaopatrywali się w używane, nierzadko kradzione części, zamiast kupić je w autoryzowanym salonie. Sami sobie gotują taki los - mówi Andrzej Borowiak.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gosc
Niech sobie kradna, a wy im nie zazdroscie. Na dobra sprawe, nawet nie wiadomo czy to oni ukradli, bo przeciez wiadomo od dawna jaki jest w Polsce wymiar sprawiedliwosci.
A
Art
Borowiak już dawno zasłużył sobie na wylot ze stanowiska na zbity pysk!
r
re
Od dawna wiadomo, że do większości tych wielkich i mniejszych kradzieży dochodzi tylko dlatego, że w Wielkopolsce, ponoć gospodarnej (!?), działa coś tak kryminogennego, jak giełda samochodowa. W krajach będących państwami prawnymi takie kuriozalne instytucje nie działają, a części recyklingowane sprzedaje się w wielkich magazynach. A u nas? U nas w imię wolności gospodarczej b roni się giełdy, a w gruncie rzeczy jest to wolność głównie dla przestępczości...
Z
Zgul
Rozbawił mnie Pan, Panie Borowiak. Do łez...
j
ja
Rzecznik wielkopolskiej policji, Andrzej Borowiak.... Tak długo, jak długo właściciele samochodów za pieniądze z ubezpieczenia będą zaopatrywali się w używane, nierzadko kradzione części, zamiast kupić je w autoryzowanym salonie, Sami sobie gotują taki los - mówi Andrzej Borowiak..... HMMM TO WASZA ROBOTA BY ICH PAKOWAĆ DO WIĘZIEŃ NIE PŁOTKI ALE CAŁOŚĆ ZŁODZIEJA PASERA SPRZEDAWCE .... To wasza robota ... ale najłatwiej zwalić na kogoś złą intencję ...
Dodaj ogłoszenie