15 lat Polski w NATO: GROM, Formoza i Agat - specjalny towar eksportowy

Mateusz Pilarczyk
Grom, Formoza, Jednostka Wojskowa Komandosów, Agat, Nil, 7. eskadra działań specjalnych - to nasz towar eksportowy w wojskach NATO. Od lat polskie siły specjalne zdobywają coraz mocniejszą pozycję na międzynarodowej arenie. Gdzie SAS i SEALs nie mogą, tam Polaków poślą.

Na 15-lecie Polski w NATO armia przygotowała cykl filmów reklamowych. Jeden z nich, podsumowujący działania wojska, kończy się zdaniem "czasem niewidoczni, zawsze obecni". W przypadku sił specjalnych hasło to trzeba jednak zmienić: "Zawsze niewidoczni, zawsze obecni".

Siły specjalne wersja 2.0
- Na przestrzeni ostatnich sześciu lat nasze wojska specjalne przeszły transformację. Stały się wizytówką tego, co w polskiej armii najlepsze. Można powiedzieć, że wojska specjalne są naszym produktem eksportowym - to zdanie majora sił specjalnych Krzysztofa Plażuka z filmu promującego nasze jednostki.

I faktycznie. Polskie siły specjalne od 2007 roku przeżyły prawdziwą rewolucję. Doceniono ich wcześniejszy dorobek dając to, co w wojsku rzadkie - autonomię. Wcześniej rozrzucone po różnych typach wojsk jednostki, weszły pod skrzydła Dowództwa Wojsk Specjalnych.

Tradycje Cichociemnych, batalionów "Zośka", "Parasol" i "Miotła" zobowiązują współczesnych. Od 2007 roku siły specjalne przechodzą rozkwit. Powołano nowe jednostki, trafiliśmy do elity NATO

Ujednolicono system szkolenia oraz standardy działania. Stworzono nowe jednostki, a komandosi stali się równoprawnymi partnerami dla Gromu. Nasze starania zostały dostrzeżone w NATO.

Największe sukcesy GROM-u to ujęcie rzeźnika z Vukovaru i opanowanie portu Umm Kasr w Iraku. A zaczęło się od misji na Haiti.

Polska stała się jednym z siedmiu tzw. państw ramowych operacji specjalnych NATO. Oznacza to, że jesteśmy zdolni do planowania i dowodzenia siłami specjalnymi Sojuszu w ramach Sił Odpowiedzi NATO. Ostatnim sprawdzianem naszych możliwości były ubiegłoroczne ćwiczenia "Cobra-13". Zdaliśmy test, podczas którego na lądzie, morzu i w powietrzu ćwiczyło 2,5 tys. żołnierzy z 13 państw.

Ile prawdy w siłach eksportowych?
Czy nasze siły specjalne można nazwać towarem eksportowym, czy to tylko hasło z filmu promującego wojsko?
- Dziś już tak, ale z początku nic nie zapowiadało takiego sukcesu. Kiedy wstępowaliśmy do NATO, nasi nowi sojusznicy podchodzili do nas z dużym z dystansem - przypomina generał Roman Polko, dwukrotny dowódca jednostki GROM.

- Gdy w 1999 roku wyjechałem z moimi żołnierzami do Kosowa, przydzielono nam do pomocy amerykański zespół sił specjalnych. Po kilku miesiącach dowódca tego zespołu przyznał mi się, że tak naprawdę to ich zadaniem było patrzenie nam na ręce - ale ich nadzór okazał się zbędny, gdyż radziliśmy sobie dobrze.
To był czas przełomu dla naszych jednostek. Wyszkolone, dobrze wyposażone mogły współdziałać z sojusznikami. Gdy udowodniły swoją przydatność, zaczęła się faktyczna współpraca, której zakres rozszerzano. W 2000 roku misja GROM-u w Kosowie na prośbę ówczesnego dowódcy, generała Polko, została przedłużona.

Historia pisana GROM-em
Synonimem sił specjalnych i najbardziej znaną w Polsce formacją jest właśnie GROM (Grupa Reagowania Operacyjno-Manewrowego). Założona w 1990 roku jednostka od początku czerpała z amerykańskich i brytyjskich wzorców. Pomysłodawcą i pierwszym dowódcą został gen. Sławomir Petelicki. Od tego czasu GROM przeszedł długą drogę. Po dwóch latach jednostka osiągnęła gotowość bojową, a w 1994 roku wzięła udział w pierwszej oficjalnej misji. GROM-owcy na Haiti ochraniali VIP-ów. W tym samym roku zahamowano rozwój sił specjalnych.

- W 1994 roku siłom specjalnym wbito gwóźdź do trumny, rozwiązując elitarne kompanie specjalne i gromadząc tych żołnierzy, którzy w wojsku zdecydowali się pozostać w jednej jednostce w Lublińcu, która wtedy nosiła nazwę 1. Pułku Specjalnego - mówi generał Polko.

I dodaje: - Ponieważ podlegała ona dowództwu wojsk lądowych, o żadnym specjalnym traktowaniu nie było mowy, wręcz przeciwnie, zaczęło się wtłaczanie "specjalsów" w ogólnowojskowe standardy i unikanie szkolenia o wysokim stopniu ryzyka. Co prawda GROM w tym czasie realizował wspólnie z Amerykanami zadania na wodach Zatoki Perskiej, ale była to kropla w morzu potrzeb. Kryzys był nieunikniony.

GROM jednak się ostał. Wyszedł obronną ręką dzięki zrządzeniu losu. Jednostka podlegała Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji, a nie MON-owi, dlatego też do GROM-u "uciekali" żołnierze, którzy mieli dosyć podejścia armii.

W tamtych czasach uczestnictwo Polaków w wojnie w Jugosławii, misjach w Syrii i na wzgórza Golan ograniczało się głównie do logistyków w mundurach. - Jednostki specjalne "kisiły się" w koszarach - zaznacza Roman Polko.

W 1996 roku żołnierze GROM-u działali w Jugosławii jako Polska Specjalna Grupa Policyjna. Eskortowali ważne osoby, ochraniali obiekty, pomagali w sytuacjach kryzysowych. Sukcesem tej misji było ujęcie zbrodniarza wojennego Slavko Dokmanovicia, zwanego "rzeźnikiem z Vukovaru".
Największe sukcesy jednostki, przynajmniej te, którymi może się chwalić, przypadają na początek XXI wieku i związane są z misjami w Iraku oraz w Afganistanie. W marcu 2003 roku żołnierze GROM-u wzięli udział w operacji "Enduring Freedom". Do zadań żołnierzy GROM-u należała ochrona bazy, patrole oraz tajne operacje. Popisem możliwości jednostki była jednak misja z nocy 20 na 21 marca 2003 r. - wtedy rozpoczęła się druga wojna w Zatoce Perskiej. GROM-owcy razem z amerykańskim Navy SEAL's opanowali terminale naftowe w porcie Umm Kasr.

Siły to nie tylko GROM
Dziś siły specjalne to pięć jednostek rozrzuconych po różnych regionach kraju, wspomagane dodatkowo lotniczą 7. eskadrą działań specjalnych z Powidza.

Formoza to jednostka przeznaczona do działań na morzu i złożona z doskonałych płetwonurków. Stacjonuje w Gdyni, a jej początki sięgają 1974 roku. Jednostka uczestniczyła również w drugiej wojnie w Zatoce Perskiej.

"Cisi i skuteczni", to motto Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca. Może się ona pochwalić najdłuższymi tradycjami ze składu sił specjalnych datowanymi na przełom lat 50. i 60. Zgodnie z mottem, o JWK jest cicho.

Żołnierze wykonali dziesiątki misji. Uwalniali zakładników, zatrzymywali groźnych terrorystów, jak mułłę Dawooda, "asa" w talii kart najgroźniejszych terrorystów, a jeden z dowódców zespołu bojowego JWK w Afganistanie otrzymał od prezydenta USA Baracka Obamy wysokie odznaczenie wojskowe.

Najmłodszymi "dziećmi" sił specjalnych są Nil i Agat. Nil jest jednostką wsparcia dowodzenia i zabezpieczenia wojsk specjalnych, a Agat można nazwać młotem sił specjalnych. Ta lekka jednostka szturmowa wzorowana jest na amerykańskich Rangersach.

Tradycja dodaje charakteru
Historia sił specjalnych III RP zaczęła się po 1990 roku. Żołnierze przywiązani są jednak do tradycji. GROM jest spadkobiercą Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej, ówczesnych sił specjalnych i elity wojska polskiego z czasów II wojny światowej. Z kolei jednostka Komandosów odwołuje się do tradycji batalionów AK "Zośka", "Parasol" i "Miotła". Żołnierze z Lublińca mają nawet specjalne naszywki nawiązujące do znaku Polski Walczącej. Regularnie spotykają się z kombatantami z tych oddziałów.

- Trudno o lepsze wzorce do naśladowania. A gdy się już publicznie do nich przyznaje, to tradycja zobowiązuje - kończy gen. Roman Polko.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie