Afryka wobec wojny Rosji z Ukrainą. Liczą się najemnicy, zboże i kolonialne sentymenty

Grzegorz Kuczyński
Grzegorz Kuczyński
Putin spotkał się z prezydentem Senegalu, przewodniczącym Unii Afrykańskiej w Soczi 3 czerwca
Putin spotkał się z prezydentem Senegalu, przewodniczącym Unii Afrykańskiej w Soczi 3 czerwca kremlin.ru
Udostępnij:
Reakcja świata na inwazję Rosji na Ukrainę nie jest jednolita. Władimir Putin przez ostatnie dwie dekady cierpliwie budował rosyjskie wpływy na różnych kontynentach. Często był to powrót do polityki z czasów zimnej wojny. Jak choćby w Afryce. W efekcie dziś większość krajów Czarnego Lądu popiera Moskwę lub co najmniej jej nie potępia.

Od początku było jasne, że Kijów nie ma szans w rywalizacji z Moskwą o względy Afrykanów. Po pierwsze, to Rosja jest militarnym mocarstwem i członkiem stałym Rady Bezpieczeństwa ONZ (a ONZ to dla Afryki instytucja wspaniała, gdzie tysiące jej polityków może latami zasiadać na różnych stanowiskach i zarabiać niemałe pieniądze). Po drugie, Ukraina ma ambasady w 10 afrykańskich krajach z 54. Czyli cztery razy mniej, niż Rosja. Mówiąc krótko, na stanowisko krajów afrykańskich wobec wojny rosyjsko-ukraińskiej wpływ ma Moskwa i Zachód. Nie sama Ukraina.

Czarny Ląd Putina nie potępia
Niektóre państwa afrykańskie jednak jednoznacznie potępiły wojnę rozpętaną przez Rosję w Europie, ale kluczowe kraje kontynentu, takie jak Egipt z Mali na północy, RPA z Zimbabwe na południu i Republika Środkowoafrykańska z Kongo w centrum, nadal współpracują z Moskwą w wielu dziedzinach, także w tych, które są objęte sankcjami międzynarodowymi. Przyczyną jest silne uzależnienie krajów afrykańskich zarówno od importu produktów rolnych z Rosji, jak i od powiązań w innych dziedzinach gospodarki. Dla Zimbabwe jest to na przykład przemysł diamentowy, dlatego spółka Joint venture rosyjskiej firmy Alrosa i państwowego przedsiębiorstwa Zimbabwe działająca w tej branży nie tylko nie została zamknięta po wprowadzeniu zachodnich sankcji, ale planuje rozwój działalności.

Zresztą warto zauważyć, że nawet niektórzy wieloletni partnerzy Zachodu na Czarnym Lądzie również powstrzymali się od bezpośredniej krytyki działań Putina. Na przykład Senegal postanowił nie poprzeć wniosku Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 2 marca, w którym wezwano Rosję do zaprzestania agresji na Ukrainę. Kamerun zajął podobnie niejednoznaczne stanowisko: jego ambasador przy ONZ poleciał do domu na początku marca i nie był obecny podczas głosowania. Zaś 7 kwietnia, kiedy Zgromadzenie Ogólne ONZ zawiesiło udział Rosji w Radzie Praw Człowieka ONZ, Kamerun ponownie wstrzymał się od głosu.

Kraje afrykańskie stanowiły połowę (17 z 35) państw, które wstrzymały się od głosowania w marcu w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ nad rezolucją potępiającą Rosję za atak na Ukrainę. Jeden afrykański kraj, Erytrea, zagłosował przeciwko rezolucji, wspólnie z m.in. Białorusią, Syrią i Koreą Północną. Gdy w kwietniu Zgromadzenie Ogólne głosowało nad zawieszeniem Rosji w Radzie Praw Człowieka ONZ, Afrykańczycy jeszcze mocniej pokazali, że wcale nie solidaryzują się z Zachodem w potępianiu Moskwy. Od głosu wstrzymało się aż 20 krajów z Czarnego Lądu, zaś aż dziewięć był przeciw (Algieria, Burundi, Republika Środkowoafrykańska, Kongo, Erytrea, Etiopia, Gabon, Mali, Zimbabwe).

Dwustronne kontakty Rosji z wieloma afrykańskimi krajami też mają się świetnie. Już 26 lutego w Moskwie wiceminister obrony Aleksandr Fomin przyjął wiceszefa sudańskiej junty wojskowej generała Mohameda Dagalo, aby potwierdzić, że wojskowo-techniczna współpraca krajów będzie kontynuowana. W marcu wspomniany Fomin spotkał się z ministrem obrony Mali Sadio Camarą (tam też rządzi junta wojskowa) omawiając współpracę w sferze bezpieczeństwa. W kwietniu Moskwa ogłosiła, że myśli o zorganizowaniu w tym roku drugiego szczytu Rosja-Afryka (pierwszy miał miejsce na jesieni 2019 w Soczi).

Trzy argumenty Moskwy
Czym tłumaczyć pozytywne nastawienie większości krajów afrykańskich do Rosji, nawet po jej agresji na Ukrainę? Po pierwsze, sentymenty historyczne. Po drugie, szantaż zbożowy. Po trzecie, rosyjski eksport przemocy. Rosja Putina gra resentymentami kolonialnymi w Afryce podobnie, jak grał Związek Sowiecki. Moskwa od dekad przekonuje kraje Czarnego Lądu, że jest ich przyjacielem, inaczej niż Zachód. Afrykanie pamiętają zaś pomoc lub przychylność Moskwy w czasach dekolonizacji. Nie należy lekceważyć faktu, że przez całe dekady Rosjanie wyhodowali sobie dużą część afrykańskich elit rządzących, choćby na słynnym Uniwersytecie Lumumby w Moskwie. Niejeden z tych absolwentów został zwerbowany przez sowiecki/rosyjski wywiad. Wielu po prostu ma słabość do Rosji.

Druga kwestia to żywność. Wszyscy wiedzą, że obecne braki to skutek działań Rosji. Ale dla rządów stojących w obliczu braków żywności i idących za tym niepokojów społecznych, mało istotne jest, kto przywozi zboże: Rosja czy Ukraina. Dlatego będą brać nawet to skradzione. Według Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża ponad 345 milionów ludzi w Afryce, zwłaszcza w Etiopii, Sudanie i RPA, jest zagrożonych jeśli chodzi o dostawy żywności. Burkina Faso, Kamerun, Czad, Demokratyczna Republika Konga, Kenia, Mali, Mauretania, Niger, Nigeria i Somalia borykają się z niedoborem żywności. Na początku czerwca prezydent Senegalu Macky Sall, przewodniczący Unii Afrykańskiej, odbył rozmowy z Władimirem Putinem. Powiedział rosyjskiemu przywódcy, że Afrykanie są niewinnymi ofiarami wojny na Ukrainie i poprosił Putina o pomoc w złagodzeniu cierpienia narodów afrykańskich. W zeszłym tygodniu prezydent RPA Cyril Ramaphosa odbył rozmowę telefoniczną z rosyjskim prezydentem w celu omówienia dostaw rosyjskich produktów rolnych i nawozów do Afryki. W rozmowach osiągnięto umiarkowany postęp, ale nie doszło do przełomu. Moskwa daje jasny przekaz: możecie dostać zboże, ale nie od Ukrainy, lecz od nas. Pewnie też zboże, które ukradliśmy Ukrainie – nie weźmiecie go w obliczu głodu?

No i jest czynnik trzeci. Rosja oferuje wielu afrykańskim krajom, zwłaszcza tym autorytarnym i rządzonym przez wojskowe junty, wsparcie w obszarze bezpieczeństwa. Nie tylko sprzedaż uzbrojenia, które cenowo jest niewątpliwie konkurencyjne dla produktów zachodnich. To również doradcy wojskowi i najemnicy. Rosjanie nie pytają, czy w kraju jest demokracja. Przysyłają żołnierzy, a ci nie przejmują się jakimiś zasadami. Tak było w Republice Środkowoafrykańskiej, tak jest też w Mali. Rosyjskie wpływy docierają już nawet do Kamerunu. W maju minister obrony Joseph Beti Assomo przyjechał do Moskwy i podpisał z Szojgu 5-letnię umowę o wojskowej współpracy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Będzie 14. emerytura. Kiedy wypłata?

Wideo

Materiał oryginalny: Afryka wobec wojny Rosji z Ukrainą. Liczą się najemnicy, zboże i kolonialne sentymenty - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Głos Wielkopolski
Dodaj ogłoszenie