Jeszcze kilkanaście lat temu termin agroturystyka stanowił nowość. Dziś niemal w każdej wsi ktoś się tym zajmuje, a gospodarstwa agroturystyczne w Wielkopolsce stają się coraz bardziej popularne. W „Ranczu w Dolinie” w Krostkowie trwają przygotowania do sezonu. Pierwsi turyści zjawią się, gdy tylko będzie cieplej.

Zima to dla prowadzących gospodarstwa agroturystyczne czas przygotowań do sezonu.  W gospodarstwie „Ranczo w Dolinie” w Krostkowie (gmina Białośliwie) panuje spokój. Staw jest zamarznięty, śnieg pokrył huśtawki na placu zabaw. Ale już niedługo ten spokój się skończy, bo w domu państwa Wojtasik rozdzwoni się telefon. Szkoły i przedszkola będą chciały zarezerwować terminy biwaków czy pikników, a letnicy będą pytali o rezerwację domków. Bo gdy tylko robi się ciepło, „Ranczo w Dolinie” zaczyna tętnić życiem.

- Zima to u nas martwy sezon - mówi Anna Wojtaszek, która wraz z mężem prowadzi gospodarstwo agroturystyczne w Krostkowie. - Nasze domki nie są całoroczne, bo nie mają ogrzewania. Zastanawiamy się, czy w przyszłości nie zrobić na piętrze domu pokoi dla gości, wtedy moglibyśmy przyjmować turystów przez cały rok. Tym bardziej, że jest zainteresowanie, bo odbieramy telefony z pytaniami, czy można u nas spędzić święta Bożego Narodzenia albo sylwestra. Niestety, musimy odmawiać.

Mimo martwego sezonu, pracy w gospodarstwie nie brakuje.

- Codziennie trzeba dbać o konie, które latem udostępniamy letnikom. Zimą robimy przeglądy w domkach, sprawdzamy, co trzeba naprawić, co uzupełnić. W ubiegłym roku i dwa lata temu zimą zrobiliśmy gruntowne remonty w domkach, wymieniliśmy wszystko oprócz łóżek piętrowych - wylicza Marcin Wojtaszek, który razem z żoną Teresą zakładał „Ranczo w Dolinie”, a teraz pomaga synowi i synowej w prowadzeniu interesu.

Zima to również okres, kiedy można zawalczyć o klientów. - Niedługo zaczniemy rozwozić do szkół plakaty z informacją o tym, że można do nas przyjechać na jeden dzień lub na kilkudniowy biwak - dodaje pani Anna.

Rodzina stawia też na promocję w internecie. Gospodarstwo ma swoją stronę, która jest bardzo czytelna i przykuwa wzrok. Bez problemu można znaleźć tam numer telefonu do właścicieli, jest też mapa z informacją, jak dojechać. Strona jest bardzo profesjonalnie prowadzona. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę nazwę wsi, a strona „Rancza w Dolinie” wyświetla się jako pierwsza, co ułatwia internautom szukanie.

Skąd w ogóle pomysł, żeby w małym Krostkowie otworzyć gospodarstwo agroturystyczne?

- Nigdy nie baliśmy się własnego biznesu. Najpierw prowadziłem punkt z rożnem w Wyrzysku, a potem żonie przyśniło się, żebyśmy mieli sklep. I tak na początku lat 90. otworzyliśmy w Krostkowie sklep spożywczy. Cały towar, jaki kupiliśmy, zszedł w jeden dzień! Sklep prowadziliśmy do 2013 roku. A agroturystyka? Odwiedził mnie kiedyś znajomy z Niemiec. Na zboczach przy domu rósł wtedy jeszcze stary sad. Kolega chciał kupić ten teren, ale odpowiedziałem, że to ojcowizna na i nie mogę jej sprzedać. Zrozumiał, ale powiedział: „To zrób coś z tym terenem” - opowiada pan Marcin.

Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Stary sad został wycięty. Najpierw mężczyzna sprowadził przyczepy kempingowe dla gości, ale przez przypadek na weselu pan Marcin zgadał się z Adamem Nowakiem, właścicielem firmy Zodan z Wysokiej, która produkuje domy z drewna i kupił trzy domki letniskowe, które stanęły w październiku 1999 roku. W czerwcu 2000 roku „Ranczo w Dolinie” rozpoczęło działalność.

- Wtedy nie każdy miał dostęp do internetu i przebić mogliśmy się tylko przez tak zwany marketing szeptany. Najpierw przyjechało do nas małżeństwo z Łodzi, namówione przez kuzynów. Byli zadowoleni. Potem pojawiła się rodzina z Poznania, która do dziś do nas przyjeżdża. Z wieloma osobami, które u nas goszczą, jesteśmy zaprzyjaźnieni, obserwujemy jak ich dzieci dorastają, a potem przyjeżdżają do nas ze swoimi partnerami - mówi pan Marcin.

Ale nie tylko Polacy przyjeżdżają do Krostkowa. Goszczą tu Niemcy, Anglicy, bywali Rosjanie, a nawet Norwegowie.

Ile kosztuje nocleg w „Ranczu w Dolinie”? Gospodarstwo agroturystyczne oferuje trzy domki. W każdym zmieści się 5 osób: trzy osoby dorosłe i dwoje dzieci. Pokoje są w pełni wyposażone, można przygotować w nich posiłek. Toalety i prysznice znajdują się w budynku obok domków. Do dyspozycji gości są: konie, plac zabaw, boisko do siatkówki i piłki nożnej, rowery, łódka, można tutaj łowić ryby. Cena za dobę od osoby dorosłej to 50 zł (2 noce w weekend - 40 zł od osoby za dobę).

To tylko jeden z wielu takich rodzinnych ośrodków. W Puszczy Noteckiej co i rusz spotkać można obejścia agroturystyczne, które albo stają się dodatkiem do prowadzonej działalności rolniczej, albo całkiem profesjonalną, prowadzoną cały rok działalnością. Goście mogą tu nawet podczas trzaskających mrozów znaleźć przystań. A wśród atrakcji nie tylko konie czy ogniska, ale także wycieczki rowerowe, grzybobrania czy w sezonie łowieckim - polowania. To potrafi skusić gości z całej Europy.