MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Aktorzy z dodatkowym chromosomem. Improwizują, bawią się i uczą

Marta Danielewicz
Na deskach teatralnych dzieci z zespołem Downa przenoszą się do innej rzeczywistości. Improwizują, bawią się i uczą.
Na deskach teatralnych dzieci z zespołem Downa przenoszą się do innej rzeczywistości. Improwizują, bawią się i uczą. Grzegorz Dembiński
Na deskach teatralnych dzieci z zespołem Downa przenoszą się do innej rzeczywistości. Improwizują, bawią się i uczą.

Jesteśmy motylkami, teraz ruszamy naszymi skrzydełkami. Jesteśmy na polanie i widzimy piękny, kolorowy kwiat. Daleko mamy do tego kwiatka? Daleko, daleko - krzyczą zgodnie dzieci. Następnie motylki zamieniają w rechotające żabki. Zakładają specjalne okulary. Występowi towarzyszy znana piosenka "była sobie żabka mała". Po skokach i śpiewie chwila odpoczynku. - Jesteśmy ptaszkami, budujemy gniazdo. Dzieci posłusznie chwytają za poduszki, rzucają je na podłogę i po chwili one same na nich leżą. Meliska przytula Jasia, który dziś nie miał ochoty na wspólne występy. To już nie jest element przedstawienia. To także nie improwizacja, ale zwyczajny, ludzki odruch. Dzieci z zespołem Downa nie boją się publicznie pokazywać swoich uczuć.

Trzy miesiące temu Agata Podemska, mama trójki dzieci, postanowiła zorganizować warsztaty teatralne dla dzieci z dodatkowym chromosomem w Małym Domu Kultury.

- Powody, dla których się zdecydowałam na to, były dwa. Po pierwsze i pewnie najbardziej logiczne: sama jestem mamą czteroletniej Meliski, która ma zespół Downa. Chciałabym, by takie warsztaty były dla niej alternatywą, czymś zupełnie innym od terapii, wizyt u specjalistów, zajęć rehabilitacyjnych, gdzie dużo czasu spędzamy w ciągu tygodnia. To czasem wygląda tak, że jednego dnia jesteśmy w kilku ośrodkach. A ja chciałam, by Meliska również spędzała czas w miejscach, gdzie spędzają go dzieci zdrowe, nie z lekarzami i terapeutami tylko zwykłymi "ciociami" - mówi Agata Podemska.

- Drugi powód jest bardziej taki szerszy. Chodzi o to, by pokazać światu że osoby z zespołem Downa też normalnie żyją, że też mogą wykonywać po części podobne ćwiczenia, podobnie się bawić, podobnie uczyć. Często jest tak, że dni rodziców dzieci niepełnosprawnych i ich samych ograniczają się tylko do chwil spędzonych w poradniach. Nie ma czasu na coś jeszcze, na jakiś ekstra dodatek. Dlatego przez te warsztaty chciałam oswoić resztę ludzi z nami. Tolerancja to wciąż duży problem, a zajęcia takie integrują nas ze światem - dodaje Podemska.

Udało się wygrać projekt, dostać pieniądze na warsztaty i można było ruszyć z zajęciami.

Ulubione ćwiczenia
Dzieci po kilku tygodniach zajęć mają już ulubione ćwiczenia. Natalka lubi przekazywać iskierkę, Marta jest świetną kelnerką, Adaś natomiast pilnuje, by wszystkie ćwiczenia odbywały się po kolei.

- Na początku było trudno. Dzieci musiały się przyzwyczaić do nas, do formy zajęć. To w końcu nie jest rehabilitacja ani jakaś forma terapii. Tu nie wykonują cyklicznie tych samych ćwiczeń. Na scenie mogą się bawić, improwizować. Teatr to cudowna forma sztuki, gdzie również dzieci dają upust nagromadzonym emocjom. Po tych trzech miesiącach widać nie tylko progres w ich pracy, ale w kontaktach międzyludzkich. Zacieśniły się tu przyjaźnie, a my już nie jesteśmy paniami, a ciociami - tłumaczy Barbara Prądzyńska, aktorka prowadząca warsztaty.

Basia ma już na swoim koncie podobne doświadczenia. W 2004 roku wraz z osobami dorosłymi z zespołem Downa wystawiała sztukę "Historia Pewnej Miłości" w ramach festiwalu 5 zmysłów.

- Praca z dziećmi jest jednak zupełnie inna. Wiadomo było od samego początku, że nie wystawimy stricte przedstawienia na zakończenie warsztatów, tylko zaprezentujemy scenki teatralne, które przez ten czas ćwiczyliśmy - mówi B. Prądzyńska.

Maluchy najlepiej czują się jednak w roli kotów. Wtedy każde dziecko ma koci ogon i tak jak koty chodzą własnymi ścieżkami. Jedne udają, że piją mleczko, inne wylegują się na poduchach, jeszcze inne mają ochotę na harce z innymi sierściuchami.

- Rodzice byli początkowo zaskoczeni formą zajęć. To nie wygląda jak wizyta u terapeuty. Tu jest sporo miejsca na improwizację - mówi Marta Pautrzak, współprowadząca warsztaty. - Z dziećmi, które posiadają jeden chromosom więcej, współpracuje się inaczej niż z maluchami w normie. Dla mnie to też było zupełnie nowe doświadczenie. Co prawda wcześniej prowadziłam zajęcia dla dzieci w wieku przedszkolnym, ale tutaj ta praca wyglądała zupełnie inaczej. Podczas warsztatów ja także przenosiłam się do innego świata. Dzieci w normie mają problem ze skupieniem uwagi. Tutaj maluchy wchodziły z nami w interakcje, coś się działo. Iskrzyło. Widać, że te dzieci bardzo doceniały taką formę spędzania czasu, nie nudziły się, wykonywały polecenia i zadania, czerpały też z tego radość - dodaje.

Bez rodziców
Początkowo, na kilku pierwszych próbach, rodzice nie odstępowali na krok swoich pociech. Przez półtorej godziny patrzyli, jak dzieci bawią się na scenie. To jednak rozpraszało małych aktorów.

- To nie wychodziło. Musieliśmy w końcu rodziców wyprosić. Te półtorej godziny mogli spędzić na kawie, rozmawiając, poznając się bardziej. Dopiero wtedy można było okiełznać całą gromadkę małych aktorów. Bez rodziców potrafili się bardziej skupić, wykonać polecenie, brać udział w zabawie - mówi B. Prądzyńska.

Wieść o warsztatach rozeszła się pocztą pantoflową. Tak dowiedzieli się o niej Dorota i Darek, rodzice 4-letniej Natalki.

- Początkowo przyszliśmy zobaczyć, jak to będzie wyglądało. Od tego czasu nie opuściliśmy żadnej próby. Natalce bardzo podoba się tak forma spędzania czasu. Niektóre zadania przypomina sobie i powtarza sama w domu. Każde te zajęcia to dla niej bardzo przyjemna odskocznia. Nasza Natalka to w ogóle taki typ obserwatora, długo musi patrzeć, nim włączy się do zabawy. A te zajęcia sprawiają, że integruje się z innymi dziećmi - tłumaczą rodzice dziewczynki.

To nie jedyni rodzice, którzy pozytywnie oceniają wpływ zajęć na rozwój swoich dzieci. Wszyscy, którzy zdecydowali się posłać w tym roku dzieci na warsztaty, chcieliby zrobić to także w przyszłym roku.

- Idea tych zajęć poszerza nasze horyzonty i naszych dzieci. Przenoszą się na deskach teatralnych do innej rzeczywistości. Dzieci z dodatkowym chromosomem mają bardzo abstrakcyjne postrzeganie rzeczywistości, co wynika przez ich zaburzenie, a przecież sam teatr również jest bardzo abstrakcyjny. Dlatego taka forma zabawy jest dla nich idealna, najlepiej się w niej odnajdują. Obserwuję, jak wszystkie dzieci podczas zajęć uczestniczą bardzo czynnie, jak nawiązały się przyjacielskie relacje. To nie jest tak, że one uczą się tylko jak wykonywać dane polecenie. To dla nich coś więcej - mówi Agata Trzcińska, mama 5-letniego Kacpra.

Agata Podemska i inne osoby prowadzące zajęcia teatralne dla dzieci z zespołem Downa chciałyby dalej kontynuować te zajęcia. Myślą też o zajęciach integracyjnych z rodzeństwem dzieci z dodatkowym chromosomem.

- W miniony poniedziałek, dzień po oficjalnym pokazie naszej pracy warsztatowej dowiedzieliśmy się, że dostałyśmy z powiatu dofinansowanie na kontynuowanie naszych zajęć. Z nowym cyklem ruszymy od września. A pod koniec roku już nie zrobimy pokazu, a wystawimy z dziećmi sztukę! - zapowiada Agata Podemska.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gloswielkopolski.pl Głos Wielkopolski