Anna Kochnowicz: Czasami podczas pisania zazdrościłam bohaterom

Stefan Drajewski
Anna Kochnowicz: Czasami podczas pisania zazdrościłam bohaterom Krzysztof Fabiański
Z Anną Kochnowicz (Anna B. Kann), o ostatniej części trylogii barcelońskiej - „Barcelona na zawsze” rozmawia Stefan Drajewski.

Wiesz, że mogłabyś zapisać się do związku pisarzy, bo masz już trzy powieści na koncie?
Ale myślę, że nie powinno być tak, że to ja sama się zgłaszam, bo spełniłam warunki regulaminowe - to związek powinien zapraszać do siebie uznając, że dana osoba zasłużyła na to wyróżnienie. Poczekam.

„Barcelona na zawsze” - jak zapowiedziałaś - zamyka tryptyk powieściowy, na który oprócz wspomnianego tomu składają się jeszcze „Do zobaczenia w Barcelonie” i „Powrót do Barcelony”.

Tę historię mogłabym ciągnąć w nieskończoność, bo każda część pozwala na kontynuację, ale konstrukcja, jaką zastosowałam, mogłaby zwyczajnie zmęczyć czytelników, dlatego mówię „koniec”.

Te trzy książki to przecież prawie tysiąc stron! Wystarczy. Niedosyt jest lepszy od przesytu.

Nie będzie Ci żal rozstać się ze swoimi bohaterami, których losy zasługują - przynajmniej niektórych - na rozwinięcie?
Oczywiście, że będzie. Wszystkie te postaci są mi bliskie, podobnie jak Barcelona, Hiszpania, Lizbona, flamenco, fado i tango. I pewnie kiedyś coś z tego powróci, ale inaczej. Sam mówisz, że ich losy można rozwinąć. Ja sądzę, że nie tylko te historie da się snuć dalej, ale i nadal warto pisać o problemach, z jakimi się borykają.

W każdej następnej części trylogii pojawia się nowa ważna postać. W drugiej była to siostra głównej bohaterki - Maria, w trzeciej - kolega ze studiów.
Janusz.

Kim on jest?
Pojawił się już drugiej części. To dawny przyjaciel Ewy i jej zmarłego męża. Wtedy był „punktem odniesienia” dla decyzji Jacka. Tym razem Janusz ma swoje osobne rozdziały, pełni funkcję mentora i uświadamia, że trzeba żyć uważnie. Dopiero po śmierci męża Ewa dowiedziała się od Janusza, że kiedyś zabiegał o jej względy. Teraz uświadamia jej, ile przeoczyła sytuacji i ludzi, skupiona wyłącznie na sobie. Życie pokazuje, że nie ma powrotu do przeszłości, a przynajmniej rzadko ten powrót się udaje. Panta rhei… Nie chciałabym jednak sprowadzać tych powieści li tylko do romansów.

**
Ale teza, że przechodzimy przez życie nieuważnie nie jest romansowa…
Zgadza się. Im jestem starsza, tym częściej uświadamiam sobie, jak niewiele pamiętam z przeszłości.

Może właśnie, jak Ewa, byłam też za bardzo skupiona na sobie? I dlatego przeleciały mi gdzieś między palcami przyjaźnie te najważniejsze, bo najwcześniejsze?

Zabrakło czasu na ich pielęgnowanie. Teraz o tym wiem.

Anna Kochnowicz: Czasami podczas pisania zazdrościłam bohaterom
Anna Kochnowicz: Czasami podczas pisania zazdrościłam bohaterom Krzysztof Fabiański

Lubisz swoich bohaterów?
Nawet bardzo. Czasami podczas pisania zwyczajnie im zazdrościłam, bo mnie samej tak się nie udało pokierować życiem, jak im. Zabrakło autora, który wiedziałby więcej i znał finał moich historii. No, ale takie jest życie. Rzadko też korzystamy z cudzych doświadczeń. Nie słuchamy rad, ostrzeżeń. Myślimy, że nam się uda przejść własną drogę bez błędów. Wiemy lepiej. Nawet jeśli nic nie wiemy… A błędy popełniamy ciągle te same.

Myślę, że są czytelnicy, którzy traktują Twoje książki jako powieści z kluczem, ponieważ pojawiają się w nich tematy, problemy, którymi zajmowałaś się będąc dziennikarką telewizyjną, kręcąc kolejne filmy...
Wykorzystuję swoje doświadczenia zawodowe, to prawda, ale nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

W każdym poradniku dla pisarzy znajdziesz zdanie, „nie pisz o tym, na czym się nie znasz”.

Jeśli zechcesz opisać środowisko ci obce, wyjdą fałsze i kłamstwa. Ja mogłam pisać o flamenco, bo się go uczyłam przez ładnych parę lat, tu i w Barcelonie. Robiłam o nim filmy. Barcelonę zeszłam wzdłuż i wszerz kilka razy. Siostra Ewy jest dziennikarką telewizyjną, znam jej robotę, to oczywiste. Odkrywa Art Brut, o którym w 2008 roku zrobiłam cykl filmów dla TVP Kultura i sporo o nim wiem... Fado? Byłam w ekipie przygotowującej w 2009 roku Poznań Live Festival - Fado, wystąpił na nim, między innymi, Camané. Lizbonę też poznałam i żyjącą tam polską pieśniarkę fado - René...

W trzeciej powieści takim tematem jest muzyka baroku boliwijskiego.
Temat niezwykle interesujący, choć w Polsce mało znany. Spędziłam trochę czasu w Boliwii na festiwalu baroku misyjnego, który organizuje poznaniak, ks. prof. Piotr Nawrot. Przejechałam trzy tysiące kilometrów w poszukiwaniu muzyki i historii. Powstały dwa filmy. Mam nadzieję, że czytelnicy ostatniej książki zwrócą uwagę na barok misyjny i kiedy go usłyszą, zachwycą się nim tak, jak ja.

I tak doszliśmy do momentu, w którym możemy powiedzieć, że Twoja trylogia barcelońska to nie tylko seria romansów.
Zdecydowanie nie!

Od początku pisania tej serii nie chciałam skupiać się tylko i wyłącznie na emocjach. Romans w moim założeniu miał stanowić osnowę.

Oczywiście, po to się rodzimy, by znaleźć drugiego człowieka i te poszukiwania są ważne - także, jeśli w konsekwencji dochodzimy do wniosku, że wolimy być singlami. Ale życie to „coś” jeszcze. Kontekst społeczny, zawodowy, kulturalny, ekonomiczny… Dlatego jest tu sporo wątków natury publicystycznej.

Nie boisz się, że czytelnicy będą chcieli skorzystać z doświadczeń Ewy lub Marii, jeśli odnajdą w ich biografiach podobne sytuacje do tych, w jakich sami się znaleźli?
Sara Khane, jedna z czołowych współczesnych dramaturgów angielskich, mówiła, że dobrze jest przeżyć pewne sytuacje na scenie po to, żeby - kiedy one pojawią się w realnym życiu - wiedzieć, jak się mogą skończyć, więc móc sobie z nimi łatwiej poradzić. Ja nie podaję gotowych recept. Snuję opowieść i pokazuję różne spojrzenia na ten sam problem, przedstawiam różne racje. Radykalizm w życiu to nie najlepszy sposób funkcjonowania, bo ono nie jest czarno-białe czy zerojedynkowe. Tak byłoby prościej, ale tak nie jest. Związek z drugim człowiekiem to kompromis, to dialog. Jeśli coś się sypie, winne są obie strony. Pokazuję różne historie, różne sposoby radzenia sobie z problemami. Przed pisaniem przygotowuję się do tego solidnie, mam sporą teczkę różnych materiałów. Plus, oczywiście, własne doświadczenia i doświadczenia zasłyszane. Bo to, co przytrafia się moim bohaterom, przytrafia się też w realnym życiu. Jeśli komuś to pomoże przezwyciężyć własny kryzys, będzie wspaniale. Na pewno te książki nikomu nie zaszkodzą.

Każda z tych postaci jest inna.
To wynika ze strategii literackiej, każda ma jakąś dominującą cechę i rolę do odegrania.

Nie bez powodu Ewa to kobieta po czterdziestce, z określonym bagażem doświadczeń. Czas między czterdziestką a pięćdziesiątką to trudny wiek dla kobiet, część z nich staje się „przezroczysta”

- same nie zauważają swoich potrzeb, a i najbliżsi często też przestają w nich widzieć kogoś więcej niż matki czy żony; muszą od nowa stworzyć siebie, by rzeczywiście nie zniknąć. Namawiam je do odrobiny egoizmu, bo trudno tworzyć dobre życie, jeśli nam samym ze sobą nie jest dobrze. Ewa próbuje się zmienić, pomaga jej w tym taniec - taniec odgrywa ważną rolę terapeutyczną, nie jest tylko atrakcyjnym ozdobnikiem i nie bez powodu najpierw jest flamenco, a potem tango, w tej kolejności... Gośka, trzydziestoletnia przyjaciółka Ewy, to „anioł-stróż’, dwudziestokilkuletnia Marta - „modliszka”. Łatwo nazwać kolejne osoby.

Z którą postacią chciałabyś się spotkać w innej powieści, skoro nie zamierzasz kontynuować tego cyklu?

Najbliższa jest mi Maria, to oczywiste, ale nie chcę pisać o mediach. Intryguje mnie Ania, „złodziejka wachlarza”, która wiele namieszała w historii Ewy.

Czy jednak Ania wróci jako Ania, czy tylko jako pewien typ ludzki, nie wiem. Od ukończenia „Barcelony na zawsze” do jej premiery minął zaledwie miesiąc. Ostatni rozdział słałam do wydawnictwa 20 lipca, korekty kończyłam w pierwszym tygodniu sierpnia, w księgarniach książka pojawiła się 31 sierpnia, sam więc rozumiesz, że na deklaracje jest za wcześnie.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
Tompa

Aniu, gratuluję z całego serca, cieszę się .... już tylko po cichu ....

K
Kot

Nie czytałem wprawdzie, bo dawno już zapomniałem literek, ale jakże się cieszę, że to wszystko się ukazuje.
Anno, wracaj, Anno, echo, Anno, odpowiada mi...

Dodaj ogłoszenie