Azarenka i Djoković znów wygrali Australian Open. Serb po raz trzeci z rzędu [ZDJĘCIA]

Hubert Zdankiewicz
To zdecydowanie mój ulubiony Wielki Szlem. To niesamowite uczucie trzymać w ręku ten puchar jeszcze raz. Kocham te korty - mówił Novak Djoković, odbierając w niedzielę puchar za zwycięstwo w Australian Open. Czwarte w karierze i trzecie z rzędu - co w tzw. tenisowej erze open nie udało się przed nim nikomu. W rywalizacji pań tytuł obroniła z kolei Wiktoria Azarenka.

"Zgięty, ale nie złamany" - tak podsumował męski finał Steve Tignor, ekspert amerykańskiego Tennis.com (ten sam, który porównał niedawno Agnieszkę Radwańską do psa myśliwskiego). "Novak Djoković został nazwany akrobatą tenisa za jego zdolność do skręcenia ciała i odbijania pozornie nieosiągalnych uderzeń. Ta metafora może być rozszerzona na sposób, w jaki wygrywa wiele swoich meczów w Wielkim Szlemie. »Nole« wygina się czasami tak bardzo, że nie jesteś pewien, czy będzie w stanie wyprostować się z powrotem, ale on bardzo rzadko pęka" - napisał o meczu, który media na całym świecie zapowiadały jako starcie dwóch gigantów. Z jednej strony, niezniszczalny Serb, który wręcz otarł się o geniusz w półfinale z Hiszpanem Davidem Ferrerem. Z drugiej - szalony Szkot, którego zwycięstwo (po epickiej pięciosetówce) nad Szwajcarem Rogerem Federerem wprawiło w zachwyt pół tenisowego świata. Zapowiadał się finał co najmniej równie emocjonujący jak ten sprzed roku, gdy Djoković i Hiszpan Rafael Nadal przez prawie sześć godzin toczyli ze sobą straszliwą wojnę, a podczas wręczania nagród dosłownie słaniali się na nogach. Trzeba było podać im stołki...

Tym razem zacięte były tylko dwa pierwsze (zakończone tie-breakami) sety, a wojna skończyła się mniej więcej po trzech godzinach, gdy Serb wykorzystał chwilę słabości (albo dekoncentracji) swojego rywala i przełamał jego serwis, wychodząc na prowadzenie 5:3. Po chwili prowadził 2:1 w setach i... było po meczu, bo Murray nie podniósł się już po tym ciosie. Trudno powiedzieć, czy zawiodły go nerwy, czy też po prostu zabrakło mu sił.

Zdaniem obecnego na ceremonii dekoracji Andre Agassiego (mija właśnie dziesięć lat od chwili, gdy wygrał w Melbourne), kluczowy mógł się okazać fakt, iż Djoković miał od czwartkowego półfinału prawie trzy pełne dni na odpoczynek. Murray tylko dwa, a nawet jeszcze mniej, bo jego piątkowy pojedynek zakończył się po północy... Szkot nie grał źle. W pierwszym secie to raczej Djoković sprawiał wrażenie bardziej zmęczonego i spiętego. Dużo psuł, zwłaszcza w końcówce pierwszego seta.

Kto wie, co by było, gdyby zaraz na początku drugiego Murray (prowadząc 1:0) wykorzystał choć jedną z trzech szans na przełamanie serwisu Serba. Ten wyszedł jednak z opresji i od tej pory jakby złapał drugi oddech. Ostatecznie to on był górą: 6:7 (2-7), 7:6 (7-3), 6:3, 6:2.

- Wszystkie nasze mecze w ciągu ostatnich trzech lat wyglądały dość podobnie, bo decydujące w nich okazywały się pojedyncze punkty. Dlatego tak trudno jest nam pokazać coś innego. Po prostu prowadzimy wzajemną walkę na wyniszczenie, bo nie ma innej drogi, żeby wygrać - podsumował finał Djoković. Serb otrzymał za zwycięstwo 2,43 mln dol. (australijskich).

Murray 1,125 mln. - Wciąż czuję jakieś tam zmęczenie po półfinale, bo to był chyba najdłuższy mecz, jaki zagrałem w ciągu sześciu miesięcy - przyznał Szkot, dla którego była to trzecia porażka w finale AO (poprzednio w 2010 i 2011 r.). Podkreślał jednak, że nie miało to większego wpływu na wynik. - Kiedy gram z "Djoko", to zazwyczaj decydują pojedyncze wymiany. Ja miałem swoją szansę na początku drugiego seta, ale jej nie wykorzystałem. Jemu się to udało w trzecim i czwartym secie, no i wygrał.

Dzień wcześniej wielki pojedynek stoczyły ze sobą Azarenka i Na Li (4:6, 6:4, 6:3 wygrała pierwsza). To był finał, po którym nikt już chyba nie będzie kwestionował zasadności wypłacania kobietom takich samych nagród jak mężczyznom (mówiło się o tym rok temu). Było w nim wszystko: piękne wymiany, nagłe zwroty akcji... I dramat Chinki, która dwukrotnie skręcała w trakcie meczu lewą kostkę. Za drugim razem zaliczyła nawet groźnie wyglądający upadek, uderzając głową o kort. Sama przyznała później, że przez chwilę nic nie widziała.

Kto wie, co by było... Do tej pory grała przecież w Melbourne porywająco, pokonując bez straty seta najpierw Radwańską, a potem Marię Szarapową. To był jej drugi przegrany finał Australian Open (poprzedni w 2011 r.).

Wideo

Materiał oryginalny: Azarenka i Djoković znów wygrali Australian Open. Serb po raz trzeci z rzędu [ZDJĘCIA] - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

L
Lukaszenka

kulomiotke zlapaliscie ale moja bohaterke Azarenke nigdy nie zlapiecie!/och jak ladne pachnie milion waszych dolcow/

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3