Bar Kociak dostał drugą szansę dzięki rodzinie Mieszałów i wsparciu poznaniaków. "Kot zawsze spada na cztery łapy"

Anastazja Bezduszna
Anastazja Bezduszna

Wideo

Wydawało się, że restrykcje związane z epidemią koronawirusa ostatecznie doprowadzą do zamknięcia „Kociaka”. Kultowy bar kawowy z ulicy św. Marcin ogłosił latem, że kończy działalność, ale już dziś wiemy, że tak się nie stanie. Znaleźli się chętni by uratować „Kociaka”, a poznaniacy im pomogli!

Był 1963 rok, gdy przy ówczesnej ulicy Czerwonej Armii bar kawowy „Kociak” zaczął przyjmować gości z całej Wielkopolski. Jak pisze Filip Czekała w swojej książce „Historie warte Poznania”, desery lodowe jadał tu między innymi Mieczysław Fogg. W latach 70-tych cocktail-bar „Kociak” miał nawet swój neon. Był to kot pociągający przez słomkę lemoniadę ze szklanki. Dziś można zobaczyć tylko jego sylwetkę na oknie baru.

Anna Brzezińska-Czerska, badaczka dziedzictwa plastycznego PRL, opisywała go tak: - Nie z racji rozmiaru, a formy, uwagę przykuwał również kot poznański. Jako jeden z nielicznych nie reklamował sklepu z butami, a bar o znamiennej do dziś nazwie - „Kociak”. Nic więc dziwnego, że jego atrybutem nie były czerwone kozaki, a szklanka z pojawiającym się i znikającym koktajlem.

Czytaj też: Urszula zaśpiewała w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Mieliśmy okazję być na nagraniu wyjątkowego koncertu z dźwiękiem 3D

"Smaki z Kociaka śnią mi się po nocach"
- Paweł

Chodziło się tu na randki

Przez ponad pół wieku, zakochane pary przychodziły do „Kociaka” na „słodkie” i dziś wspominają z sentymentem tamte czasy.

W weekendy przychodziły tu całe rodziny na firmowe desery lodowe „Anula”, „Ambrozja” czy owocowe „Wyśmienity” lub „Fantazja”.

Wiesław Kot, znany publicysta w książce Filipa Czekały tak wspomina bar kawowy „Kociak”: - To był pewnego rodzaju obrzęd. W niedzielę w Poznaniu najpierw szło się do kościoła, a potem na słodkie do Kociaka. Problem był zawsze z miejscami. Łatwo było kupić te słodycze, trudno było z nimi usiąść.

"Kociak to moje dzieciństwo, wspomnienie miłych chwil z rodzicami. Chciałbym tam zabrać swoje dzieci, powodzenia!"
- Natalia

Niepowtarzalny klimat

„Kociak” działał nieprzerwanie też po zmianie nazwy ulicy Czerwonej Armii na Św. Marcin w 1989 roku. Podczas świętowania imienin ulicy Św. Marcin 11 listopada, w barze kawowym „Kociak” organizowano wystawę historii ulicy.

- W „Kociaku” pierwszy raz byłam jako nastolatka. To był koniec lat 70. Wielkie wrażenie zrobiły na mnie desery i koktajle mleczne. To była specjalność tego miejsca. Później oczywiście można było taki koktajl wypić też w kawiarni Hortex przy ul. Głogowskiej tuż obok Dworca Zachodniego. Ale „Kociak”, to była marka sama w sobie - wspomina pani Ewa z Poznania. - Ostatni raz byłam w tam w majowy weekend jakieś trzy lata temu. Nie robił już takiego wielkoświatowego wrażenia, jak w latach 80., ale klimat nadal miał niepowtarzalny, choć, być może, mogła go poczuć tylko osoba, która pamięta „Kociaka” sprzed lat - dodaje.

Czytaj też: Czy w sylwestra 2020/2021 będzie można puszczać fajerwerki? Sprawdzamy wprowadzone obostrzenia. Co z nich wynika?

"Trzymajcie się, wykonsumuję wasze wszystkie melby po otwarciu"
- Cezary

Coctail-bar podupadł w pandemii

Tradycyjne desery bez konserwantów przyrządzało się w „Kociaku” do marca 2020 roku. Przez epidemię koronawirusa, wszystkie punkty gastronomiczne zostały zamknięte. Wtedy mówiono, że „Kociak” jednak może nie otworzyć się ponownie po zniesieniu ograniczeń.

- Od 13 marca nie działały wszystkie zakłady gastronomiczne w kraju, „Kociak” i inne nasze punkty nie przynoszą żadnego przychodu - tłumaczył wtedy Janusz Głuszek, prezes zarządu Smak-Coop. - Do produkcji deserów używane są produkty z krótkim terminem ważności, jak śmietana czy owoce. Jeżeli nie wykorzystujemy ich szybko, trafiają do kosza. W ostatni weekend marca do „Kociaka” zakupiliśmy produkty za 600 złotych, a zysk z tego dnia wyniósł zaledwie 150 złotych - dodaje.

Spółdzielnia Smak-Coop od 30 lat łączyła cztery punkty: bar kawowy "Kociak" na Świętym Marcinie, kawiarnię Hajduczek na ul. Grochowskiej, bar szybkiej obsługi Kmicic na osiedlu Rzeczpospolitej oraz pracownię cukierniczą Kasztelańska na osiedlu Piastowskim.

Wiosennej kwarantanny nie przetrwała pracownia cukiernicza Kasztelańska na osiedlu Piastowskim. Została ona zamknięta, a sam budynek sprzedany.

I choć nie wykluczano podobnego scenariusza dla cocktail-baru „Kociak”, dzisiaj możemy być pewni - kultowe miejsce na ul. św. Marcina ma szansę na otwarcie. Podarowali ją temu miejscu Mieszałowie. Paweł, mistrz światowy cukiernictwa, który pod Poznaniem ma swoją cukiernie oraz jego syn Adrian, który zna się na zarządzaniu w gastronomii. - Razem z tatą próbujemy przewrócić dawny blask "Kociakowi" - mówi Adrian Mieszała.

Czytaj też:Koronawirus w sanepidzie w Poznaniu. Laboratorium Mikrobiologii i Parazytologii WSSE nie przyjmuje próbek na badania

"Tutaj przychodziłam z mamą po odebraniu świadectwa w podstawówce, tutaj chcę przychodzić z synem, nie tylko na koniec roku szkolnego."
- Martyna

Odrestaurować "Kociaka"

Wielu poznaniaków ma sentyment do „Kociaka”. Jak się okazało, Paweł Mieszała jest jednym z nich.

- Tata opowiadał, że od zawsze marzył o otwarciu własnej cukierni. Pracował u Wojciecha Kandulskiego, u którego nabrał doświadczenia i ogromnej wiedzy. Wtedy, na przełomie lat 80-90, "Kociak" był na szczycie swojej kultowości. Można było tylko równać do takich miejsc - opowiada Adrian. - W tym roku, w branży gastronomicznej jednak poszła wiadomość o trudnościach, z którymi zmaga się lokal. Potwierdziły to też media. Wtedy razem z tatą postanowiliśmy działać - podkreśla.

"Powiedzenia! Już nie mogę się doczekać rurek z kremem!"
- Anna

Świeże spojrzenie

Po rozmowach ze spółdzielnią Smak-Coop Mieszałowie zrozumieli, że to może się udać.
- Spotkaliśmy się z pozytywnym odbiorem naszej propozycji. Właściciele byli gotowi na zmiany i nie bali się nowoczesnych pomysłów - mówi Adrian, który oficjalnie teraz jest managerem „Kociaka”.

Udało się zebrać oryginalne przepisy większości deserów z oferty "Kociaka". Paweł Mieszała, który będzie pracować nad menu chce, by te kultowe desery i koktajle zostały. Jednak, aby przyciągnąć też młodsze pokolenia wprowadzi do sprzedaży nowoczesne słodkości oraz coś na wynos.

-„Kociak” jest prawie trzy razy starszy ode mnie. O „słodkim” z lokalu tylko słyszałem od rodziców, ale ojciec, mając wszystkie receptury na pewno poradzi sobie z powrotem do smaków sprzed lat.

W miejscu tak bardzo poznańskim nie może zabraknąć też wyrobów regionalnych. - Zamierzamy również serwować sznekę z glancem - mówi Adrian. - Tak, by spacerując ulicą św. Marcin można było wpaść po sznekę i kawę na wynos. Nie będzie tu Coca Coli czy Pepsi. Będą sprzedawane klasyczne oranżady w szklanych butelkach - jak dawniej - wyjaśnia.

"Zawsze smucił mnie wygląd tego miejsca, nie mogę się doczekać aż wykorzystany zostanie jego potencjał i wróci w pełnym blasku."
- Kulka

„Kociak” zyska nowy blask

Obecnie w lokalu trwa remont. - Wczoraj miałem spotkanie z architektem. Pokazał mi swoją wizję. Największym wyzwaniem dla niego na pewno będzie zachowanie klimatu. Dodatkowo, kolumna na środku sali, jak się okazało, jest częścią konstrukcji domu i nie można z niej zrezygnować - tłumaczy Adrian.

Pozostawione będą niektóre części wystroju. A cały wystrój ma przypominać lata 80 i 90, kiedy coctail-bar "Kociak" cieszył się największą popularnością. Szukane już są oryginalne krzesła z tych lat. Naczynia też będą nawiązywać do tych z końca XX wieku. Szyld i logotyp mają być tylko lekko odświeżone.

- Chcemy by powrócił neon. Zobaczyłem go na starych zdjęciach, kiedy ulica ta cała świeciła neonami - opowiada nowy manager.

"Nie chcę wołczera! Chcę Kociaka! Chcę móc pójść z dziećmi do Kociaka w niedzielę na słodkie."
- Foka

Wsparcie ze wszystkich stron
I choć fundusze na remont Mieszałowie mają, to jednak na czas tuż po otwarciu poprosili poznaniaków o wsparcie.

- Czasy są naprawdę trudne dla całej branży, dlatego postanowiliśmy działać już teraz. Remont "Kociaka" to ogrom pracy i bardzo duże koszty. Nie śmiałbym nawet organizować zbiórki na remont, bo nie chcemy nic za darmo. Jesteśmy sprawni, mamy dwie ręce i damy sobie radę, jednak początki nowego "Kociaka" tuż po otwarciu w czasie pandemii będą trudne, dlatego bardzo ważna będzie obecność poznaniaków, a w tym pomogą nam wcześniej sprzedane vouchery - mówi Adrian.

Wpłata 10 złotych na zrzutkę to voucher o takiej samej wartości do wykorzystania w "Kociaku", który będzie ważny przez miesiąc od jego ponownego otwarcia. Ale wiele osób wpłaca pieniądze zrzekając się voucherów.

Cel zrzutki wyznaczono na 30 tys. złotych. Poznaniacy rzucili się na pomoc i w zaledwie dwie doby wpłacili potrzebną kwotę. Zbiórka nadal twa, przynosi też coś więcej niż tylko pieniądze.

- Odezwali się do nas fani "Kociaka". Chcą wesprzeć nas działaniem. Tak uzyskaliśmy dobrego stolarza w zespole, jedna pani zgodziła się bezpłatnie wykonać projekt graficzny logotypu coctail-baru. Wiele przedsiębiorców oferuję nam wsparcie - opowiada Adrian. - Okazało się, że los tego miejsca nie jest obojętny wielu osobom i to nas jeszcze bardziej motywuje.

Współcześni cukiernicy nauczyli się robić nie tylko pyszne, ale i niesamowicie piękne ciasta, które nawet szkoda kroić. Większości tym słodkim smakołykom musieliśmy się dwa razy przyjrzeć, aby zrozumieć, że można je jeść.Przejdź do galerii --->

Wielkopolanie robią nietuzinkowe torty. Aż szkoda je jeść. T...

Sprawdź też:

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Mam wspaniałe wspomnienia z Kociakiem, jak również z restauracją Kmicic. Chodziłem tam z dziadkami, jak również sam. W Kociaku deser z lodami i śmietaną, oraz koktajl, w Kmicicu zupa pomidorowa i pyszne pyzy z sosem myśliwskim lub bolońskim no i standardowo surówki i kefirek. W Kmicicu bywałem często, znałem obsługę, nigdy nie znudził mi się przepyszny smak ich potraw. Nierzadko trafiałem na fajne spotkania znanych osób np w 1996roku z Cezarym Pazurom. Za to Kociak to dla mnie był i będzie zawsze symbol najlepszych deserów. Dziś do Kmicica i Kociaka zabieram swoje dzieci, które to uwielbiają. Przez tą pandemię niestety są teraz ograniczenia, ale mniejmy nadzieję, że się skończą. Pozdrawiam

Dodaj ogłoszenie