MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Barbara Sadowska: "Barka to po prostu moje życie". Od 35 lat poznańska fundacja ratuje ludzi "z marginesu"

Nicole Młodziejewska
35 lat temu Barbara Sadowska i jej mąż, Tomasz, z wykształcenia psycholodzy, mieli ogromną chęć pomagania. Tak narodziła się fundacja Barka
35 lat temu Barbara Sadowska i jej mąż, Tomasz, z wykształcenia psycholodzy, mieli ogromną chęć pomagania. Tak narodziła się fundacja Barka Robert Woźniak
W piątek, 14 czerwca mija 35 lat odkąd w niewielkiej wsi, w budynku starej szkoły Barbara i Tomasz Sadowscy postanowili zamieszkać z ludźmi z tzw. marginesu społecznego. Przez lata pomogli setkom tysięcy ludzi, dając im dom, tworząc rodzinę i wskazując nową drogę. Dziś Barbara przyznaje, że choć nie było łatwo, jest dumna z tego, co udało się osiągnąć. A Barka płynie dalej...

Wszystko zaczęło się od ogromnej potrzeby - potrzeby niesienia pomocy innym. 35 lat temu Barbara i Tomasz Sadowscy, z wykształcenia psycholodzy, mieli ogromną chęć pomagania. Choć wiele już w tym zakresie robili, to wciąż byli pewni, że mogą więcej.

Altruizm? Być może. Pewne jest to, że fundacja, która narodziła się z tej potrzeby przez cały czas ratuje ludzi z tzw. marginesu społecznego. Byli więźniowie, prostytutki, narkomani i osoby z innymi uzależnieniami znajdują tutaj nie tylko schronienie. Oni zyskują tu nowe życie, a wraz z nim nadzieję na lepszą przyszłość.

- Zawsze miałam takie poczucie, że mi nie wystarczy zwyczajne życie, że potrzebuję innych ludzi, dzielenia się z nimi, że muszę pomagać. Bez tego moje życie jest jałowe. Oczywiście, mam rodzinę, córki, wspaniałe wnuczki, ale jakoś tak zawsze muszę być blisko tych, którzy mają gorzej. Nie wyobrażam sobie inaczej. Życie samej dla siebie mnie zasmuca - mówi Barbara Sadowska, założycielka fundacji Barka.

Wszystko, by pomóc

Przez 35 lat Barka przeszła wiele zmian. Nie tylko udało się przenieść fundację z budynku starej szkoły we wsi Władysławowo i stworzyć nowoczesną siedzibę w Poznaniu. Ale także działalność fundacji stała się inspiracją dla innych, co w efekcie doprowadziło do rozszerzenia pomocy na cały kraj, a nawet dalekie zakątki świata.

- Myślę, że gdyby Basia i Tomek sprzed 35 lat spojrzeli na to, jak dziś wygląda Barka, to byliby dumni, ale powiedzieliby też, że tego się spodziewali. Od początku wiedzieliśmy co chcemy robić i jaki jest nasz cel - śmieje się.

Dzisiaj liczbę osób, którym pomogła fundacja można już liczyć w setkach tysięcy. Ale nie zawsze było kolorowo. Początki nie były łatwe. Bo jak zrozumieć, że małżeństwo z małymi dzieci wprowadza się do starej niewyremontowanej szkoły, by mieszkać w niej pod jednym dachem z tzw. degeneratami?

- Ktoś dziś może powiedzieć, że „o, Sadowscy pomagają”, ale nikt oprócz nas nie wie, jaka to był harówka na początku. Tomek remontował, budował, ja gotowałam, prałam ręcznie, u boku były małe dzieci, które nie miały nas za wiele. Ale my zawsze mówiliśmy, że ci wszyscy ludzie mają większe potrzeby, że oni nie mieli w ogóle rodziny, domu, dlatego trzeba się z nimi dzielić wszystkim, co mamy. Zawsze za tym wszystkim stało nasze poczucie niesprawiedliwości, że inni mają gorzej niż my, dlatego musimy im część oddać - wspomina Basia.

Podobnie 5 lat temu o początkach fundacji opowiadał w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim” Tomasz Sadowski.

- Po roku naszej działalności przyjechały moja mama i mama Basi, i o dziwo bardzo dobrze się w tym odnalazły. Okazało się, że nie panuje u nas atmosfera jakiegoś poprawczaka, czy co gorsze burdelu, tylko to jest normalny dom, dostosowany do grupy wielopokoleniowej, ze wspólnym stołem, wspólnymi rozmowami, pracą i uwrażliwieniem na słabszych. Było to widać właśnie po tych osobach, że czuły się one docenione, zadbane i to wszystko funkcjonowało jak prawdziwa rodzina - podkreślał założyciel Barki.

"Miałam ogromne szczęście"

Z Basią rozmawiamy na kilka dni przed 35-leciem Barki. Siedzimy w jednym z pokoi w siedzibie przy ul. Św. Wincentego w Poznaniu. Szare fotele i kanapy, drewniany stół, jest tu przytulnie. Na jednej ze ścian wisi ręcznie malowany obraz. Przedstawia budynek starej szkoły, w której wszystko się zaczęło. Basia spogląda na niego wielokrotnie podczas naszej rozmowy. Za każdym razem szklą jej się oczy.

Na drugiej ze ścian wiszą z kolei zdjęcia. Przedstawiają one Tomasza Sadowskiego. Jego śmierć w grudniu 2019 roku wstrząsnęła całą barkową rodziną i Poznaniem. Gdy pytam o niego, Basia ciężko wzdycha i zatrzymuje na chwilę wzrok na ścianie.

- To jest trudne... Musieliśmy się bardzo pozbierać. I myślę, że ja się cały czas zbieram i zebrać nie mogę. Gdy jego zabrakło poczułam ogromne osamotnienie - mówi, z trudem powstrzymując łzy.

Po chwili wybucha płaczem: - To była tak piękna postać, tak cudowny człowiek. Tacy ludzie zdarzają się bardzo rzadko. Ja naprawdę miałam wyjątkowe szczęście, że mogłam z nim żyć...

Dzisiaj w prowadzeniu fundacji Basi pomagają jej córki. Ale jak sama przyznaje, nie zawsze jest łatwo.

- Po odejściu Tomka poczułam ten ciężar odpowiedzialności. To jednak on zawsze był tym pierwszym, tym, który to dźwigał. I robił to dzielnie. O wielu trudnościach nie mówił, zawsze parł do przodu, myślał co jeszcze zrobić, jak to rozwinąć, szukał rozwiązań. To był wizjoner. Dziś właśnie brakuje Tomka, jako takiej postaci, która nie widzi przeszkód. On zawsze widział więcej, niż my mogliśmy dostrzec. Bez niego często coś nas hamuje. Myślimy „a co, jeśli to nie wyjdzie”, „a co, jeśli się nie uda”, „a co powiedzą inni”. Ja nie mam w sobie takiej siły, żeby powiedzieć, że to nie ma znaczenia. Tomek tę siłę miał. Zawsze mówił, że jak masz dobry cel i uczciwe zamiary, to bez względu na wszystko musisz iść w tę stronę - przyznaje Basia wycierając łzy.

Dodaje, że Tomasz Sadowski tak bardzo ugruntował Barkę, że jego obecność wciąż jest wyczuwalna w jej murach.

- Bardzo go tu czuję. Nie mam nawet takiego wyobrażenia ciała Tomka, tylko poczucie bliskości duchowej, że jego duch tu jest cały czas i czuwa nad nami.

35 lat i wciąż płynie... dla ludzi

Przez wszystkie lata istnienia fundacji, mimo zmieniających się realiów, jej założenia są niezmienne.

- Barka cały czas pomaga ludziom, odpowiadając przy tym na zmieniającą się rzeczywistość. Na początku to była odpowiedź na to, że wiele osób zostało zabranych, bo wychodziliśmy z takiego, a nie innego systemu, który wtedy w latach 80., 90. panował - opowiada Barbara Sadowska.

- Później dochodziły osoby, które wyjechały za pracą za granicę, ale niestety to życie tam nie ułożyło im się tak, jak chcieli. Do tych ludzi też Barka docierała.

W ostatnim czasie działalność fundacji mocno skupiła się wokół pomocy osobom z Ukrainy w czasie trwającego konfliktu z Rosją. Barka pod swoje skrzydła przyjęła 1 500 uchodźców. Opowiadając o tym Basia po raz kolejny nie może powstrzymać się od płaczu.

- Zawsze tak bardzo się wzruszam przy tym - mówi z trudem, wycierając łzy.

- To jest takie poruszające. Te osoby, zupełnie bezbronne, dotarły tutaj. I jestem dumna z Barki, że odpowiedzieliśmy na to całym zespołem, całym sobą, wszystkimi wspólnotami. Stworzyliśmy miejsca, w których mogli się schronić. Ale to nie była też taka pomoc, że my coś im tylko daliśmy. To była pomoc osobista, oparta o więzi... taka właśnie barkowa - zaznacza.

Bliskość, ciepło, empatia, rodzina - to słowa charakteryzujące Barkę. Mimo upływu lat, fundacja przez cały czas dąży do tworzenia relacji, tworzenia prawdziwego domu.

- Wiemy, że ludziom, którzy nie mieli dobrego dzieciństwa, dobrych wzorców w życiu nie wystarczy tylko coś dać, żeby pomóc. Oni potrzebują innego doświadczenia - żeby się uczyć, potrzebują bliskości - żeby zaufać i wsparcia - żeby w tych nowych wartościach wzrastać - wymienia Basia.

Powiedzenie „lepiej dać komuś wędkę niż rybę” idealnie oddaje działalność Barki. Fundacja obecnie podejmuje liczne współprace z przedsiębiorcami, koncernami przemysłowymi, nie tylko by zyskać zatrudnienie dla swoich podopiecznych. W tym działaniu jest jeszcze jeden cel - nauczyć tych, którzy mają lepiej, że warto pomagać.

- Od zawsze naszym celem było, by integracja, to, żeby ta pomoc nie opierała się wyłącznie na rzeczach materialnych, ale żeby to też zakorzeniło się w naszej kulturze, w naszej mentalności - podkreśla.

I dodaje: - Kiedy jest więź i przedsiębiorczość razem, to nie ma takiego poczucia, że ktoś kogoś wykorzystuje. Dlatego nam zawsze zależało na tym, żeby ci ludzie nie otrzymywali tylko bieżącej pomocy, ale żeby dostali sposób na nowe życie.

Nie da się bez przeszkód

Ale, jak sama przyznaje, nie zawsze jest łatwo. Utrzymanie tak dużej fundacji wiąże się z wieloma trudnościami. A większość z nich stanowią finanse.

- Jeżeli mówimy o takim codziennym utrzymaniu, to oczywiście jakoś sobie radzimy. Ale wiadomo, zużywają się budynki, zużywają się samochody. Z tej naszej przedsiębiorczości trudno jest wybudować mieszkania dla osób, które chcą się usamodzielnić. Są rozterki jak to zrobić, czy możemy wziąć kredyt, bo od razu pojawia się pytanie, czy my go później spłacimy. Jest wiele osób, które nam pomagają, za co jesteśmy niezwykle wdzięczni, ale to nie jest tak, że możemy siedzieć spokojnie i być wszystkiego pewni. Nie mogę powiedzieć, że Barka jest w pełni stabilną fundacją - przyznaje Sadowska.

- Marzy mi się, żebyśmy w ramach naszej działalności stworzyli przedsiębiorstwo, które generuje takie środki, żebyśmy nie musieli zależeć od jakichś dotacji. Żebyśmy mieli taką swobodę, która pozwoli nam na działanie i robienie jeszcze więcej, by pomagać.

"To moje życie i nie chcę innego”

Mimo 35 lat, Barka nie tylko dryfuje, ona aż rwie się, by stale płynąć, być na fali i zbierać po drodze kolejnych rozbitków. Jak przyznaje Barbara, pomysłów na rozwój fundacji i planów na przyszłość nie brakuje.

- Chcemy tutaj, na terenie Barki, zbudować kompleks budynków, które stanowiłyby Centrum Integracji Międzykulturowej. To byłaby przestrzeń do spotkań dla wszystkich osób innych kultur, które żyją w Poznaniu. Widzimy ogromne zapotrzebowanie na takie miejsce. Szukamy teraz środków na to.

Gdy pytam Basię czy Barka to fundacja, rodzina, dom czy może biznes zaczyna się śmiać.

- To jest taka droga, gdzie życie przenika się z pracą. Chociaż ja czasami myślę, że to wszystko to już po prostu moje życie i nie chcę innego - odpowiada z uśmiechem.

Jesteś świadkiem ciekawego wydarzenia? Skontaktuj się z nami! Wyślij informację, zdjęcia lub film na adres: [email protected].

Turystyczna Wielkopolska - powiat poznański:

emisja bez ograniczeń wiekowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo
Wróć na gloswielkopolski.pl Głos Wielkopolski