Będzie następny prezydencki projekt ustawy, która ma pomóc spłacającym kredyty we frankach szwajcarskich. Ma mniej kosztować banki, które pożyczały. Zespół powołany na początku miesiąca przez Kancelarię Prezydenta do opracowania nowego projektu ustawy dotyczącej kredytów we frankach ma zakończyć prace na przełomie maja i czerwca. Zgodnie z zapowiedziami - projekt ma być równie korzystny dla posiadaczy kredytów we frankach jak poprzedni, za to mniej obciążać banki.

Poprzednia wersja projektu ustawy dotyczącej pomocy frankowiczom, którą na początku roku przedstawił prezydent, została przez banki ostro skrytykowana.

Suchej nitki nie zostawiła na niej także Komisja Nadzoru Bankowego. Na podstawie ankiet wysłanych do banków wyliczyła ona, że instytucje finansowe realizując wszystkie postanowienia ustawy - to znaczy zwracając klientom wartość spreadów oraz przewalutowując kredyty po tzw. kursie sprawiedliwym, musiałyby przeznaczyć na ten cel od blisko 70 mld zł (gdyby kurs franka utrzymywał się na stałym poziomie) do ponad 100 mld zł, gdyby cena szwajcarskiej waluty wzrosła w stosunku do ceny w styczniu bieżącego roku. To zdaniem KNF oznaczałoby upadłość przynajmniej pięciu banków, a tym samym poważną destabilizację na rynku.

To zdecydowało, że prezydent zrezygnował z forsowania gotowego już projektu i zapowiedział prace nad nowym. Powołano też nowy zespół, który - jak wynika z komunikatu kancelarii prezydenta - rozpoczął pracę w połowie miesiąca. Projekt ma być gotowy w połowie maja i czerwca.


NBP i Bankowy Fundusz Gwarancyjny mają pomóc bankom w rozłożeniu w czasie obciążeń związanych z przewalutowaniem

- Martwi nas, że prace trwają tak długo - mówi Mariusz Zając, sekretarz stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu. - Sytuacja jest coraz gorsza. Ludziom kończą się wakacje kredytowe, kończy się im gotówka, zaczynają zalegać z ratami, a banki wypowiadają im umowy. Sprawa robi się pilna. Co do samych założeń - na ile je znamy, wydają się rozsądne.

Nowy projekt, podobnie jak poprzedni, ma zobowiązywać banki do zwrotu klientom spreadu (różnicy w kursie, po jakim kredyt był wypłacany, a tym - wyższym - po którym były spłacane raty), a także umożliwić spłatę kredytu po tzw. kursie sprawiedliwym. Kurs ten byłby obliczany dla każdej umowy kredytowej indywidualnie, z uwzględnieniem faktu, że z racji niższych stóp procentowych posiadacze kredytów we frankach płacili przez długi czas niższe raty niż ci, którzy zaciągnęli kredyty w złotówkach.

Czym zatem nowy projekt miałby się różnić? Założenia mówią o rozłożeniu obciążeń związanych z jego przewalutowa-niem na cały okres kredytowania, a więc 20-30 lat. To oznaczałoby rocznie dla banków kwotę obciążenia, z którą muszą się zmierzyć, rzędu 2-3 mld zł.

W operacji rozkładania w czasie obciążeń miałby brać udział zarówno NBP, jak i Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Cała zaś operacja byłaby dla sektora bankowego znacznie mniej odczuwalna.
- Taka opcja wydaje się sensowna - mówi Mariusz Zając. - Trzeba jednak podkreślić, że choć banki mówią o kosztach, jakie poniosą na skutek zrównania warunków kredytów w złotówkach i kredytów pseudofran-kowych, mamy tu do czynienia jedynie z brakiem zamierzonego zysku. A to zupełnie co innego - zwraca uwagę.

Stowarzyszenie zwróciło się też z prośbą do prezydenta, by jako strona społeczna uczestniczył w pracach nad nowym projektem ustawy.
- Na razie mamy wstępną akceptację, czekamy na oficjalną odpowiedź - twierdzi Zając.
Gotowy projekt ustawy ma szanse trafić do Sejmu jesienią. Później - wszystko w rękach posłów.