Ból bulbolenia, czyli trochę o bukiecie

Leszek Waligóra
Leszek Waligóra
Bul... Bul... Bul... Bul, bul, bul. Bul, bul. Bul. Nie upadłem na głowę, nie poprzestawiało się nic, a panie korektorki proszę o zostawienie u otwartego. Moje bul, bul jest otwarte.

Bulboli już od niedzieli, kiedy w godzinę - dałbym głowę - po dokonaniu czynności przestępczych, coś dziać się zaczęło. Wczoraj to już bulbolało na potęgę. Od samego zapachu się w głowie kręci. Niektórzy już chcą, żebym prawo łamiąc, do pracy coś przyniósł. I co wtedy? Popatrzeć? Powąchać? Bo przecież spożyć nie można.

To naprawdę boli. Jak robi bul bul, to człowiek już tylko myśli, jak to smakować będzie. A będzie za jakieś pół roku. Wino z porzeczek... Raj. In vino veritas. Swoją drogą: niezły interes.

Zakupy urządzeń niezbędnych w domowej produkcji pochłonęły środki wystarczające na 5 win niezłych, 2 bardzo dobre, jakieś 25 win pędzonych z siarki, opon i zawartości śmietnika, oraz na ćwierć kieliszka Chateu Lafite, rocznik 2006. Na butelki Domaine de la Romanée-Conti z 1988 roku nie przeliczam. Może na puste by starczyło? Choć wątpię. Nachodziła mnie refleksja przelicznikowa w czasie tych zakupów, ale kiedy u stóp swoich dostrzegłem dwa, 20-litrowe baniaki, pełne fermentującej cieczy... Taaa... tylko, wysoki sądzie, ja naprawdę na swój użytek. Nie na handel.

I tu druga refleksja. Może by na winie z porzeczek moja rodzina dorobiła się jakiegoś zgrabnego zameczku (dziadek robił wino z jabłek, ale tak, że klękajcie narody)? I dziś sprzedawałbym buteleczki z rubinową radością w środku, opatrzone rodową pieczęcią? Gdyby nie to, że to w sumie nielegalne. Władza ludowa zakazała, nieludowa zakazywała, a teraz niby już nie zakazuje, ale utrudnia. Pewnie w walce z alkoholizmem.

Tylko pokażcie mi alkoholika, który zdzierży te kilka miesięcy bulbolenia? Ja, nie przymierzając, zdzierżę. Choć skręca... Każdy trunek, który domowymi metodami osiągnąć można, wymaga cierpliwości, namysłu, serca... Coś o tym wiedzą Francuzi, Włosi, nawet Niemcy. A my? Wina z porzeczek, zaklęte w butelkach wiśniowe inspiracje, miody pitne, których świat nie zna, wino z dzikiej róży, czy jakiejkolwiek innej fantazji, skazani jesteśmy robić tylko na użytek własny. Jak ja mam na użytek własny 40 litrów wina? Wykąpać się?

Kilka lat temu pewien senator musiał narodowy skarb Łącka, śliwowicę, przemycić w bagażu dyplomatycznym, żeby złoty medal dla najlepszego trunku świata w USA otrzymać mogła. Teraz można już ją legalnie produkować, ale ceregieli z tym tyle, że Francuz już by dawno wino skwasił.

W Polsce alkohol pić wolno, ale jego wyrób - to zło! I broń Boże - nie destyluj...

Ja, wysoki sądzie, oczywiście nie zamierzam. Choć, jeśli wino mi kiepskie wyjdzie, to w sklepie widziałem taki fikuśny, tani destylator...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie