Bryan Adams w Poznaniu: Rockman, fotograf, kibic Chelsea i... młody tata

Marcin Kostaszuk
Marcin Kostaszuk
Karierę Adamsa popchnął duet z Tiną Turner w przeboju "It's Only Love"
Karierę Adamsa popchnął duet z Tiną Turner w przeboju "It's Only Love" Fot. Archiwum artysty
- Zaczynaliśmy razem od zera, rośliśmy jak bracia. Po latach mogliśmy sobie przybić piątki i i powiedzieć: "O rany, teraz możemy pozwolić sobie na samochody", ale wcześniej na obiad musiały nam wystarczyć same frytki - mówi o Adamsie jego najbliższy współpracownik Jim Vallance.

Historia Bryana Adamsa-muzyka zaczęła się w Kanadzie, ale nie przypadku w tym, że jego piosenki znają dziś fani na całym świecie, bo od najmłodszych lat przyszły piosenkarz mógł czuć się obywatelem świata.

Dziadkowie urodzonego w 1959 roku Bryana Guya Adamsa byli wojskowymi, a jeden z nich walczył w armii brytyjskiej w obu wojnach światowych. Służbę ojczyźnie - już kanadyjskiej - wybrał także ojciec Bryana, który został dyplomatą. W efekcie przyszły gwiazdor rocka w wieku 14 lat znał już doskonale Europę (mieszkał w Portugalii, Anglii i Austrii) a także Bliski Wschód. Rozwód rodziców zakończył "dyplomatyczną" tułaczkę: wraz matką - wielką fanką Adama Małysza! - Bryan osiadł w Vancouver.

Tu część niepedagogiczna. Gitarę rodzice sprezentowali mu, gdy miał 10 lat, ale demona uruchomił dopiero zakup wersji elektrycznej cztery lata później. Bryan rzucił szkołę, wyprowadził się z rodzinnego domu i już w wieku 15 lat mógł wziąć do ręki pierwszą płytę ze swoim nazwiskiem - młokosa na wokalistę przyjął zespół Sweeney Todd, który jednak świata nie zawojował. Adams wrócił zatem do zarobkowania w nocnych klubach Vancouver, z czego pamiątką pozostała kluczowa dla jego dalszej kariery znajomość: w wieku 18 lat poznał Jima Vallance'a.

- Zaczynaliśmy razem od zera, rośliśmy jak bracia. Po latach mogliśmy sobie przybić piątki i i powiedzieć: "O rany, teraz możemy pozwolić sobie na samochody", ale wcześniej na obiad musiały nam wystarczyć same frytki - wspominał Adams w 1996 roku, w wywiadzie z Igorem Stefanowiczem dla "Tylko Rocka". Nawet, gdy zainteresowali swą wspólną twórczością płytowego potentata, firmę A&M, ta zaproponowała im kontrakt mało gwiazdorski: za podpis na umowie Bryan Adams dostał równo... dolara. Dorabiali z Vallancem pisząc pisoenki dla innych artystów i to nie byle kogo: byli wśród nich np. Joe Cocker i Bonnie Tyler.

Sukces osiągali sumienną pracą: od 1980 do 1984 roku ukazały się aż cztery albumy, windujące sławę ambitnego solisty i - w mniejszym stopniu - jego cichego wspólnika. Do dziś nie wiadomo jednak, kto wpadł na pomysł współpracy z Tiną Turner, podnoszącą się właśnie z upadku po małżeństwie z Ike'm Turnerem.

Wspólna piosenka "It's Only Love" rozbiła bank sympatii widzów, co widać na koncertowym teledysku do tej piosenki. Grunt, że za chwilę zarówno "Reckless" Bryana, jak i "Private Dancer" Tiny zaczęły królować na wszystkich listach przebojów. Drugi szczyt popularności Kanadyjczyka przypadł w 1991 roku - po wielkim sukcesie ballady "(Everything I Do) I Do It For You" liczbę "przesiadywania" tego utworu na pierwszych miejscach przestano w pewnym momencie liczyć w tygodniach, a zaczęto w miesiącach.

Także w Polsce: Marek Niedźwiecki kończył nim listę Trójki 11 razy, w tym 9 razy z rzędu... Za nią też otrzymał jedyne w karierze Grammy oraz nominację do Oscara. Filmowych przebojów stworzył zresztą więcej: najsłynniejszy obok tematu z "Robin Hooda" jest do dziś "All For Love", w którym stworzył trio z niegdysiejszym idolem Rodem Stewartem oraz Stingiem, który kiedyś podał mu rękę, zapraszając na początku lat 80. debiutanta na trasę z The Police. Najbardziej niespotykaną muzyczną przygodę przeżył jednak z... Luciano Pavarottim - tylko dla wspaniałego tenora Adams odważył się zaśpiewać "O Sole Mio"...

Ten jeden raz widać było w jego oczach niepewność na scenie: zazwyczaj to Adams jest królem wielkiej imprezy, perfekcyjnie dyrygującym wielotysięcznymi tłumami. Tak było także w Polsce, gdzie Kanadyjczyk występował w Polsce trzykrotnie: po raz pierwszy w 1996 roku w katowickim Spodku, cztery lata później na festiwalu w Sopocie, a po raz ostatni w ubiegłym roku w Rybniku.

Gdyby jednak ograniczyć opowieść o Adamsie tylko i wyłącznie do sukcesów jego piosenek, płyt i koncertów, obraz jego osobowości byłby niepełny. Uśmiechnięty chłopak z gitarą uwierzył w swą moc zmienienia świata, gdy wspólnie ze Stingiem, Peterem Gabrielem i plejadą innych gwiazd muzyki lat 80. odbył trasę koncertową na rzecz Amnesty International. Po powrocie do Kanady zaczął angażować się w działalność społeczną, wspierając walkę o uwolnienie więźniów politycznych i pomoc głosującym. Jego pomysłem była między innymi akcja "Tears Are Not Enough" ("Łzy nie wystarczą"), która stała się kanadyjskim odpowiednikiem projektu "We Are The World".

O tym, że nie było to koniunkturalna akcja wizerunkowa, Bryan Adams przekonuje, do dziś wspierając szczytne idee. Jako wielka gwiazda może więcej niż inni, czego dowodem kampania poświęcona walki z chorobami słuchu. Namówił do udziału w niej czołowe postaci high-life'u, prosząc je w nietypowy sposób: prosząc o zapozowanie do zdjęcia, sugerującego, że jego bohater... nie słyszy. Nietypowe portrety były tak udane i zaskakujące (niedosłyszącego udawał m.in. Mick Jagger...), że zdjęcia powędrowały nie tylko do poczytnych magazynów jako reklama społeczna, ale też do galerii sztuki fotograficznej - przede wszystkim w Kanadzie, Londynie i Paryżu, czyli miejscach, w których gwiazdor ma swoje domy. 65 milionów sprzedanych płyt jak widać pozwala na trochę dodatkowego metrażu...

Rok temu kanadyjski gwiazdor bodaj po raz pierwszy został "ustrzelony" przez tabloidy. Wydarzenie było o tyle doniosłe, że o życiu prywatnym Bryana Adamsa - Tak naprawdę, kiedy decydujesz się na dziecko, powinieneś podjąć taką decyzję wraz z osobą, której w stu procentach ufasz. Trudno mi wyjaśnić, dlaczego zwlekałem tak długo - mówił o tym Jarosławowi Galewskiemu Bryan Adams. Wybranką Kanadyjczyka i ojcem urodzonej w kwietniu 2011 roku córki o imionach Mirabella Bunny jest Alicia Grimaldi, wieloletnia wspólniczka Adamsa w założonej przez niego fundacji. Inną absolutnie prywatną słabością Adamsa jest piłka nożna, a konkretnie klub Chelsea Londyn. Kibicuje mu od lat, dlatego obecne wakacje są dla Adamsa-kibica prawdopodobnie najradośniejsze w życiu - Chelsea wszak zdobyła najcenniejszych w Europie puchar Ligi Mistrzów. Na cześć Chelsea Adams napisał nawet piosenkę "We're Gonna Win".

Krytycy wypominali mu zawsze prostotę piosenek, opartych na łatwych do nauczenia zagrywkach gitarowych. Z tego samego powodu pokochali go fani - bo prostota czasami bywa szlachetna, dokładnie tak jak przeboje Bryana Adamsa.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie