Emerytowani pracownicy zakładu „Bukowianka” chcieliby spieniężyć swoje akcje. Jednak spółka nie jest zainteresowana ich wykupem. Kiedyś spółdzielnia, dziś spółka akcyjna „Bukowianka” to jedna z większych firm w miejscowości Buk. Zajmuje się głównie produkcją koszul męskich. W tym zakładzie krawieckim niektórzy przepracowali ponad 30 lat swojego życia. Po tych latach zostały im wspomnienia, emerytura i imienne akcje. Tych, mimo prób, nie mogą cały czas spieniężyć.

- W latach 90-tych wszyscy pracownicy kupowali akcje Bukowianki. W tak zwanym „czynie społecznym”. Odciągali nam od pensji 5, 10 procent. Niektórzy nawet brali kredyty. Płaciliśmy wtedy 12,5 złotych za jedną akcję. Teraz chcielibyśmy je sprzedać, ale zarząd spółki nie jest zainteresowany ich kupnem - mówi Halina Górczak, mieszkanka Buku. Nie ona jedyna jest w takiej sytuacji. W rękach byłych pracowników znajduje się aktualnie 42 603 akcje.

- Przez lata z naszych pieniędzy zakład inwestował w nowy sprzęt, rozwijał się. Pracowało wtedy nas z 400 osób. A teraz my, nie mamy z tego nic. Przez panią prezes jesteśmy zwyczajnie zbywani - przyznaje Teresa Kozak, która sama jest właścicielką 700 akcji.

Kobiety chciałyby je spieniężyć, ale ani udziałowcy w firmie, ani zarząd spółki nie jest zainteresowany ich wykupem. - To miało być nasze zabezpieczenie na przyszłość, a zostaliśmy z niczym - mówią byłe pracownice.

Zobacz komentarz: Wpuszczeni w kapitalizm

Jednak do tej pory swoje akcje sprzedały 182 osoby. Grupa prawie 20 pracowników ma więc żal do firmy, że nie od wszystkich osób zostały one odkupione. Jednak zdaniem prezes Bukowianki akcjonariusze mają prawo do pozbycia się akcji na wolnym rynku. - Spółka Bukowianka nie kupiła akcji od żadnej osoby. Były jednak transakcje pomiędzy akcjonariuszami firmy, ale ich wartość jest objęta poufnością konkretnej umowy sprzedaży pomiędzy kontrahentami - tłumaczy Karina Gizińska, prezes zarządu firmy.

Zrozpaczeni pracownicy szukali więc pomocy u burmistrza Buku. Mają nadzieję, że on pomoże im w tej sprawie. - Rada nadzorcza ma teraz pakiet kontrolny nad spółką, dlatego nie potrzebują skupywać wszystkich akcji. One same są zresztą warte tyle, ile za nie inwestor zapłaci. W tej sprawie spotykam się na dniach z radcą prawnym. Może uda się jakoś pomóc byłym pracownikom zakładu - mówi Stanisław Filipiak, burmistrz Buku.

W sprawę zaangażował się też poseł na Sejm, Bartłomiej Wróblewski z PiS, który jednak przyznaje, że możliwości prawne emerytowanych pracowników są bardzo skromne. - Niestety nie ma takiej opcji, która w sposób bezwarunkowy zmuszałaby spółkę do nabycia akcji. Działania firmy budzą jednak poważne wątpliwości natury etycznej - zaznacza polityk. - Akcjonariusze mogą sprzedać akcje innemu akcjonariuszowi, lub spółce, umorzyć akcje, w ten sposób, aby spółka nabyła je od akcjonariusza, celem ich umorzenia - dodaje Wróblewski. Ostatnia opcja jest możliwa, o ile umorzenie przewiduje statut spółki, jednak akcjonariusze muszą mieć większość głosów.

STREFA BIZNESU NA FACEBOOKU. ZOBACZ!