Country lubi się żenić, ale stara się być na wierzchu -...

    Country lubi się żenić, ale stara się być na wierzchu - rozmowa z Pawłem Bączkowskim

    Marek Zaradniak

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Pawła Bączkowskiego słuchamy już ponad 30 lat

    Pawła Bączkowskiego słuchamy już ponad 30 lat ©Mariusz Daszkowski

    Wokalista country Paweł Bąckowski podsumowuje 30-lecie swej działalności
    Pawła Bączkowskiego słuchamy już ponad 30 lat

    Pawła Bączkowskiego słuchamy już ponad 30 lat ©Mariusz Daszkowski

    Plakat promujący Pana koncert w klubie Blue Note 6 kwietnia wskazuje, że śpiewa Pan już 30 lat. To nie do wiary?
    Nawet więcej, ale nawiązałem do 30-lecia, aby ktoś nie wyobrażał sobie, że pojawi się facet z balkonikiem.(śmiech)
    Czy od razu w Pana działalności była muzyka country?
    Nie. Zaczynałem od muzyki rockowej W Kostrzyniu Wielkopolskim była grupa Format. Przygarnęli mnie. Śpiewałem z nimi rocka. W tym m.in. piosenki zespołu AC/DC.
    Kostrzyn to było moje pierwsze miejsce gdzie zdobywałem szlify estradowe. Ja się jednak do metalu nie nadawałem. Dlatego z czasem graliśmy nieco lżejszy balladowy rock. Było tak przez 3 lata.

    A kiedy w Pana życiu pojawiło się country?
    Pierwszych utworów country słuchałem mając 10, 12 lat. W telewizji oglądałem program o kolejach amerykańskich i wtedy usłyszałem „City of New Orleans” , „Folsom Prison Blues”. Potem przyszła fascynacja Presley'em i powoli to country wchodziło we mnie. W uszy, w ręce. Stwierdziłem , że to chyba mój krwiobieg, moja grupa krwi. I potem już jakoś poszło. W czasie nauki w studium piosenkarskim związałem się z zawodową grupą country i tak się zaczęło. W między czasie miałem też flirt ze swingiem i i ze starymi piosenkami w oryginale czyli z evergreenami. Były polskie wersje standardów i trochę jazzu. Ale często country mi brzmiało. Nie zapominałem o nim. I przyznam, że parę lat temu usiadłem i powiedziałem: - Teraz napiszę piosenkę pop i kompletnie mi nie szło. bo zawsze to country gdzieś się odzywało. Ja zawsze kochałem tę muzykę ze względu na to, że jest taka jaka jest. A jest otwarta i porusza tematy, które w muzyce pop by nie zaistniały. A poza tym można ją łączyć z innymi stylami jak swing i mamy western swing, z rock and rollem co pięknie interpretuje Travis Tritt. Country lubi się żenić, ale zawsze lubi być na wierzchu. Z drugiej strony doświadczenie życiowe przydaje się i mój koncert country wygląda tak, że jest w nim wszystko czego się nauczyłem przez te lata. Ktoś kiedyś powiedział, że country to trzy akordy i prawda. I tak chyba jest. Jednak nowe country coraz bardziej się rozbudowuje.

    Ale swego czasu sporo śpiewał Pan Presley'a. Czego teraz jest więcej?
    Zdecydowanie country. Spełniłem swoje presley’owskie marzenia. To był świetny przekręt oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu i udał się. W trasie byłem trzy lata , ale nie chciałem się przebrać w te wszystkie stroje. Nawet w Studio Buffo w programie „Wieczór Amerykański” też śpiewałem i oparłem się Januszowi Józefowiczowi i nie ubrałem w presley’owskie ciuchy. Zauważyłem jednak, że w pewnym momencie szuflada z Presley'em zaczyna się zamykać i wyskoczyłem z tego wszystkiego. Jest wielu kolegów, którzy śpiewają piosenki Elvisa i ja im bardzo kibicuję, ale nie oddał bym swojego artystycznego serca całkowicie Elvisowi, bo uważam, że nie mógł bym potem zrobić już nic swojego. Byłbym zaszufladkowany, a na to się nie zdecydowałem. Ale na koncertach jeśli ktoś z publiczności krzyknie i rzuci tytuł to mu tę piosenkę Presley’a bez proszenia zaśpiewam. Robię bo to szanuje te publiczność.

    A skoro jesteśmy przy country, który z momentów w Pana karierze był dla Pana najważniejszy?
    W 1994 roku w Amfiteatrze w Mrągowie zagrałem recital o godzinie 0.15 i ta sama sytuacja powtórzyła się w roku 1996 gdy występowałem o godzinie 2.30. Publiczność nie wyszła do domów. To były dwa takie momenty kiedy stwierdziłem, że złapałem tę publiczność za serce, bo przecież oni czekają Wtedy 6000 ludzi wstało i skandowało moje imię. Na drugi dzień spotkałem pewną rodzinę, która powiedziała: Panie Pawle nasz syn ma 7 lat i powiedział, że nie pójdzie spać póki Pan nie wystąpi. Spał na ławce i dopiero obudziliśmy go na Pana występ. To były dwa momenty kiedy wiedziałem, że trzeba dbać o publiczność od rana do wieczora, dzień po dniu, tydzień po tygodniu. Zawsze. Trzeba znaleźć czas dla każdego przed koncertem i po koncercie. Czasami porozmawiać na ulicy albo odpowiedzieć na maila, bo to daje mi siłę Publiczność w Bieszczadach wypromowała mnie w Rzeszowie, publiczność Śląska w Telewizji Katowice. Ja zaczynałem od dołu. Grałem w szkołach i w kołach gospodyń wiejskich. Czasami ludzie poratowali mnie kanapką, albo noclegiem. Przynieśli trochę placka.

    Dwa lata temu ukazała się płyta „W drodze i na drodze”.Będzie coś nowego?
    To już jest czas abym kompletował repertuar na kolejną płytę. 6 piosenek już mam gotowych i przedstawię na koncercie w klubie Blue Note . Płyta będzie zawierała 100 procent czystego country. Będzie zatytułowana „Na dobrej drodze” i będzie na niej słychać skrzypce, banjo, pedal steel guitar, dobro i harmonijki, ale śpiewać będę cały czas po polsku. Bo po prostu mam ideę śpiewania country po polsku. Nawet topowe hity amerykańskie spopularyzowane przez George'a Straita czy Garta Brooksa przekładam na polski i wychodzą całkiem fajne rzeczy. W Polsce jest tyle fajnych tematów, które można połączyć z muzyką country , że naprawdę warto.

    Co jeszcze nowego u Pawła Bączkowskiego?
    Cały czas pracuję. Nie tylko koncertuję, ale także od lat wykładam wokal. Uczę dzieci, młodzież i dorosłych w domach kultury, w województwie wielkopolskim, a szczególnie w powiecie szamotulskim. Uczę ich oddechu, dykcji, artykulacji. Dobieramy piosenki i pracujemy nad nimi. A w swoim domu wybudowałem studio. Mam komfort pracy. Jeśli jest wena pracuję. Jeśli nie ma weny - nie pracuję. Nie nagrywam, ale cały czas jestem w drodze. Chciałbym, aby muzyka country wreszcie w Polsce zdobyła status na jaki zasługuje w mediach i aby w Poznaniu coś z muzyką country ruszyło. Chciałbym, aby ludzie wiedzieli, że country jest fajne i nie boi się muzycznych mariarzy. I nie są to tylko piosenki o lasso i spoconym koniu.
    Rozmawiał: Marek Zaradniak



    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Country

    kowboj (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Wszystkim fanom country polecam odwiedzenie legendarnego sklepu kowbojskiego www.sklepkowbojski.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo