Czerwiec '56. Poznański historyk: Koloryzowanie historii to problem kombatantów

Błażej Dąbkowski
- Pan Marciniak lgnął do każdej władzy, poprzedni wojewoda jeszcze bardziej go celebrował niż obecny, dawał awanse itd. O tym wszystkim już pisałem - mówi Łukasz Jastrząb
- Pan Marciniak lgnął do każdej władzy, poprzedni wojewoda jeszcze bardziej go celebrował niż obecny, dawał awanse itd. O tym wszystkim już pisałem - mówi Łukasz Jastrząb Łukasz Gdak
- Koloryzowanie to niestety problem całego środowiska, większości działaczy czy kombatantów "medialnych", którzy konfabulują i zmyślają. Ale podobnie było z powstańcami wielkopolskimi - mówi dr Łukasz Jastrząb, historyk i badacz Poznańskiego Czerwca '56.

Do dziś powraca temat liczby ofiar zrywu. Władze komunistyczne twierdziły, że zginęły 53 osoby, później ta liczba wzrosła do 73, a jak niektórzy twierdzą, nawet 100. Ile osób tak naprawdę straciło wtedy życie?

Łukasz Jastrząb: Kwestia liczby ofiar została przeze mnie ostatecznie zbadana oraz zweryfikowana i opublikowana w książce. Kilkanaście lat badań dokumentacji cmentarnej, szpitalnej, parafialnej, urzędów stanu cywilnego i innych, pozwoliły ustalić tę tragiczną liczbę na 57. Nie ma żadnych innych podstaw, by twierdzić inaczej, liczba jest cytowana w poważnych opracowaniach. Nikt przez ostatnie 12 lat nie zweryfikował jej negatywnie. Oczywiście, pojawiają się w mediach tzw. "rocznicowi historycy", którzy nie prowadzą żadnych badań, nie mają dorobku w tej tematyce, a opowiadają fantazje o 100 ofiarach – bez żadnych podstaw. Cieszę się, że mój dorobek naukowy, stworzone przeze mnie biogramy ofiar, ich życiorysy, zebrane wszystkie fotografie ofiar Czerwca są wykorzystywane np. podczas otwartej dwa dni temu wystawy w Muzeum Poznańskiego Czerwca. Również akcja „Światełko dla Czerwca”, polegająca na porządkowaniu grobów ofiar, oparta jest na moich ustaleniach.

A co ze śmiercią Romka Strzałkowskiego? Czy można dziś kategorycznie stwierdzić czy był ofiarą przypadkową, czy też został zastrzelony celowo?

Aktualny stan badań pozwala postawić tezę, że była to całkowicie przypadkowa śmierć, na pewno nie został celowo zamordowany, ani na pewno nie biegł z flagą pod gmachem UB jak to mówiła jedna z legend. Jedna z poznańskich gazet wyważyła niedawno otwarte drzwi opisując świadka, który rzekomo jako ostatni widział Strzałkowskiego przed śmiercią. Brak znajomości źródeł, brak oczytania literatury spowodował, że ów dziennikarz napisał całkowitą kaczkę dziennikarską. Pisałem o tym świadku już w 2006 r. i już wówczas było wiadomo, że Strzałkowskiego widziano jeszcze później. Potwierdził to prokurator IPN.

Ile mamy jeszcze „czerwcowych” tajemnic, które należy wyjaśnić?

Nie używałbym słowa "tajemnice" – są to raczej problemy badawcze, sprawy szczegółowe, przyczynkowe, które należy jeszcze zbadać lub ponownie przeanalizować jak np. udział wojska, bowiem praca Edwarda Jana Nalepy z 1992 r. jest już trochę zdezaktualizowana. Sam Poznański Czerwiec czeka też na monografię, która wbrew zdaniom niektórych „znawców rocznicowych” – jeszcze się nie ukazała. Na swoją książkę czekają też procesy poznańskie, ale byleby się nie obyło bez skandalu jaki miał miejsce przy wydaniu za miejskie pieniądze książki o "procesie trzech". Autorka książki zadedykowała ją mordercom kaprala Zygmunta Izdebnego i w tekście uczyniła z nich ofiary systemu.

Oprócz spraw do zbadania przez lata pojawiały się także mity, jak na przykład ten o śmierci Izraelczyka podczas zrywu.

To była kuriozalna pomyłka. Do księgi szpitalnej jednego szpitala wpisano, że ranny jest "Izraelczykiem" - bo mając postrzał czaszkowo-mózgowy, bełkotał i wzięto to za wypowiedzi w obcym języku. Tymczasem sprawa jest wyjaśniona, bo dzięki porównaniu z dokumentacją z innego szpitala, udało się ustalić, że to był Polak - przeżył, został później wykładowcą jednej z poznańskich uczelni. Wyjaśniłem to już parę lat temu.

W ostatnim czasie pojawiły się informacje o podejrzanej przeszłość Włodzimierza Marciniaka, prezesa Związku Kombatantów i Uczestników Powstania Poznańskiego Czerwca 1956 r. Tymczasem o niewygodnych faktach z jego życia wiadomo od dawna.

Pisałem o tym problemie już w 2006 r., ale wtedy ówczesna władza schlebiała kombatantom i uznano mnie za wichrzyciela. "Gazeta Wyborcza", która tę sprawę teraz opublikowała, nie odkrywa nic nowego. Pan Marciniak lgnął do każdej władzy, poprzedni wojewoda jeszcze bardziej go celebrował niż obecny, dawał awanse itd. O tym wszystkim już pisałem. Koloryzowanie to niestety problem całego środowiska, większości działaczy czy kombatantów "medialnych", którzy konfabulują i zmyślają. Ale podobnie było z powstańcami wielkopolskimi.

POLECAMY:

Olbrzymi podziemny obiekt pod Poznaniem. Niezwykłe odkrycie ...

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Stary Poznaniak

Kiedyś mówiło się," że im dalej od wojny, tym więcej zbowidowców. I w tym przypadku jest podobnie.

Dodaj ogłoszenie