Cześć matko. Tu córka - Ola Piotr

Bogna Kisiel
Ola zaprzyjaźniła się ze swoimi fizjoterapeutami Dominiką Krzyszkowiak i Mateuszem Brodowiakiem. Wybiera się na ich ślub, który odbędzie się w kwietniu. To kolejna taka uroczystość, w której weźmie udział Łukasz Gdak
Ta dziewczyna ma charakter. Przez osiem miesięczy była w śpiączce. Po powrocie z kliniki “Budzik” leżała, była karmiona sondą, prawie nie mówiła. Dziś powoli zaczyna chodzić, mówi, czyta książki, uczy się. I choć życie bardzo ją doświadczyło, to jest szczęściarą, bo otacza ją miłość. Może liczyć na bliskich, przyjaciół i zupełnie obcych ludzi.

Jej koleżanki i koledzy z gimnazjum uczą się już w liceach, technikach. Ola Piotr uczęszcza do drugiej klasy gimnazjum. - Trzeba brać to, co jest i cieszyć się z tego, co jest - uważa babcia Wielisława. Przyznaje nieco ze wstydem, że czasami wieczorem siada i ogląda zdjęcia Oli sprzed wypadku.

Ciarki ją przechodzą, żal ściska serce. Szybko jednak przychodzi opamiętanie. I stanowczo stwierdza: - Nie ma wtedy, jest teraz. Nie można żyć przeszłością. Gdy wnuczka była jeszcze w poznańskim szpitalu, spytaliśmy lekarza, czy jest dla niej światełko w tunelu. Odpowiedział: Nie światełko, ale latarnia. A lekarz z kliniki „Budzik” uważa, że Ola ma szanse pełnego powrotu do zdrowia.

Mama Kasia twierdzi, że nie ma porównania z tym, co było. I mówi: - To niebo do ziemi. Kiedyś pięć minut spędziła na wózku i spała, a dziś... - W poniedziałek sama chodziła po mieszkaniu - dodaje babcia.

- Chciałbym jak najszybciej wyjść z Olą na spacer - niecierpliwi się dziadek Marian. Na razie to jednak niemożliwe. Pozostają spacery z Olą w wózku. 2-3 razy w tygodniu wyruszają na taką eskapadę. - Pojechaliśmy nawet, jak był śnieg - dodaje dziadek.

Mama nie ma wątpliwości, że córka stanęła na nogi, ponieważ od razu po powrocie z kliniki „Budzik” jest non stop rehabilitowana. To zasługa fizjoterapeutów - Dominiki Krzyszkowiak i Mateusza Brodowiaka.

Od listopada 2014 r. z Olą pracuje także neurologopeda Aleksandra Orchowska. - Wtedy leżała, była karmiona sondą, praktycznie nie mówiła, był problem z przywoływaniem właściwych słów, z nazwaniem kubka, talerzyka - wspomina pani Aleksandra. - Jestem zachwycona tempem powrotu do zdrowia i poziomem, który reprezentuje Ola. Można się z nią komunikować, mówi całymi zdaniami, mowa jest zrozumiała. Powiększyła zasób słownictwa. Widać, że słowa wracają. To spektakularna zmiana. Zaskakuje mnie przy każdej wizycie.

Czyta „horrory” Kinga
Był grudzień 2014 r., gdy poznałam Olę. Krótkie, czarne włosy okalały bladą twarz o pięknych, dużych oczach. Leżała w łóżku krucha i bezbronna. Dziś wita mnie zupełnie inna dziewczyna z długimi włosami, modnie ubrana. Siedzi na krześle. Razem pijemy kawę.

- Wcześniej też piłaś kawę? - pytam.

- Tak, codziennie - twierdzi i sięga po książki, leżące na biurku. - Znasz Kinga? To horrory o detektywach. Czytam jego drugą książkę.
Na biurku leży kilka pozycji Stephena Kinga. Przyniosła je Irena Pelowska, nauczycielka. Ola przyznaje, że nauki ma dużo, ale cieszy się z tego. Sięga do szafki po opasły zeszyt. Przeglądamy go kartka po kartce. Pokazuje, że przepisała własnoręcznie cały tekst „Autystyczny” Luxtorpedy.

- Szóstkę dostałaś. Brawo!

- Brawo - powtarza Ola, dalej wertując kajet i pokazując odmianę czasowników, zadania z matematyki. - Wolę matematykę. To sama pisałam. To też sama. Wszystko sama robię.

- Obrazki też podpisujesz sama?

- Tak. No i, no i, no i... - Ola zawiesza głos, czekając na pochwałę.

- No, super Ola!

- No, super Ola! - powtarza dziewczyna, śmiejąc się i żartobliwie dodaje: - No dobrze, dobrze, jestem zdolna. A gdzie masz telefon?

Daję jej komórkę.

- Nowy, nowy - z uznaniem mówi dziewczyna i zapowiada, że z pieniędzy, które dostała na urodziny kupi sobie ifona.

- A ten nie jest dobry? - pyta babcia.

- Rozwala się - wyjaśnia Ola.

- Pewnie spadł dwa razy - przypuszcza dziadek.

- No właśnie - potwierdza Ola i każe mi wpisać swój numer telefonu w mojej komórce, a potem w swoim telefonie mój. Pyta mnie, czy lubię oglądać horrory. Gdy zaprzeczam, patrzy na mnie z dezaprobatą. Nie potrafi też zrozumieć, dlaczego nie przepadam za zakupami.

- Naprawdę? - z niedowierzaniem pyta i wyrzuca z siebie niczym z karabinu maszynowego: - Kocham zakupy. Sobota, City Center, mama zakupy. Pięć bluzek nie dla mnie, dla mamy.

Ola pokazuje zdjęcie w telefonie: - Katarzyna Wawrzyniak, moja mama. Wtem dzwoni telefon pani Wielisławy. Z rozmowy można wywnioskować, że telefonuje córka. Ola bacznie obserwuje babcię. Widać, że nie może się doczekać, kiedy przejmie telefon. Nareszcie!

- Cześć matko, tu córka - zaczyna rozmowę. I oznajmia, potwierdzając moją wizytę: - Jestem sławna.

Dziadkowie uśmiechają się. Mówią, że zawsze tak rozpoczyna rozmowę z mamą.

Chce uczyć hiszpańskiego
Ola jest obecnie uczennicą Zespołu Szkół z Oddziałami Integracyjnymi i Specjalnymi nr 2 w Poznaniu, ma nauczanie indywidualne. Lekcje prowadzą Anna Czekalska, wychowawczyni Oli; Beata Sarna i Irena Pelowska.

- Dla mnie Ola nadal jest zagadką i wyzwaniem, bo takiego przypadku nie miałam - przyznaje I. Pelowska, która od 35 lat pracuje z dziećmi upośledzonymi intelektualnie od urodzenia. - Czyta książki, które lubiła jako nastolatka. Ma natomiast problem z pisaniem. Jest świadoma, że tego nie potrafi. Dlatego tłumaczę jej, że musimy zaczynać o pisania literek, jeszcze raz przejść proces uczenia się. Ćwiczymy na tekstach jej ulubionych piosenek, sylaby składamy w słowa.

Ola przed wypadkiem była praworęczna, teraz prawa ręka nie jest jeszcze sprawna. Uczy się pisania lewą. - Ładnie pisze - podkreśla pani Irena. I zaznacza: - Nie jest to program dla dzieci z umiarkowaną niepełnosprawnością od urodzenia, bo one nie mają szans znaleźć się w normie intelektualnej. Olkę można wyciągnąć. Dlatego materiał, który z nią realizujemy, jest na innym poziomie. Działamy jednak trochę po omacku.

Zdaniem I. Pelowskiej, do osób po takich wypadkach powinien być przypisany zespół specjalistów z różnych dziedzin, którzy wspólnie ustaliliby sposób postępowania. - Na przykład przydałby się neurolog, który by wskazał, jakie obszary mózgu działają dobrze, a które nieco gorzej i co zrobić, chcąc je pobudzić - uważa I. Pelowska.

Babcia potwierdza, że wnuczka nie ma problemów z czytaniem. - Gorzej, jak się mówi - przyznaje. - Gdy pojawia się trudniejsze słowo, to prosi, by je napisać.
Dziadek Marian podkreśla, że Ola bardzo dobrze się uczyła, była wzorową uczennicą. Teraz też chwyta błyskawicznie. W zeszycie do lekcji wklejony jest test gimnazjalny. - W 90 proc. rozwiązała go sama - podkreśla babcia.

Natomiast I. Pelowska dodaje: - Przypomniała sobie słówka z angielskiego i hiszpańskiego.

- Jak chce nas zażyć, to mówi po angielsku - dodaje pani Wielisława. - Z mężem prosimy: Olka przetłumacz. A ona na to: Nauczcie się. Była w klasie z poszerzonym hiszpańskim. Ten język bardzo jej się podoba.

Ola pytana, co chciałaby robić w przyszłości, odpowiada: - Najbardziej chciałabym uczyć hiszpańskiego.

Pieniądze się skończyły
Katarzyna Wawrzyniak, mama Oli, wzięła urlop bezpłatny, by opiekować się córką, gdy ta była w śpiączce i leżała w „Budziku”. Po wielu miesiącach wróciła do pracy. Olą zajmują się dziadkowie. W kamienicy, w której mieszka pani Kasia, nie ma windy. W bloku rodziców jest i winda, i podjazd. Ola siada do wózka i jedzie z dziadkiem na spacer. Pani Kasia do rodziców przychodzi w weekendy i wpada wieczorami po pracy. Wzięła dodatkowe zlecenie, bo potrzebuje pieniądze na rehabilitację córki.

- Nie tylko my mamy problem finansowy - przyznaje K. Wawrzyniak. - Patrząc po „budzikowych” dzieciach, to na milionerów nie trafiło.

Ola mogła korzystać z Centrum Rehabilitacji dla Młodzieży przy Bułgarskiej. -Tylko tam trzeba dojechać - mówi mama Kasia. - Rok temu to był wysiłek ponad jej siły. Po pięciu minutach na wózku już spała. Problem jest jeszcze inny. Z Wildy na Bułgarską komunikacją miejską z dziewczyną na wózku to prawdziwa wyprawa, zajmująca sporo czasu, a Ola się uczy, ma zajęcia z logopedą, rehabilitantem. Poza tym kto ją tam zawiezie? Dziadek w tym roku kończy 83 lata. Babcię czeka wkrótce druga operacja biodra. Rodzina podkreśla, że cały czas mogą liczyć na wsparcie finansowe znajomych, sąsiadów, koleżanek z pracy mamy Oli.

- W parafii Zmartwychwstania Pańskiego organizowane są kolacje postne, podczas których składa się ofiarę na cele charytatywne. Tata Nikoli Gładysiak zaproponował, by te datki przekazać na pomoc dla Oli - mówi mama Kasia.
Nauczycielka I. Pelowska organizuje akcję w szkole. Porozwieszała plakaty z numerem konta Oli, powiadomiła znajomych, zaprzyjaźnione firmy. Liczy, że uda się dziewczynce pomóc.

- Miesięcznie na rehabilitację Oli potrzebujemy 3 tys. zł - mówi babcia Wielisława. - Pieniądze z 1 proc. podatku się skończyły. Kolejne, jeśli ktoś wpłaci, pojawią się jesienią. Tymczasem ostatni rachunek za styczeń zapłacę i nie wiem co dalej. Pani Orchowska załatwiła dwie logopedki, które za darmo prowadzą dodatkowe zajęcia z wnuczką. Dominika pomaga ją kąpać, bo nam wszystkim siadają kręgosłupy. Już ograniczyliśmy rehabilitację z pięciu do dwóch dni. Mąż sam masuje rękę Oli. Jak możemy, tak pomagamy.

Jestem z miasta...
W wildeckim mieszkaniu dziadków - Wielisławy i Mariana Wawrzyniaków - drzwi się nie zamykają. Przewijają się przez nie nauczyciele, rehabilitanci, logopedzi, lekarze. Przychodzą harcerki - wpada druhna Zosia, Martyna, Nikola...

- W wakacje byłam na ślubie, w kościele. Druhna drużynowa wychodziła za mąż - informuje Ola. W tym roku Olę czeka kolejna uroczystość. W kwietniu ślub biorą jej rehabilitanci - Dominika i Mateusz. Odbędzie się on w Kiekrzu.

- Nie wiem, gdzie jest Kiekrz - przyznaje Ola. Dziadek Marian próbuje wytłumaczyć. - To wiocha? - dopytuje wnuczka. - Wolę miasto. Jestem z miasta, to widać. Jestem z miasta, to słychać. Jestem z miasta, to widać, słychać i czuć... iiiiiiijuch! - kończy z przytupem, cytując z pamięci, fragment piosenki „Elektrycznych gitar”.

Piątki Ola lubi szczególnie, bo tego dnia po lekcjach przyjeżdża Maja Rusinek. Przyjaciółka chodzi do liceum na Krzesinach. Babcia Wielisława mówi, że ma dużo nauki, ale zawsze znajduje czas dla wnuczki.

- No właśnie dostała jedynkę z polskiego - wypala Ola. I dodaje: - Maja jest ładna.

Maja twierdzi, że Ola nieco się zmieniła, to oczywiste, ale pod wieloma względami wciąż pozostała taka sama. - Nadal jest wesoła. Potrafi być „złośliwa” i sarkastyczna tyle, na ile pozwala jej bariera językowa - uważa Maja. I przypomina, że koleżanka od nowa uczy się mówić i idzie jej dobrze.

Maja i Ola poznały się w pierwszej klasie gimnazjum. Od tego czasu się przyjaźnią. Uczęszczały do Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 4 na os. Czecha w Poznaniu. W tym czasie Ola uległa wypadkowi. Gdy wróciła do domu z „Budzika”, Maja starała się ją odwiedzać co piątek. - Teraz jednak z powodu między innymi obowiązków szkolnych, jeżdżę do niej co drugi piątek - tłumaczy Maja. - Wiem, że poza mną i harcerkami z drużyny, do której Ola należała, nikt więcej z rówieśników nie odwiedzał jej w miarę regularnie. Nie mam zamiaru jej zostawić, szczególnie teraz, gdy najbardziej mnie potrzebuje. Ola była i nadal jest dla mnie bardzo ważną osobą.
Harcerki Nikola, Matylda i Martyna wpadają do Oli raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie. - Ona cieszy się z każdej rzeczy, dużo mówi, jest otwarta na ludzi - twierdzi Nikola Gładysiak.

Dla Oli ważne jest, że dziewczyny o niej nie zapominają. Dla koleżanek - ważne jest, że Ola się nie poddała, walczy o powrót do pełnej sprawności, uczy się.

- Jest to trudne, ale wierzę, że da radę - nie ma wątpliwości Maja. - Przed wypadkiem przyjaźniłam się z Olą prawie dwa lata, świetnie się razem bawiłyśmy, zawsze się rozumiałyśmy. Mogłam na nią liczyć. Przyjaciel to ktoś nie na rok czy dwa, ale na długo. Tak długo, jak ta druga osoba cię potrzebuje.

Pomóż Oli wrócić do zdrowia
Ola Piotr wymaga ciągłej rehabilitacji. Tylko ona gwarantuje jej pełny powrót do zdrowia. Każdy z nas może pomóc Oli, wpłacając pieniądze na konto: Aleksandra Piotr - PKO BP 27 1020 4128 0000 1002 0105 0012 lub przekazując 1 proc. podatku
KRS: 0000037904 z dopiskiem: cel szczególny 24120 Aleksandra Piotr. „Jesteśmy szczerze wdzięczne za tyle dobra, które nas spotkało. Walczymy dalej. Mama i Ola”

Uderzył w nią tramwaj
6 grudnia 2013 r. Ola Piotr wracała ze szkoły. Wysiadła na przystanku „Rolna” przy Hetmańskiej, niedaleko swojego domu. Chciała przejść na drugą stronę ulicy, wychyliła się i wtedy w lewą stronę jej głowy uderzył tramwaj. Trafiła do szpitala. Jedna, druga operacja. Stan dziewczynki określano jako bardzo ciężki. 10 stycznia 2014 r. Olę przewieziono do warszawskiej kliniki „Budzik”, gdzie spędziła prawie osiem miesięcy. W sierpniu 2014 r. wybudziła się.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3