Czuję się Europejczykiem. W Polsce jestem szczęśliwy. Tu jest mój dom - rozmowa z Ray'em Wilsonem

Marek Zaradniak
Ray Wilson: Choć jestem Szkotem, nie lubię szkockiego nacjonalizmu
Ray Wilson: Choć jestem Szkotem, nie lubię szkockiego nacjonalizmu Archiwum
Wszyscy jesteśmy silniejsi i lepsi, działając razem. Myślę, że czasami zapominamy, iż żyjemy w wolnej Europie z wieloma wartościami i przekonaniami - uważa Ray Wilson, wokalista, były członek grupy Genesis

Od dawna mieszka Pan w Poznaniu? Zdążył Pan już polubić to miasto?
Osiem lat. O tak, przede wszystkim lubię miejsce, w którym siedzimy - restaurację Art Shushi w Starym Browarze. Lubię tu przychodzić na lunch i robię to bardzo często. A poza tym co wieczór spaceruję po mieście albo jeżdżę rowerem przez Cytadelę, Maltę... Codziennie wybieram jakiś nowy kierunek. Edynburg, w którym spędziłem sporą część mojego życia, to także piękne miasto. Codziennie, zanim wszedłem do mojego domowego studia, zaraz po przebudzeniu szedłem na spacer albo jechałem gdzieś rowerem. Tak przez około 30 minut. Kupowałem kawę i wracałem do domu gotowy do pracy. Tak było codziennie. A więc w Poznaniu żyję podobnie.

Shushi to przecież kuchnia japońska. Czyżby Panu polska nie smakowała?
Kuchnia polska jest bardzo podobna do szkockiej. To kuchnia bardzo tradycyjna. A kiedy dużo podróżowałem, polubiłem tradycyjną kuchnię europejską, ale także kuchnię orientalną. Nie tylko japońską, ale także indyjską czy tajską. Lubię ostre potrawy.

Poradził Pan sobie już z naszym językiem?
Nie bardzo. Mam znajomego Chińczyka, który podczas ostatniego wywiadu mówił już tylko po polsku. Moja dziewczyna Gosia powiedziała mi, że Chińczycy i Japończycy łatwo uczą się polskiego, bo to jeden z najtrudniejszych języków na świecie i stanowi dla nich spore wyzwanie. Ja też miałem nauczyciela i kilka lekcji polskiego, zaraz po przyjeździe do Polski, ale szybko stwierdziłem, że to naprawdę trudny język. Niewiele zapamiętywałem z tych lekcji. To była katastrofa.

Co się Panu najbardziej w Polsce podoba?
Podziwiam waszą gościnność. Ludzie są bardzo podobni do Szkotów. Cenią tradycyjną kuchnię i tradycyjne wartości. Pracują. Gdyby nie to, że wasz język jest trudny, byłoby nam jeszcze bliżej do siebie. Jeszcze w Edynburgu miałem mnóstwo znajomych z Polski. Gdy opuszczałem to miasto, mieszkało tam około 30 tys. Polaków. To bardzo dobrze zorganizowana społeczność.

Mówi Pan, że Polacy są podobni do Szkotów. Polacy, a szczególnie poznaniacy żartujemy, że jesteśmy podobni do Szkotów, bo pozna-niacy to Szkoci wygnani z kraju za rozrzutność. Zresztą w XVI i XVII wieku mieszkała w Poznaniu spora szkocka kolonia.
Nie ma między nami wielu różnic. W moim zespole mam muzyków z Polski, Szkocji i Niemiec. I kiedy obserwuję chłopaków z Polski i Szkocji, widzę podobieństwa. Z Niemcami mniej. Są inni.

Naprawdę wszystko się Panu w Polsce podoba? Może powinniśmy coś zmienić?
Polska bardzo się zmieniła w ostatnich latach. Od czasu, gdy tu przyjechałem, a konkretnie do Katowic w 1998 roku. Od tamtej pory staliście się członkiem Unii Europejskiej. Widzę, jak Polska upodabnia się do krajów zachodniej Europy, jeśli chodzi o infrastrukturę i budynki albo patrząc na restauracje. Polacy podróżują. Poznają świat i dążą do tego, aby w ich kraju także było wszystko, co najlepsze. Chodzi o to, aby nowoczesność mieszała się z tradycyjnymi wartościami. Ja nie lubię na przykład, gdy wokół jest zbyt dużo McDonaldów czy KFC. Nie lubię amerykanizacji. Dla mnie ważne są tradycyjne wartości połączone z nowoczesnością i to odnajduję właśnie w Polsce. Nie lubię specjalnie Ameryki. Jestem Europejczykiem, a wracając do tego, co mi się podoba w Poznaniu, to oczywiście Stary Browar. To piękne i funkcjonalne centrum handlowe, naprawdę na wysokim europejskim poziomie. To świetny przykład na modernizacje starych budynków, co widać nie tylko w Poznaniu.
Powiedział Pan, że w swoim zespole ma muzyków z Polski, Niemiec i Szkocji. Jaka jest Pana opinia o polskich muzykach?
Moi są znakomici. Ale cenię też wielu innych - grupę Dżem, Budkę Suflera czy Perfect, a także Patrycję Markowską i jeszcze Zakopower, Kayah i Leszka Możdżera. Z wieloma miałem wspólne występy. Moja Gosia jest tancerką i dzięki niej widzę, że młodzi ludzie w Polsce mają sporo osiągnięć artystycznych. Odnoszą sukcesy w fotografii, tańcu czy sztukach wizualnych. Nawet plakaty zapowiadające koncerty bardzo się zmieniły w ostatnich latach.

Jak by ich Pan usytuował w rankingu europejskim?
Bardzo wysoko. Obserwując rynek muzyczny w Europie, widzę, że Wielka Brytania wiedzie prym, jeśli chodzi o muzykę pop czy rocka. W innych krajach w całej Europie są zespoły, które starają się upodobnić do wykonawców brytyjskich czy amerykańskich. Ale są też tacy, którzy wypracowują własny styl jak Anna Maria Jopek. W Polsce i w Niemczech jest wiele zespołów, które próbują się upodobnić do grup amerykańskich czy brytyjskich. To nic złego, choć nieraz zaskakują jak choćby Budka Suflera swoją wersją „Ain’t No Sunshine”. Graliśmy razem w Lublinie dla 15 tys. ludzi, podobali mi się. Myślę, że polska muzyka jest na bardzo wysokim poziomie.

Mówimy o popie i rocku. A co Pan sądzi na temat polskiego jazzu?
Moi muzycy w zespole uwielbiają jazz. Ja niekoniecznie. Dla mnie jazz to coś takiego jak pójście do dentysty. (śmiech)

A może interesuje się Pan polską muzyką klasyczną?
Zaczynałem od projektu „Genesis Classic” i wtedy zaangażowałem do mojego zespołu instrumentalistów z kręgu muzyki klasycznej. Grał ze mną m.in. Filip Wałcerz. Pracował ze mną przez trzy lata. To absolutnie fantastyczny pianista. Wcześniej zwróciłem uwagę na muzyków z Berlina, gdzie grałem tam na jednym z festiwali.

Pana nowa płyta zatytułowana jest „Pieśń dla przyjaciela”. Czy chodzi o konkretną osobę, której Pan dedykował ten krążek?
To był mój prawdziwy przyjaciel, w czasach, gdy mając 18 lat, przeprowadziłem się do Edynburga, aby robić karierę muzyczną. Nie miałem wiele pieniędzy. Szukałem miejsca, gdzie mógłbym zatrzymać się na dłużej. Poznałem wtedy Jamesa Lewisa. Wynajął mi pokój i wiele mi pomógł. To był dobry człowiek, pełen energii, ale o tragicznej biografii. Trzy lata temu podczas wakacji w południowej Hiszpanii po skoku z trampoliny złamał szyję. A rok temu został zamordowany i to w swojej rodzinnej miejscowości. Napisałem o nim piosenkę i dedykowałem mu ten album.

Niedawno w referendum Brytyjczycy opowiedzieli się za Brexitem, czyli wyjściem waszego kraju z Unii Europejskiej. Jaka jest Pana opinia na ten temat?
Po pierwsze uważam, że w ogóle nie powinniśmy mieć referendum. Bo przeciętni ludzie nie zrozumieli w pełni ekonomicznych rezultatów głosowania nie tylko dla Wielkiej Brytanii, ale także dla reszty Europy. Nasi politycy prowadzili politykę niedoinformowania, szczególnie jeśli chodzi o sprawy migracyjne. Czuję, że wszyscy jesteśmy silniejsi razem i młodzi ludzie potrzebują wolnej Europy bez izolacji, granic czy płotów. Wolność jest najważniejsza. Nasi przodkowie bili się o nią i umierali w jej obronie. Brexit to krok do tyłu dla Wielkiej Brytanii i dla dobrze pojętej naszej przyszłości, a także dla naszego bezpieczeństwa. Wszyscy jesteśmy silniejsi i lepsi, działając razem. Myślę, że czasami zapominamy, że żyjemy w wolnej Europie z wieloma wartościami i przekonaniami. Owszem, nie wszystko jest w Unii Europejskiej w porządku, ale mamy te same nadzieje i marzenia. Dlatego musimy okazywać sobie nawzajem więcej miłości, a eliminować nienawiść.

A jakie są Pańskie plany?
Wakacje spędzimy w Polsce, w Mikołajkach. Generalnie latem lubię przebywać w Polsce. Mam tu wszystko, czego mi potrzeba. Zimą natomiast wyjeżdżamy za granicę. Teraz latem będę miał też koncerty, a Gosia warsztaty. Tak więc lato to zawsze trochę odpoczynku i trochę pracy. A jeśli odpoczynek, to także oczywiście rower.

Wielu cudzoziemców mieszkających w Polsce kilka lat z czasem stara się o polskie obywatelstwo. Czy nie myślał Pan o ubieganiu się o nie?
Czuję się Europejczykiem. W Polsce jestem szczęśliwy. Tu jest mój dom, tu płacę podatki. Natomiast problemem dla Wielkiej Brytanii jest imigracja. Część osób zgadza się na swobodny przepływ ludzi, a część nie. Ja jestem za i za przenikaniem się kultur. Jestem liberalny. Może dlatego, że wiele podróżuję. Choć jestem Szkotem, nie lubię szkockiego nacjonalizmu. I nie chcę, aby Szkocja była niepodległa. Wiem, że jest wiele argumentów za i wiele argumentów przeciw. Ja to rozumiem, ale w jedności siła i powinniśmy zostać razem z innymi. Polacy i Niemcy, Niemcy i Francuzi, Francuzi i Szkoci.

Rozmawiał Marek Zaradniak
[email protected]

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
M.
Serio nie dało się normalnie podzielić tego tekstu? Chociażby wyróżnić pytania wersją bold czcionki zwyczajnie z przyczyn praktycznych ("")?
Dodaj ogłoszenie