Czy kibice boją się koronawirusa? Hit Lech - Legia ze średnim zainteresowaniem. Kluby nie sprzedają całej puli ograniczonych miejsc

Radosław Patroniak
Radosław Patroniak
Nie tylko w Poznaniu odmrażanie trybun przebiega wolniej niż można było się spodziewać Grzegorz Dembinski
Trzy dni przed meczem Lech Poznań - Legia Warszawa (sobota, godz. 17.30, relacja w TVP 1 i Canal+ Sport) Kolejorz nie miał sprzedanych jeszcze prawie 4 tys. miejsc (ceny biletów normalnych – 60 i 90 zł). To zapowiada lepszą frekwencję niż na pierwszym meczu z udziałem publiczności (mecz z Pogonią obejrzało ponad 5 tys. widzów), ale też kłopot z wyprzedażą całej dostępnej puli (ponad 10 tys. wejściówek). Po wpuszczeniu kibiców na trybuny najwyższa frekwencja w naszej lidze to ostatni mecz Śląska z Lechem (5781 osób). Na powrót wszystkich kibiców na trybuny musimy więc poczekać. Dlaczego nawet derby Polski nie są w stanie zmienić tego stanu rzeczy?

Przyczyn niechęci kibiców do powrotu na trybuny jest co najmniej kilka i nie dotyczą tylko piłki nożnej. Pierwszy poważny test odmrażania trybun w Wielkopolsce zdawali 22 czerwca działacze żużlowej Fogo Unii podczas szlagieru PGE Speedway Ekstraligi, kiedy rywalem leszczynian była Betard Sparta Wrocław. Na mecz mistrza Polski z wicemistrzem przyszło ponad 4 tys. widzów, ale gdyby nie to, że mecz odbył się trzy dni później niż pierwotnie planowano, kto wie, czy 25 procent pojemności stadionu udałoby się zapełnić.

- Bilety sprzedawały się wolniej niż zwykle, ale nie potrafię wyjaśnić, dlaczego tak się działo - mówił w parku maszyn Piotr Rusiecki, prezes drużyny leszczyńskich "Byków".

Zobacz też: Którzy piłkarze Kolejorza mają szansę na zrobienie kariery?

Lech Poznań - Legia Warszawa: Najlepsze oprawy i zdjęcia kib...

WCIĄŻ ISTNIEJE OBAWA PRZED ZAKAŻENIEM

Rządowe rozporządzenia weszły w życie i bardzo ucieszyły kibiców, zwłaszcza tych, którzy byli spragnieni sportowych emocji "na żywo". To nie znaczy jednak, że wszyscy z fanów przyjęli je z entuzjazmem. Wątpliwości, czy istnieje ryzyko zakażanie się koronawirusem na imprezie sportowej, rozbudzają eksperci, którzy pogodzili się z obecnością kibiców na stadionach, ale wciąż protestują przeciwko wpuszczaniu kibiców do hal sportowych.

- Wszystkie imprezy w zamkniętych pomieszczeniach powinny być nadal zakazane - podkreślił w rozmowie z portalem sportowefakty.pl profesor Krzysztof Simon, ordynator oddziału chorób zakaźnych wojewódzkiego szpitala we Wrocławiu.

- Dowodem na to są kolejne masowe zakażenia. Coraz częściej słychać o kolejnych weselach, na których goście zakazili się koronawirusem. Ktoś oszalał i wydał zwalnianie obostrzeń. Mimo iż epidemia jest na zdecydowanie mniejszym poziomie, to nadal jest wiele osób, które ciężko przechodzą chorobę COVID-19. Jestem przeciwnikiem imprez pod dachem. Jest epidemia! Młodzi ludzie powiedzą, że to zawracanie głowy, bo oni nie zachorują. Tu chodzi o chronienie starszych, którzy mogą ciężko przejść chorobę. Nie pójdę na żadną imprezę w hali. Nie jestem samobójcą - dodał Simon.

Wypowiedź dotyczyła wprawdzie hal sportowych, ale przecież na stadionach też można trafić na skupisko osób i to wcale nie mniejsze niż w obiekcie zamkniętym.

KORONAWIRUSA SIĘ NIE BOJĘ, ALE KWARANTANNY JUŻ TAK

Nawet przedstawiciele klubów nieoficjalnie mówią o tym, że w tych czasach do końca nikt nie może się czuć bezpiecznie na stadionie. Do tej pory nie wykryto zakażenia na obiekcie sportowym w Polsce, ale jeśli takowe zostanie stwierdzone, to uczestnicy feralnego wydarzenia muszą się liczyć z tym, że trafią na kwarantannę. Oczywiście ryzyko zakażenia od osoby przebywającej na przykład na przeciwległej trybunie jest równe niemal zeru, ale dla wielu osób konieczność odbycia kwarantanny może być dużą niedogodnością zawodową i prywatną.

Stąd wiele osób woli pozostać w domu, bo dmuchają na zimne. Nie chcą mieć komplikacji i nie chcą się prosić o kłopoty. Być może ta część publiki wróci do kibicowania, ale dopiero za kilka miesięcy, czyli w przyszłym sezonie.

LETNIE GRANIE W CZASIE PLAŻOWANIA

Spora część widowni to również kibice okazjonalni. Od kilkudziesięciu lat liga piłkarska nie grała od połowy czerwca do połowy lipca. Dlatego niektórzy z mniej zorientowanych sympatyków piłki nożnej mogą nie brać pod uwagę wyjścia na stadion, bo zakładają, że teraz jest czas urlopów i plażowania, a nie grania w piłkę.

Plusem tej niecodziennej sytuacji może być jedynie to, że w tym roku letnie wakacje futbolistów potrwają co najwyżej trzy tygodnie. Jeśli ktoś przypomni sobie o dopingu dla piłkarzy, to będzie mógł pojawić się na stadionie już w drugiej połowie sierpnia, czyli jeszcze w terminie wakacyjnym. bo wtedy jest planowana pierwsza kolejka piłkarskiej ekstraklasy sezonu 2020/21. Może w nim sytuacja wróci do normy i nie będziemy musieli się zastanawiać, kiedy kibice wrócą szeroką falą polskie stadiony.

Interesujesz się sportem? Tu znajdziesz najciekawsze, najnowsze, najważniejsze informacje:
Interesujesz się sportem? Tu znajdziesz najciekawsze, najnowsze, najważniejsze informacje

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

www.frircikvip.com.pl

Dodaj ogłoszenie