Czy na uczelniach panuje nepotyzm?

Łukasz Cieśla
Lekarz to zawód bardzo często przekazywany z ojca na syna
Lekarz to zawód bardzo często przekazywany z ojca na syna Fot. 123 RF
Czy na polskich uczelniach kwitnie nepotyzm, a członkowie rodzin nagminnie są dla siebie szefami i nadzorcami? Część naukowców twierdzi, że problem jest wyolbrzymiony. Inni jednak zwracają uwagę, że na uczelniach pracują rodzinne klany, a ścieżki awansu są nieprzejrzyste.

PRZECZYTAJ TAKŻE:
Poznań: Rodzinne związki w Teatrze Nowym
Z bloga: Ojciec dyrektor i inni rodzice
TOK FM: Nepotyzm w poznańskim ośrodku TVP

Zjawisko nepotyzmu ma ograniczyć znowelizowana ustawa o szkolnictwie wyższym. Nowe prawo mówi, że między bliskimi krewnymi nie może zaistnieć stosunek podległości służbowej. Mąż nie może być kierownikiem dla żony, ojciec dla córki czy brat dla brata.

- Z jednej strony przepisy są barierą przed zjawiskiem nepotyzmu, co należy chwalić, z drugiej - mogą rodzić pewne problemy - zauważa Dominika Narożna, rzecznik UAM.

Na tej uczelni ze wspólnej pracy będą musieli zrezygnować m.in. państwo Hendrykowscy. On jest szefem Zakładu Filmu i Telewizji. Ona pracownikiem tej jednostki i podwładną męża. Oboje są profesorami i mają spore zasługi przy tworzeniu poznańskiego filmoznawstwa. Niebawem jedno z nich będzie musiało się przenieść do innego zakładu.

Podobna sytuacja ma miejsce na poznańskiej AWF. Prof. Jan Celichowski jest kierownikiem Zakładu Neurobiologii. Żona Danuta jest jego podwładną.

- Nie pomogłem żonie w znalezieniu pracy, poznaliśmy się na uczelni - zaznacza prof. Celichowski. - Ale nowe przepisy uważam za całkiem trafne. Można by także pomyśleć o wprowadzeniu nakazu, by doktoraty lub habilitacje robić poza macierzystym wydziałem albo uczelnią. To wyeliminowałoby sytuacje, że niektórzy rodzice-naukowcy promują swoje dzieci. Takie sytuacje niestety się zdarzają - dodaje.

Wielu członków tych samych rodzin można znaleźć na poznańskim Uniwersytecie Medycznym. Rzecznik uczelni, Marek Ruchała, zapewnia jednak, że łączenie tego z nepotyzmem byłoby nadużyciem.

- Owszem, istnieje zjawisko rodzin lekarskich. Ale to tak, jak z kowalem czy zegarmistrzem przekazującymi swój fach synom - porównuje Marek Ruchała. - Nie ukrywam, że sam chciałbym, aby moi dwaj synowie też zostali lekarzami. Ale oni mają zupełnie inne zainteresowania i plany.

Na tej uczelni zakaz wspólnej pracy obejmie np. rodzinę Bręborowiczów. Internetowy spis pracowników Uniwersytetu Medycznego zawiera siedem osób o tym nazwisku, ale różnych imionach. Trzy z nich pracują w Zakładzie Patologii Nowotworów. Jego kierownikiem jest prof. Jan Bręborowicz, jego podwładnymi są żona i córka.

- Z tego co wiem, żona pana profesora niedługo przejdzie na emeryturę - zaznacza Marek Ruchała, rzecznik uczelni. - Poza tym zajmują się bardzo wąską dziedziną, której nie wybiera zbyt wielu lekarzy. Nowe przepisy spowodują niestety, że takich specjalistów trzeba będzie rozdzielać. Szkoda, że ustawodawca nie przedstawił propozycji skąd brać fachowców na ich miejsce.

Nowe przepisy budzą różne opinie wśród naukowców, ale także wśród polityków. Poznańska posłanka SLD Krystyna Łybacka, która pracowała przy nowelizacji ustawy, głosowała za jej odrzuceniem.

- Powodem były właśnie przepisy dotyczące rzekomego nepotyzmu. Moim zdaniem to wyolbrzymiony problem. Niektórzy moi znajomi z uczelni pracują wspólnie ze swoimi krewnymi i nie jest to efekt kumoterstwa lecz np. wspólnych zainteresowań - mówi Krystyna Łybacka, zawodowo związana z Politechniką Poznańską.

Za przyjęciem ustawy głosowała z kolei posłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz z PO. Ona z kolei jest związana służbowo z UAM.

- Rodzina nie powinna się wzajemnie zatrudniać, ani się nadzorować. To zły obyczaj, podobnie jak ten, że w Polsce doktorat robi się na tej samej uczelni, gdzie się zaczynało studia. To zmniejsza mobilność i źle wpływa na rozwój naukowy - podkreśla Kozłowska-Rajewicz.

Nowe przepisy wejdą w życie od przyszłego roku akademickiego. Nie dotyczą stanowisk pochodzących z wyboru, czyli np. rektorów i dziekanów. Oznacza to, że oni nadal będą mogli być przełożonymi dla swoich bliskich krewnych. Na uczelniach dalej też będą mogli pracować krewni, byle nie byli dla siebie przełożonymi w tej samej katedrze czy zakładzie.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Piotras
Z jednej strony należy pochwalić ustawodawcę za chęć "uzdrowienia" sytuacji, z drugiej zaś wydaje się, że niewiele to zmieni w interesującej nas materii. Świat wyższych uczelni i zaludniający go pracownicy naukowi to gęsta sieć nieformalnych powiązań, układów, itp. Cóż z tego, że np. córka nie może być podwładną ojca, skoro tatuś może "spowodować", aby córka pracowała w zaprzyjaźnionym Zakładzie, pokój obok. Nowe rozwiązanie jest zatem niedoskonałe, ale cóż ...próbować trzeba!
s
studencik
Najlepszy przykad - rodzina bylego wykladowcy prawa prasowego w INPiD.
Dodaj ogłoszenie