Czy rozmiar ma znaczenie? - czyli opowieść o tym, ile dodaje Ci ciąża

Agnieszka Goździejewska
Agnieszka, przyszła mama
Agnieszka, przyszła mama Fot.Archiwum
No jak to się nie dopinają? Jeszcze tydzień temu były idealne. Moje ciut za duże zielone spodnie dziś już nie chcą się zmieścić na moim wciąż powiększającym się tyłku. Jak przeżyć tę potworną metamorfozę?

Zawsze było mnie niewiele. Średni wzrost, godna pozazdroszczenia przemiana materii i waga, która nigdy nie skoczyła wyżej niż 56 kilogramy. Jest 25 tydzień ciąży. Brzuszek już lekko się powiększył. Za to cała reszta rozrosła się do rozmiarów - w moim dotychczasowym mniemaniu - monstrualnych.

Najbardziej bolesna jest konfrontacja z szafą. I nie jest to już zwyczajne: "Kochanie! Nie mam się w co ubrać". T-shirty: te za krótkie wietrzą od dołu moją powiększającą się piłeczkę, te za wąskie drą się w ramionach i opinają cycki jak w tanim pornosie. Zostają swetry w rozmiarze oversize (przynajmniej te lubię) i legginsy.

Czas się zbroić! Czas przywdziać strój matki. Zakładam jeansowe ogrodniczki z regulacją boków i czuję się jak rycerz w świetlistej zbroi. To ja Matka-Polka w pancernych gaciach. To ja - obrońca mojego okrągłego brzuszka. Niebieskie jeansy a’la Bob Budowniczy (zawsze da radę). Wbrew pozorom są całkiem wygodne, w miarę ładne i naprawdę dają mi (a w związku z tym - nam) poczucie bezpieczeństwa. W mojej szafie zagościła pierwsza para ciążowych spodni.

Zaczęła się wagowa i rozmiarowa równia pochyła. Pozbyłam się za małych staników. Nowe, o rozmiar większe w zestawie z majtkami większymi o dwa rozmiary zostały okupione potokiem łez, czekoladą i słoikiem kiszonych ogórków. Jest mi ciasno i niewygodnie. Czarę goryczy przepełnił zdradziecki artefakt w łazience znajomych. Szklana waga.

Siedzę na łóżku i chlipię do siebie, do brzuszka i do całej niesprawiedliwości świata.
- Co się stało? - pyta Mój Kochany. Nie pyta, co się ZNOWU stało, Słońce Moje, cierpliwy i czuły. I przytula, pozwala się wypłakać, obsmarkać mu rękaw ulubionej koszulki z Ramonesami.

- Nigdy nie ważyłam więcej niż 60 kilo, a teraz tak… - wyjaśniam i tłumaczę, i żalę się. - Przecież taka też jesteś piękna - odpowiada moje cierpliwe schronienie.

Spotykam się z dawno niewidzianymi przyjaciółkami.
- Ślicznie wyglądasz, ciąża ci służy - mówią. I mówią to oddzielnie. Każda w innym miejscu, innego dnia, nie potakują, ale mówią osobno, indywidualnie. O ile w ustach pierwszej brzmi to jak pocieszenie, drugiej - zaczynam podejrzewać zmowę, to trzeci raz nabiera to już sensu. No tak. Mam kilka kilogramów więcej, noszę ciuchy większe o rozmiar, ale jestem piękna.

- No przecież powtarzam ci to codziennie - słyszę w domu. Uśmiecham się i rozwieszam pranie: Johnny, Joey, DeeDee, Tommy… Hey, Ho, Let’s Go!

WIDZIAŁEŚ COŚ CIEKAWEGO? ZNASZ INTERESUJĄCĄ HISTORIĘ? MASZ ORYGINALNE ZDJĘCIA?
NAPISZ DO NAS NA ADRES [email protected]!

Możesz wiedzieć więcej! Kliknij i zarejestruj się: www.gloswielkopolski.pl/piano

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gość
Doskonale się czyta, poproszę o jeszcze;-)
Okazuje się, że można pisać o ciąży bez nabożeństwa i dłoni splecionych na podołku. Więcej takich mam i może jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie....
M
Mary
genialny tekst!
p
pola
Ja przytylam z pierwsym dzieciakiem 20 kg, z drugim 10. Schudlam w pol roku, a teraz po 36 roku zycia znowu jetem na plusie 10...
Dodaj ogłoszenie