Dagmara Gregorowicz: To, co piękne, rodzi się w trudzie

Marek Zaradniak
O odkrywaniu poezji Janusza Różewicza, podróżach po całym świecie i reakcjach publiczności chińskiej oraz pomocy zespołu DAGADANA dla Ukrainy opowiada jego współzałożycielka Dagmara Gregorowicz.

"List do Ciebie" to płyta, która niejako wskrzesza poetę z pokolenia Kolumbów i jego wiersze. Mówimy o zamordowanym przez gestapo 26-letnim Januszu Różewiczu, starszym bracie o wiele bardziej znanych twórców - Tadeusza (poety) i Stanisława (reżysera).
Dagmara Gregorowicz: Musimy się przyznać - nie mieliśmy pojęcia, że taki poeta w ogóle istniał i że jego wiersze przechowały się. I pewnie nie wiedzielibyśmy do dzisiaj, gdyby nie jeden telefon, który zmienił wszystko. To był telefon z Filharmonii Łódzkiej z propozycją zagrania koncertu na Wędrownym festiwalu "Kolory Polski" w Radomsku w lipcu 2012 r. Zgodziliśmy się, bo muzykowanie jest dla nas najważniejszą formą spotkania z publicznością. Zaproponowano nam, abyśmy przygotowali dwie melorecytacje z tekstami Janusza Różewicza, gdyż Różewiczowie pochodzili i wychowywali się właśnie w Radomsku. Dostaliśmy stos wierszy, które momentalnie oczarowały nas i spowodowały, że usłyszeliśmy w nich muzykę. Cieszymy się, że to właśnie my mogliśmy ją skomponować do tej poezji, a na dodatek otrzymaliśmy pełne poparcie rodziny Różewiczów, której projekt bardzo się spodobał. Pan Tadeusz był bardzo wzruszony.

Ale pierwsze koncerty na kanwie poezji Janusza Różewicza odbyły się już jakiś czas temu.
Dagmara Gregorowicz: Rzeczywiście pomysł dojrzewał długo. Utwory do tekstów Janusza Różewicza zagraliśmy pierwszy raz w Poznaniu w Klubokawiarni Meskalina. Chcieliśmy zobaczyć, jak publiczność na nie zareaguje. Najpierw więc nagraliśmy pięć utworów, a potem wyruszyliśmy w trasę po świecie, która trwała praktycznie rok i na dobrą sprawę nie mieliśmy czasu wejść do studia, aby zakończyć prace nad płytą, okładką i całą otoczką, która jest dla nas niezwykle ważna. Bo chodziło nam o to, aby nie była to tylko płyta, ale i całe przedsięwzięcie, które przywróci pamięć o poecie, który zginął 70 lat temu. To duża odpowiedzialność. Stąd też ten czas, który daliśmy sobie. Dlatego teraz możemy powiedzieć, że jesteśmy już gotowi, by zaprezentować wiersze Janusza Różewicza.

Sam projekt rodzina Różewiczów zaaprobowała, a gotowe nagrania - grupy jak by nie patrzeć folkowej - jak się spodobały?
Dagmara Gregorowicz: Obawialiśmy się, czy współczesna muzyka nie będzie dla niej szokiem. Tadeusz Różewicz, który często sceptycznie podchodzi do różnych spraw i którego trzeba zaskoczyć, tym razem został zaskoczony i to bardzo mile. Najpierw zaaprobował naszą stylistykę po usłyszeniu tych pierwszych pięciu i poprosił o… list od nas. Pisałam go dwa miesiące. Wysłałam w końcu list nie do wybitnego poety Tadeusza Różewicza, ale list po prostu do brata Janusza Różewicza, do brata osoby, która zawładnęła w ostatnich miesiącach naszym życiem. Pan Tadeusz nie lubi wylewności. Zresztą pisanie laurki do kogoś, kto jest chodzącym geniuszem, przez taką osobę jak ja, naprawdę mijałoby się z celem.

Piszecie listy tradycyjne czy raczej e-maile?
Dagmara Gregorowicz: Wolimy list tradycyjny i przywracamy zwyczaj jego pisania. Przypominamy o jego istnieniu. Po koncertach zachęcamy każdego, aby - choć może się waha - pozostał z nami i… wróciwszy do domu, napisał list do przyjaciela. Może być to list przygotowany już wcześniej. Po koncercie trzeba go tylko wrzucić do specjalnej skrzynki. Dzięki współpracy z Pocztą Polską będziemy wysyłać listy na cały świat do przyjaciół, znajomych i może do ludzi, o których zapomnieliśmy. A nasz koncert sprawi, że ludzie zechcą do nich wyciągnąć rękę czy po prostu sprawić komuś radość. Dziś list czy wysłanie pocztówki, wiąże się z uznaniem kogoś za wyjątkowego. Nie bójmy się być wyjątkowi.

I jeszcze jeden aspekt płyty domaga się Twojego komentarza. Na zdjęciach widocznych na wkładce towarzyszącej temu albumowi - obok fotografii Różewiczów - są też wizerunki Waszych rodzin.
Dagmara Gregorowicz: Zależało nam na tym, aby dać też cząstkę siebie i naszej historii.

Poszukiwanie korzeni?
Dagmara Gregorowicz: Tak jak wiersze Janusza sprzed 70 lat za sprawą naszej muzyki na nowo odżyły i odnalazły się w 2014 roku, tak my odnaleźliśmy się 70 lat temu w przestrzeni, w której przebywał Janusz i tak samo nasze rodziny, nagle, spotykają się z nami tu i teraz. To wszystko za sprawą Anety Zych, która wszystko w genialny sposób przedstawiła w postaci kolaży. Spotkała nas po raz pierwszy na papierze.

W 2013 roku odbyliście długą trasę po świecie - Singapur, Indonezja, Malezja... a w tym roku?
Dagmara Gregorowicz: Rzeczywiście koncertowaliśmy na całym świecie. To były też i Brazylia, i Chiny, Wielka Brytania i Szwecja, ale i inne kraje. Na początku tego roku skupimy się na Polsce, ale już na kwiecień mamy zaproszenie do Chin. Czy polecimy, nie wiadomo… wciąż szukamy sponsora na przelot. Już na miejscu planujemy próby z muzykami, których wcześniej poznaliśmy - Chińczykiem Songzhao Ice i Mongołem Borjiginem. Graliśmy wcześniej dla chińskiego radia i gości Ambasady Polskiej w Pekinie, a teraz chcielibyśmy zaciekawić Chińczyków nowym repertuarem.

Jak Was odbierali Chińczycy?
Dagmara Gregorowicz: Musieliśmy się nauczyć chińskiej publiczności. Oni na przykład inaczej klaszczą. A kiedy kończymy grać, trzeba się zapytać, czy chcą usłyszeć jeszcze jeden utwór. Czasami nie schodzi się z estrady, tylko wchodzi konferansjer, który zadaje pytania i tak rozmawiamy z publicznością. A potem można zagrać jeszcze jeden utwór. To rozmowa po chińsku z tłumaczeniem na angielski. Znany już kilka zwrotów chińskich, które ułatwiają nam kontakt z publicznością. To już taki zwyczaj, przecież zespoły zagraniczne, które przyjeżdżają do Polski, też znając słowa "dziękuję" czy "dzień dobry" zawsze podbiją serca rodaków. Podczas ubiegłorocznej trasy przyjęliśmy zasadę, że uczymy się jednego znanego utworu z danego kraju i przygotowujemy go w swej aranżacji. I tak w Chinach zabrzmiał utwór Kandin Qingge. Tak samo zrobiliśmy w Malezji i Indonezji, spotkało się to z szalenie żywiołowym odbiorem. Publiczność była wzruszona, że staramy się zrozumieć tradycje i kulturę danego narodu.

Wasza płyta ukaże się w Chinach?
Dagmara Gregorowicz: Nigdy nie wiadomo. Czy w Chinach, czy w Polsce gramy muzykę stojącą na półkach z napisem "alternatywna". Dzięki współpracy z chińskimi i mongolskimi muzykami mamy bardzo dużą szansę na zaistnienie na rynku muzyki świata wśród tamtej publiczności. To też nie jest jeszcze ogromny rynek, ale posiada swoich odbiorców świadomych muzyki, kultury, walorów, jakości i głębi.

Rozmawiamy w gorącym okresie rewolucji ukraińskiej. W Kijowie znów polała się krew. Włączyliście się do akcji pomocy Ukrainie...
Dagmara Gregorowicz: Włączamy się na tyle, na ile potrafimy. Jakiś czas temu mieliśmy koncert w warszawskich Hybrydach, podczas którego, poprzez bezpośrednie połączenie z Kijowem, przez chwilę byliśmy widoczni na Majdanie. Ale była to jedna z pierwszych tragiczniejszych niedziel, podczas której wznowiono krwawe rozwiązania na Ukrainie, więc koncert został przerwany. Swoje siły i bezradność postanowiliśmy obrócić w coś dobrego. W Poznaniu została zorganizowana zbiórka. Dzięki hojności poznaniaków udało się zebrać 316 ogromnych 120-litrowych worów, które powędrowały na Ukrainę. Zostały jednak zatrzymane na granicy. Potem dzięki pomocy lubelskiego Caritasu trafiły wreszcie na Ukrainę i zostały zatrzymane przez służby celne już w Kijowie. Teraz wszystko jest na dobrej drodze, żeby trafiło to w dobre ręce. Nie jest to łatwe. Prócz tego byliśmy wolontariuszami podczas podobnej zbiórki we Wrocławiu oraz przekazaliśmy płyty i gadżety na aukcję w Lublinie. Cały czas mamy pod górkę, ale przecież nikt nie powiedział, że rewolucja będzie się toczyć gładko i bezproblemowo. Największe, najpiękniejsze przedsięwzięcia wychodzą zawsze we wspólnym trudzie. Najpiękniejsza muzyka, najpiękniejsze teksty, najpiękniejsze historie zawsze wymagają wielkiego wysiłku.

Dagmara Gregorowicz i DAGADANA w Poznaniu

zagra w Poznaniu 29 marca na głównej scenie Teatru Nowego. Po koncercie w kawiarni teatru odbędzie się spotkanie z publicznością, podczas którego - oczywiście - będzie pisanie listów

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie