Dawid Jung: Niepokorność jest przy mnie

    Dawid Jung: Niepokorność jest przy mnie

    Zdjęcie autora materiału

    Cyprian Łakomy

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Od lat zawieszony pomiędzy tym, co było a teraźniejszością. Dawid Jung, tegoroczny laureat Medalu Młodej Sztuki, opowiada o znaczeniu czasu i miejsca pochodzenia dla poety i jego twórczości.
    Dawid Jung: Zawsze chodziłem własnymi drogami

    Dawid Jung: Zawsze chodziłem własnymi drogami ©Magdalena Modławska

    Niedługo odbierze Pan Medal Młodej Sztuki za poezję. Czuje się Pan młody? Bycie młodym sprzyja pisaniu?

    Dawid Jung: W zasadzie to nie kwestia postrzegania czasu, lecz wyobraźni, o której Albert Einstein zwykł żartować: Phantasie ist wichtiger als Wissen, denn Wissen ist begrenzt, co znaczy: wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, ponieważ wiedza jest ograniczona. Sztuka zamraża wyobraźnię danego artysty. Jeśli mu się uda – na pokolenia. Dzięki sztuce możemy podziwiać cudze wyobraźnie, światy intymne i tajemnicze. Młodość jest od popełniania błędów, zbierania tematów i testowania empatii. W takim samym stopniu sprzyja pisaniu, co przeszkadza.

    Poezja w Polsce i na świecie się starzeje? Nie jest trochę tak, że jeśli już czytamy poezję, to sięgamy tylko po naszych Noblistów, laureatów największych nagród, a młode pokolenie pozostaje wciąż niezauważalne?

    Co do niezauważalności medialnej młodego pokolenia - czy słyszał Pan, aby np. któryś z poetów, podobnie jak Ozzy Osbourne, odgryzł na swoim spotkaniu autorskim głowę nietoperza? Chcę przez to powiedzieć, że pewnych rzeczy na szczęście nie da się tak szybko skomercjalizować. W czym jak w czym, ale product placement w poezji jeszcze nie jest popularny. I dobrze, coś jeszcze musi w nas ocalać Człowieka. A o czytelniczych gustach i metodach ich ustalania moglibyśmy kilka dni dyskutować…

    Ma Pan 34 lata, jednak w lokalnym środowisku kulturalnym pozostaje aktywny od ponad dekady. W 2003 roku założył Pan „Zeszyty Poetyckie”, a rok później - wskrzesił gnieźnieńskie święto Festa Fatuorum. Te przedsięwzięcia łączył Pan ze studiami i prowadzeniem własnych zajęć. Ludzie nie patrzyli na Pana – wówczas dwudziestoparolatka – jak na wariata? Taki młody, zaangażowany, wszędzie go pełno…

    Oczywiście. Jeszcze gdy chodziłem do VIII LO im. Mickiewicza uchodziłem za ekscentryka, wolałem bowiem godziny spędzać w poznańskich bibliotekach, muzeach, galeriach czy archiwach, niż nabawiać się skoliozy na lekcjach polskiego. Zawsze chodziłem swoimi drogami. Niepokorność jest przy mnie. Dzięki niej może dostrzegam ludzi, których zapomniała historia, którzy nie pasowali do ówczesnego modelu społecznego. Stąd np. moja fascynacja średniowieczem i badania nad „Festa Fatuorum”, świętem, którego udokumentowane ślady w Gnieźnie sięgają 1207 roku. Podobnie było na studiach muzycznych, gdy np. w 2004 roku koordynowałem jako pomysłodawca projekt „Zapomniane dziedzictwo”, dzięki któremu zdigitalizowano rękopisy muzyczne z kościelnych archiwów, a później z przyjaciółmi wykonywaliśmy zapomniane dzieła. Sięgam do pięknej, wielkopolskiej tradycji pracy u podstaw.

    Pochodzi Pan i tworzy w dość specyficznej części Wielkopolski. Zawsze kiedy jestem w Gnieźnie i okolicach, mam wrażenie, że przeszłość – nawet ta sprzed wielu wieków – jest tu cały czas silnie obecna. Jak to miasto, a także rodzinne strony oddziałują na Pana?

    Urodziłem się w Kłecku, mieście o bogatej historii i kulturze, dorastałem natomiast w dawnym majątku Krügerów, w neorenesansowej posiadłości w Rybnie Wielkim nieopodal Kiszkowa. Bez tej „części” Wielkopolski byłbym niepełny, uboższy, dzięki niej naznaczono mnie pewnym etosem, wrażliwością, pięknem. A Gniezno, do którego przeniosła się moja rodzina w 1996 roku, zawsze pozostanie dla mnie mistycznym miejscem, w którym doszukiwać się można początków naszej literatury, wszak to tutaj odnaleziono pochodzącą prawdopodobnie z 1008 roku Inscriptio Gnesnensis quae dicitur Ossa Trium, świetnie przetłumaczoną i odtworzoną przez prof. Brygidę Kürbis z UAM.

    Jaką perspektywę widzenia świata daje miasto mniejsze, nieco na uboczu spraw wielkiego ośrodka, a z drugiej strony tak silnie nacechowane historią?

    Miasto mniejsze na pewno nie przytłacza, zna się tutaj, mówiąc po naszemu, każdy fyrtel. Gdy mieszkałem w Londynie, Berlinie lub Wiedniu, gdzie wykonywałem partie operowe m.in. w „Rafaelu” Areńskiego, pojawiała się we mnie jednak tęsknota za wielkopolskim krajobrazem, przyrodą. Myślę, że wtedy powstały moje najlepsze wiersze.

    „Nasi umarli są potrzebni tylko nam samym” – pisze Pan w „Poemacie o mówieniu prawdy”. Do czego poecie ciągła pamięć o tych, których już nie ma i o dniach, które bezpowrotnie minęły?

    Bo zło nie mija bezpowrotnie, dlatego poeci czuwają. Nauka dobra i piękna jest wymagająca, szczególnie współcześnie, gdy łatwiej ulec iluzji, utopii. Poczucie wolności zniewala najszybciej. O tym też musimy pamiętać.

    Prócz pisania i redagowania „Zeszytów Poetyckich”, popularyzuje Pan również lokalną sztukę. Pana kolejnym dziełem – poza reaktywacją Festa Fatuorum – było opublikowanie monografii dawnych poetów z Pańskiego rodzinnego Kłecka. Dużo tej historii w Pana życiu... Nie ma pan czasem poczucia, że zatraca się w niej kosztem tego, co tu i teraz?

    Bynajmniej. Czasami warto wsłuchać się w głos martwych poetów, nawet, jeśli od kilkuset lat dla reszty świata nie istnieją. To kwestia przyzwoitości. I nasz karnawał kiedyś się skończy, ktoś przyjdzie i pozamiata, wyniesie nasze bibeloty. A później cisza. Nie można się z tym godzić. Nawet kulejąc trzeba iść w tej nieustannej sztafecie. Poza tym interesuje mnie także współczesność, oprócz wielkopolskich poetów z serii Biblioteka Współczesnej Poezji Polskiej jak np. Magdalena Gałkowska, Jakub Sajkowski, Omir Socha, Jacek Kukorowski, wydaję także poetów z Krakowa, Gdańska, Wrocławia, Warszawy, zagranicy. Żyjemy w arcyciekawych czasach, nie zamieniłbym tej współczesności na żadną inną.

    Pisanie to jednak tylko jeden z żywiołów, obecnych w życiu Dawida Junga. Jest jeszcze muzyka – od lat jest Pan przecież tenorem i to z osiągnięciami. Na ile oba te zajęcia tworzą symbiozę, a na ile jedno jest odskocznią od drugiego?

    Życie mnie rozpieszcza dając idealną symbiozę tych dwóch światów, czyli operę. Tutaj mogę realizować się, badać samego siebie i często być zaskakiwanym. O ile muzycznie rozwinął mnie Wiedeń, gdzie miałem możliwość jako tenor dramatyczny doskonalić się w klasie mistrzowskiej, o tyle literacko ukształtował mnie Poznań, a ściślej Klub Literacki prowadzony od 1970 roku przez Jurka Grupińskiego, przez który swego czasu przewinęli się m.in. Barańczak, Babiński, Kuncewicz, Kuczkowski, Grzebalski, Milczewski-Bruno, słowem, parnas. To pobudzało moją ówczesną wyobraźnię licealisty i zmuszało do wytężonej pracy. Chociaż teraz mam pewną odskocznię, piszę sztukę teatralną na podstawie prawdziwych przeżyć aktorów, Amina Bensalema i Mikołaja Woubisheta, którzy jednocześnie będą w tej sztuce grać. Premiera prawdopodobnie będzie miała miejsce we wrocławskim teatrze.

    Z którego skłonny byłby Pan zrezygnować w pierwszej kolejności, przyparty do muru?

    Zrezygnować, przyparty do muru? Wybrałbym egzekucyjny pluton. Sztuka jest fizycznym dowodem, że potrafimy tworzyć Piękno i Dobro. Rezygnacja oznaczałaby kapitulację.

    „Spośród rzeczy nietrwałych wybieram śmierć” i „Cokolwiek zrobisz, gdziekolwiek pójdziesz, zostawisz po sobie nie własną śmierć, lecz rozpoczęty akapit”. Co by się stało, gdyby poezji nagle na tym świecie zabrakło?

    Człowiek w świecie bez poezji i muzyki jest tylko elementem łańcucha pokarmowego.

    Dawid Jung (ur. w 1980 r. w Kłecku) - poeta, edytor, tenor i regionalista. Założyciel i redaktor naczelny ogólnopolskiego pisma literackiego "Zeszyty Poetyckie". Laureat Medalu im. Juliusza Słowackiego za "Poemat o mówieniu prawdy" (2009) i stypendysta ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego.

    Festa Fatuorum to zainicjowany przez Dawida Junga festiwal literatury, sztuki i muzyki, będący rekonstrukcją średniowiecznego "święta głupców". Pierwsza edycja odbyła się w 2004 r. w Gnieźnie i od tamtej pory na stałe wpisało się w kulturalny krajobraz miasta. Ideą Festa Fatuorum jest promocja sztuki niezależnej i dialog międzykulturowy.

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo