Debata "Głosu Wielkopolskiego": Dziuba - Lewandowski, runda III

Bogna Kisiel, Karolina Koziolek
Debata "Głosu Wielkopolskiego": Dziuba - Lewandowski, runda III Waldemar Wylegalski
W listopadzie wybory samorządowe. Co do zaoferowania mają kandydaci na prezydenta Poznania? "Głos Wielkopolski" zaprosił ich do udziału w wyborczych pojedynkach. Tym razem na argumenty walczyli Tadeusz Dziuba i Tomasz Lewandowski. Oto runda III, czyli pytania kandydatów do siebie nawzajem. Wkrótce runda IV - pytania od ekspertów.

T. Lewandowski: Za jakim modelem zarządzania szkołami Pan się opowiada?
TD: Jesteśmy zwolennikami modelu zdecentralizowanego. Prawie przez 25 lat szkołom w Poznaniu na niejasnych zasadach: formułowano budżet, przeznaczano pieniądze na inwestycje, wynagradzano dyrektorów i kadrę nauczycielską. To wszystko tworzyło system gorszy niż feudalny. Z tym trzeba skończyć. Ocena szkół musi być merytoryczna. Zasady przyznawania pieniędzy powinny być ściśle określone i zrozumiałe, a ewentualne odstępstwa uzasadnione. To stworzy taki układ zarządzania, który pozwoli dyrektorom szkół podejmować samodzielne decyzje. Fundamentem tego pomysłu jest dopracowanie się metody merytorycznej oceny szkół.

Runda III - pytania do siebie nawzajem:

TL: Popieram ten model. Niestety, obecnie mamy ścisłą centralizację tak w zakresie finansów, jak i ręcznego sterowania tym, co się dzieje w szkołach. Chciałbym dopytać o sprawę samodzielności dyrektorów. Czy na przykład próbowałby Pan, jako prezydent, wpłynąć na dyrektorów szkół co do ich decyzji wprowadzenia etyki czy wychowania seksualnego w ramach lekcji wychowawczych? Czy czuliby pewną presję, czy nie?

TD: Według mnie prezydent Poznania czy wydział oświaty powinien wykazać się daleko idącą delikatnością. Uważam, że wybór profilu nauczania raczej należy zostawić tym, którzy są najbardziej zainteresowani, czyli przede wszystkim rodzicom, kadrze nauczającej i kierującej. Musiałoby dojść do naprawdę wyjątkowych zdarzeń, które powszechnie musiałyby być uznane za niewłaściwe, żeby ingerować.

T. Dziuba: Co należałoby zmienić w gospodarce odpadami, by choć trochę poprawić sytuację?
TL: Należałoby zmienić formułę funkcjonowania GOAP-u. Przypomnę, że obowiązki, które wykonuje związek, były wcześniej kompetencją rad gmin.

TD: Czyli uszczuplono kompetencje władzy samorządowej.

TL: Tak. Członkami zgromadzenia są w zdecydowanej większości przedstawiciele władzy wykonawczej - wójtowie, burmistrzowie czy ich zastępcy, a w przypadku Poznania zastępca prezydenta, czterech urzędników i czterech radnych. To jest zachwianie pewnych proporcji i kompetencji, które narzucił ustawodawca. Zacząłbym od zmiany tego. Po drugie, koszt funkcjonowania GOAP-u jest zbyt wysoki. Ta czapa administracyjna liczy około 100 pracowników. Zweryfikowałbym konieczność zatrudnienia aż tak licznej kadry oraz jej kompetencje. Błędy widać na każdym poziomie, od przygotowania przetargów, ewidencjonowania nieruchomości po kontrolę tego, czy odbierane odpady odpowiadają złożonej przez właściciela domu deklaracji, czyli czy są posegregowane, czy nie. Mam wrażenie, że obecny system jest dziurawy. Przez palce przeciekają nam spore pieniądze.

TD: Uważam, że trzeba też zmienić system naliczania opłat. Płacenie za śmieci od osoby powoduje, że ten system jest dziurawy. Wydaje mi się, że znacznie lepszym rozwiązaniem jest zastosowanie innej metody - naliczania opłat za odpady w zależności od ilości pobieranej przez daną rodzinę wody. To jest miernik, względnie dokładny, rzeczywistej liczby mieszkańców. Należy też wprowadzić system, umożliwiający monitorowanie i ewidencjonowanie odbieranych odpadów. Odrębną sprawą jest kwestia stawek pobieranych od firm. Są one horrendalne. To popycha, zwłaszcza te małe przedsiębiorstwa, do nielegalnych działań. Duży sobie poradzi, wrzuci w koszty. Ale mała firma, restauracyjka nie. Być może to wyjaśnia paradoks, że nowy system miał zapobiec wyrzucaniu śmieci do lasu, a tymczasem ich ilość w lasach wzrosła.

TL: Za ich uprzątnięcie musi zapłacić gmina. Zdecydowanie obniżyłbym opłaty za wywóz odpadów z nieruchomości niezamieszkałych. Są za wysokie. Jest jeszcze kwestia pewnej niegospodarności. Mianowicie w pierwszym przetargu na odbiór odpadów wprowadzono bardzo skomplikowane systemy ewidencjonowania zdarzeń - czipy, wagi. W kilku gminach przetarg został rozstrzygnięty, ale do dzisiaj GOAP nie skorzystał z możliwości, jakie dają te systemy. Dlaczego? Bo nie był przygotowany na odbiór i weryfikowanie tych informacji. Te systemy kosztowały i GOAP płaci za usługę dużo więcej niż mógłby.

TL: Jakie największe wpadki inwestycyjne miały miejsce w Poznaniu? Które inwestycje uważa Pan za najważniejsze w przyszłej perspektywie unijnej?
TD: Większość inwestycji tych dużych, kosztownych została przepłacona. To jest mankament polityki inwestycyjnej prezydenta Grobelnego. W ciągu ostatnich 10 lat stracono setki milionów złotych na przewymiarowane albo zbędne inwestycje. Nazywam to podatkiem Grobelnego, którym obłożył budżet miasta. Właściwie to jest haracz. Takim mechanizmem, który napędza to przewymiarowanie przedsięwzięć, jest uporczywe trzymanie się koncepcji wybudowania III ramy komunikacyjnej. To oznacza, że jakakolwiek inwestycja, zwłaszcza większa, od razu jest projektowana i budowana pod parametry tej ramy. Zupełnie zbędnie, bo nie wiemy, czy ta rama powstanie, a jak pojawi się, to pewnie za 20 lub więcej lat. W ten sposób zamrażamy gigantyczne kwoty. Za inwestycję chybioną uważam Stadion Miejski. Nie dlatego, że jest on niepotrzebny, bo jest. Natomiast nie rozumiem, dlaczego jest tak kosztowny. Został mniej więcej o 70 proc. przepłacony, jeśli porównamy go do stadionów europejskich o zbliżonych standardach. Nieprzemyślaną inwestycją były Termy Maltańskie. Obiekt potrzebny Poznanio-wi, atrakcyjny, ale bardzo źle pomyślany. Okazało się, że kalkulacje co do ogrzewania zostały chybione. Teraz na etapie eksploatacji musimy znacznie więcej dopłacać, niż pierwotnie zakładano. Wzrost kosztów ronda Kaponiera też jest niezrozumiały. To wszystko można było przewidzieć.

TL: A na które inwestycje powinniśmy starać się o dofinansowanie z UE?

TD: Jestem zwolennikiem rozbudowy publicznej komunikacji szynowej. Przychylam się do opinii ekspertów, którzy postulują wybudowanie przynajmniej trzech linii tramwajowych. Myślę o linii z Naramowic. Pytanie, jak daleko należałoby ją pociągnąć: czy do Estkowskiego, czy do Królowej Jadwigi. Interesujący jest stosunkowo krótki odcinek znany pod hasłem "tramwaj na Ratajczaka", łączący - mówiąc w największym skrócie - skrzyżowanie Wierzbięcic i Ratajczaka aż z Pułaskiego. I trzecia linia to tramwaj, który skomunikowałby os. Kopernika z obecnymi liniami. To są inwestycje stosunkowo kosztowne, a więc nie mogłyby być realizowane szybko i jednocześnie, ale powinny mieć priorytet. Równie ważne, o wiele mniej kosztowne, ale rozwiązujące poważne problemy społeczne, jest wybudowanie niektórych wiaduktów. Myślę tutaj np. o wiadukcie na ulicy Lechickiej i Grunwaldzkiej. Koszt tego pierwszego to ok. 10 mln zł, więc nie jest to duża kwota, jeśli wziąć pod uwagę, że w ciągu 10 lat miasto straciło miliard złotych. Drugi wiadukt jest nieco droższy, bo jego koszt szacuje się na 40 mln zł.

TD: Jak Pan wie, jestem wielkim zwolennikiem udostępniania wszystkich informacji. Jaka jest Pana opinia?
TL: Jestem zwolennikiem udostępniania tak dużego zakresu informacji, jak to jest tylko możliwe. Przypomnę, że prezydent Warszawy przegrała z radnym PiS przed sądem sprawę, bo nie chciała udostępnić informacji o wysokości wynagrodzenia dla firmy, która świadczyła jakieś usługi na rzecz miasta. Prezydent Grobelny często zasłania się tajemnicą handlową i tym, że druga strona zastrzegła sobie tajność pewnych informacji. Podam przykłady umów: z prywatnym inwestorem na budowę spalarni oraz kupna dworca autobusowego. O ile w przypadku spalarni rozumiem nieujawnianie pewnych informacji technicznych, które stanowią know-how tej firmy, o tyle nie pojmuję utajniania mechanizmu finansowego, gwarancyjnego, który wprost wpływa i może w przyszłości wpłynąć na wydatki budżetu miasta czy GOAP-u. Jeśli będę prezydentem Poznania, nakażę wprowadzenie do wszelkich umów klauzul, w myśl których wysokość wynagrodzenia jest jawna i każdy obywatel będzie mógł dowiedzieć się jak wynagrodzenie zostało skalkulowane. To jest abecadło władzy publicznej.

Sprawdź również: Debata "Głosu Wielkopolskiego": Dziuba - Lewandowski, runda II

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie