Deszcz i grad na szczęście, czyli ślubne wspomnienia

Magdalena Baranowska-Szczepańska
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Lubię śluby i wesela. W minionym roku byłam na dwóch. Jedno było wyjątkowe pod każdym względem. Nie dość, że odbywało się na greckiej wyspie, to wkomponowało się w sam środek moich wakacji.

Było dokładnie tak jak w brytyjsko-amerykańskim filmie z 2008 roku, ekranizacji musicalu "Mamma Mia!". Maleńki kościółek na wzgórzu, mnóstwo kwiatów, widok morza w tle, upalny środek lata. Młoda para przygotowywała wszystko przez kilkanaście miesięcy, zadbała o każdy szczegół i trzeba przyznać, że niczego nie pominęła. Para młoda wyglądała jak z bajki, a każdy gość czuł się najważniejszy. Bawiłam się do białego rana. O tym wspaniałym wydarzeniu będę pamiętała przez długie lata. Drugi ślub był w Polsce, w tradycyjnej scenerii i oprawie. Z rosołem z kury i roladami. Nowożeńcy wyglądali pięknie. Wszyscy goście bawili się doskonale, ale najlepiej wypadły poprawiny. Były bardzo polskie...

Pisząc to wszystko, wspominam własny ślub i wesele. I doskonale pamiętam, jak bardzo byłam zmęczona stając na ślubnym kobiercu. Zamartwiałam się o wszystko i o wszystkich. I kiedy wydawało się, że panuję nad całością... to największego psikusa wywinęła sama natura, serwując mi grad z deszczem w samym środku pięknej wiosny. Dlatego wszystkim tym, którzy z optymizmem planują ślub w plenerze, radzę do ślubnych kosztów dołożyć zestaw parasoli dla gości.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie