Dlaczego Muchy zapraszają Peję? [VIDEO WYWIAD]

Marcin Kostaszuk
Michał Wiraszko (Muchy)
Michał Wiraszko (Muchy) Fot. Waldemar Wylegalski
Michał Wiraszko opowiada o nowej płycie Much, pukaniu w dno od spodu muzycznej branży, ale też o... wymarzonej współpracy z poznańskim raperem Peją. Przeczytaj i obejrzyj!

Jeszcze niedawno wydawało się, że Muchy mogą zakończyć działalność...
Jesień 2011 w branży muzycznej nie należała do łatwych dla nikogo. Nie mieliśmy wydawcy, pieniędzy i perspektyw. Zapytaliśmy samych siebie: zawieszamy buty na kołku, czy nie oglądamy się na nic i robimy swoje. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę, zjednoczyliśmy się w momencie, gdy pukaliśmy w dno od spodu. Za studio musieliśmy zapłacić sami, a to nie jest tania zabawka. Ale stawianie wszystkiego na jedną kartę popłaca.

Wasz nowy album "Chcę ci coś powiedzieć" ukaże się dopiero we wrześniu.
W 2012 roku opłacało się go wydać co najwyżej do marca - teraz wszyscy żyją już mistrzostwami Europy. Przestaliśmy sie śpieszyć, zaczęliśmy robić płytę bez napięcia.

Pojawiły się jakieś znaki lepszej koniunktury?
W październiku graliśmy we Wrocławiu dla 70 osób. Tydzień temu dla ponad 300.

Da się to jakoś wytłumaczyć?
Chyba tym, że piosenka "Nie przeszkadzaj mi bo tańczę" zrobiła niespodziewanie karierę.

Pierwsze dwie płyty Much są bardzo gitarowe. Wydawało się, że trzecia będzie odwróceniem proporcji brzmień gitar do elektroniki. Tak brzmiały wasze demówki.
W ostatecznym rozrachunku trzecia płyta będzie zdominowana przez gitary jeszcze bardziej. Zmienił się skład zespołu, doszedł Damian Pielka, który zmienił duszę zespołu. A że jest gitarzystą wybitnym...

Gra wszak z Lechem Janerką.
Tak, bo to jest ten słynny Damian z piosenki "Rower", którego Lechu wyciąga, żeby wpadł popedałować. (śmiech)

Chcieliście zaprosić do współpracy rapera Peję. Udało się?
Piosenka cały czas się klei - ciągle nie mam kompletnego tekstu, więc do kolaboracji miedzy nami jeszcze nie doszło. Ale bardzo chciałbym, żeby doszło.

Dlaczego?
Chodzi o wspólnotę, jaką odczuwam z tym człowiekiem od 1995 roku i jego pierwszych nielegali. Jak przyjeżdżałem do Poznania na wakacje do ciotki, to zawsze prosiłem żeby mnie zawiozła na Staszica -chciałem zobaczyć ulicę, którą znałem ze zdjęcia z kasety. Dla mnie Andrzejewski Ryszard vel Peja jest polską odpowiedzią na Franciszka Villona: łobuzem z ulicy, który ma ogromny talent doo pisania smacznych wersów. Pozostałych jego decyzji i poglądów nie oceniam, szanuję go jako artystę.

Nowe piosenki są gotowe do grania na koncertach?
Ich natura ma być oddawana właśnie na koncertach. Kiedyś nie do końca o to dbaliśmy, a pod drugie... po prostu nie umieliśmy grać. Nie wstydzę się o tym mówić, jestem pod dużym wrażeniem każdego, kto jeszcze słucha zespołu Muchy po koncertach z lat 2007 czy 2008. Nie dało się nas wtedy słuchać.

Czy w piątek w Poznaniu usłyszymy "Miasto doznań"?
Pewnie, nie może być inaczej w piątą rocznicę jej wydania na płycie. Za 30 lat będziemy się chełpić, że pierwszy singiel mieliśmy wydany na CD. Takie rzeczy już się dziś nie zdarzają...

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? [email protected]

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
aisza90

Peja to kreatywny artysta, jak najbardziej wyobrażam sobie jego kolaborację z zespołem Muchy. Wręcz czekam na owoc tej współpracy! Łączenie gatunków to najpiękniejsza rzecz w muzyce, bo ona nie ma granic. Pozdrawiam!

e
eg0n

Jakoś sobie nie wyobrażam - gitarowa płyta plus Peja? Ale szacun za odwagę - może wam wyjdzie nowe 99 Problems JJ

Dodaj ogłoszenie