Dlaczego Polska odpadła z Euro 2020? Kontuzje, dramatyczna defensywa i ciągły plac budowy

Dawid Dobrasz
Dawid Dobrasz
Trzy mecze i do domu. Scenariusz znany dla polskich kibiców w XXI wieku. Sylwia Dabrowa
Reprezentacja Polski odpadła z Euro 2020, zanim ta impreza na dobre się rozpoczęła. Zatem czas na rozdrapywanie ran. Dlaczego zatem jedziemy do domu?

W siedmiu meczach za kadencji Paulo Sousy (nie będziemy liczyć Andory) straciliśmy 14 goli, co daje średnią dwie bramki na mecz i ani razu nie kończyliśmy z czystym kontem. Dodatkowo w pięciu z tych spotkań traciliśmy gola zawsze jako pierwsi i musieliśmy odrabiać straty. Na turnieju rangi mistrzowskiej straciliśmy sześć goli, czyli tylko o jednego mniej niż łącznie na Euro 2016 i mundialu 2018. Paulo Sousa wiele razy powtarzał, że najważniejsza jest mentalność czy koncentracja, a w wielu meczach to niestety szwankowało. Bo jak nazwać gola straconego ze Szwecją już w 2. minucie, gdzie podobnie jak w spotkaniu ze Słowacją dokonujemy autodestrukcji? Musimy najpierw dostać, żeby zareagować?

Polacy jadą do domu

Gole na Euro padały najczęściej po serii błędów i to nie jest przypadek. Strzelenie nam gola nie wymaga od rywali jakiś nadzwyczajnych rzeczy. Było to widać od pierwszego meczu kadencji Sousy z Węgrami, potem z Anglią (karny i stały fragment), czy z Islandią. Zastanawia mnie, dlaczego Portugalczyk nie widział tego od początku, że nasza obrona wygląda jak szwajcarski ser? Błędów w defensywie było aż w nadmiarze. Sousa mówi, że lepiej bronimy jako zespół, a straty goli wynikają z błędów indywidualnych. To jednak jest najłatwiejsze usprawiedliwienie tego stanu rzeczy.

Czytaj też: Paulo Sousa po odpadnięciu Polski z Euro 2020: Byliśmy silniejsi od Szwecji. Zabrakło cynizmu w naszej grze

Zastanawiają decyzje personalne w defensywie. Nie pomógł nam na turnieju Wojciech Szczęsny, którego Sousa z wejścia namaścił na bramkarza numer jeden, a na dziewięć celnych strzałów na tym turnieju puścił sześć goli. Tak samo odstawił Kędziorę, który w eliminacjach zagrał 9 na 10 meczów i ma za sobą świetny sezon w Dynamie Kijów, a na Euro pojechał jako turysta. Sousa po meczu mówił, że kilku piłkarzy nie było w formie. Trudno nie odnieść wrażenia, że chodzi tu np. o Bereszyńskiego, który w każdym meczu popełnił błąd, skutkujący golem. Można zadać pytanie - po co Kędziora grał w dwóch sparingach? Żeby mieć dodatkowe spotkania na liczniku w kadrze?

Niezrozumiała decyzja tyczy się także Macieja Rybusa. Tymoteusz Puchacz to "człowiek" Sousy, którego sobie upatrzył. Jednak wychowanek Lecha to jest przyszłość, a nie teraźniejszość kadry. Zawodnik Lokomotiwu Moskwa nie zagrał wybitnego meczu ze Słowacją, ale dał ważną asystę. Potem nie powąchał już murawy. Sousa postawił na Puchacza i już w przerwie musiał reagować w starciu ze Szwecją, bo wychowanek Lecha nie uniósł tego meczu. Na Euro wchodził jako pierwszy na zmiany Frankowski, który przez ostatnie miesiące rozegrał sześć meczów i nie dał swojemu klubowi - Chicago Fire - nic. On miał nas ratować? Portugalczyk miał swoich ulubieńców i na nich stawiał, ale czy to były zawsze najlepsze wybory? Można mieć wątpliwości. Turniej zawalił też kolega klubowy Rybusa - Grzegorz Krychowiak, który daleki był od formy z marcowych meczów eliminacyjnych.

Paulo Sousa podstawową jedenastkę reprezentacji Polski wykrystalizował dopiero po meczu z Hiszpanią. Tam trafił ze składem i postanowił się tego trzymać. Na usprawiedliwienie tego stanu rzeczy płyną kontuzje. Sousa chciał grać ofensywnie, choć i tu pojawia się znak zapytania, czy tak powinna grać nasza kadra? Potencjał ofensywny mamy, ale przy kontuzjach Milika i Piątka sam trener mówił po Islandii, że "będzie miał nieprzespane noce" przy ustaleniu planu taktycznego. Ostatecznie postawił na Świderskiego, ale zabrał też Kownackiego, który jest totalnie bez formy. Na koniec, idąc nawet na wymianę ciosów, to rywale strzelali więcej.

Ze skrzydeł husarii na Euro posypały się pióra. Teraz będzie rozdrapywanie ran. Paulo Sousa zostanie w kadrze, ale jasne jest, że jeśli wybory w sierpniu wygra opcja "niebońkowa" to posada selekcjonera może być zagrożona. Pytanie, czy poświęcimy eliminacje mistrzostw świata na dalszy plac budowy? Paulo Sousa to trener z odpowiednim warsztatem, ale nie ma wyników, lecz coś tę kadrę już zna. Na dzisiaj przesłanką do pozostawienia go na stanowisku jest to, że gorzej nie będzie, a nowy trener znowu zacznie mieszać i układać to po swojemu. Naszym obowiązkiem było wyjście z grupy, a tego nie zrobiliśmy, stad pod wątpliwość można pozostawić, czy Sousa zna już polskich piłkarzy i wie, co ma zrobić.

Czytaj też: olska przegrywa ze Szwecją 2:3 i opuszcza "zabawę" nim na dobre się zaczęła

Skończyło się tak, że jedziemy do domu. Miała być drużyna, ale ją widzieliśmy tylko w meczu z Hiszpanią i w drugiej połowie ze Szwecją. Paulo Sousa chciał ułożyć kadrę pod swój plan taktyczny, ale mądry trener powinien ustawić drużynę pod to, co ma. Zawiedli też liderzy, szczególnie w pierwszym meczu, a potem tylko poszczególne jednostki ciągnęły tę kadrę. Tak się nie da i to pokazali Szwedzi. Jednostki turnieju nie wygrają, a mając takich zawodników jak Lewandowski czy Zieliński można budować drużynę. My jej dziś nie mamy i nie mam pewności, czy ona się stworzy. W naszej grze były niezłe momenty, ale to tyle. Z czego zapamiętam ten turniej? Z goli i pudeł Lewandowskiego, błędów defensywy i Szczęsnego... oraz debiutu Kozłowskiego, jako najmłodszego piłkarza w historii mistrzostw Europy. Zdecydowanie za mało.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie