Nowa ustawa w sprawie ziem, tylko rolnicy mogą kupować tereny rolne. Limity na mleko, producenci płacą ogromne kary i chcą bankrutować. W ostatnim czasie trochę pozmieniało się w polskim rolnictwie: zniesiono limity na mleko, o trochę podniosła się cena żywca i do góry nogami „wywróciły się” zasady kupna i sprzedaży ziem rolnych. Czy zmiany te są na „plus” czy może wręcz przeciwnie? Zapytaliśmy o to doradcę rolniczego Eugeniusza Koczorowskiego z Budzynia.

Eugeniusz Koczorowski posiada własne gospodarstwo, na którym przede wszystkim uprawia zboża. Nie zajmuje się hodowlą zwierząt, bo nie ma na to czasu przez wzgląd na prywatną działalność.

- Pracę jako doradca rolniczy rozpocząłem w 2005 roku w Wielkopolskim Ośrodku Doradztwa Rolniczego. Od 3 lat natomiast prowadzę własną działalność w tym zakresie - mówi Eugeniusz Koczorowski.

Wówczas doradca zaczął zakładać pierwsze grupy producenckie, w których zrzeszają się rolnicy w zależności od rodzaju gospodarstwa i towarów m.in.: zboża, mleka, trzody chlewnej.

- W grupie zawsze jest raźniej i można dotrzeć do większego odbiorcy. Rolnicy wzajemnie sobie pomagają i podpowiadają, nie ma wśród nich rywalizacji - opowiada Eugeniusz Koczorowski.

Rolnicy poprzez tworzenie grup producenckich chcą opanować rynek i wykluczyć z niego zagranicznych kontrahentów.

- Działamy na wzór duński i holenderski. Tam rolnicy również łączą siły i wspólnie konkurują z prywatnymi handlowcami i koncernami - dodaje doradca rolniczy, który sam jest członkiem i prezesem grupy zbożowej.

Warto dodać, że na naszym terenie jest - póki co - zorganizowanych kilkanaście takich grup, ale wciąż tworzą się nowe.

Niestety, w grupy nie chcą zrzeszać się producenci mleka. Ich przyszłość bowiem stoi pod wielkim znakiem zapytania.   Wszystko przez to, że Unia Europejska wprowadziła limity na mleko, które nasi gospodarze nagminnie przekraczali. Z tego tytułu teraz muszą płacić bardzo wysokie kary.

Do takich osób należy m.in. Piotr Bednarski, który za nadprodukcję mleka w okresie od 1 kwietnia 2014 roku do 30 marca 2015 roku musi zapłacić aż 191 tys. złotych kary. Są to olbrzymie pieniądze, które spłaca w trzech ratach.

Przez protesty rolników Unia postanowiła zrezygnować z limitów na mleko. To jednak nie ucieszyło producentów mleka i hodowców bydła.

- Cena za litr mleka jest bardzo niska (ok. 50 groszy), dlatego produkcja za bardzo się nie opłaca. Niektórzy muszą dokładać do interesu i wahają się czy nie ogłosić bankructwa - opowiada Eugeniusz Koczorowski.

Trochę lepiej zrobiło się na rynku trzody chlewnej, gdzie cena w porównaniu do początku roku wzrosła o ok. 50 groszy. Widać, strajki opłaciły się rolnikom, którzy w powiecie chodzieskim blokowali drogę krajową nr. 11 w Budzyniu.

- Cena wzrosła, ale nadal nie jest dobrze, choć mamy nadzieję, że niedługo wyjdziemy na prostą - komentuje E. Koczorowski.

Inna sytuacja jest na rynku zbóż, bo nawet jeśli plony się na udadzą, to rolnicy otrzymają unijne dofinansowanie. Jak się okazuje, z czasem może okazać się to zgubne.

- Dofinansowania psują rolników, którzy często na rzecz „darmowych” pieniędzy zapominają o zachowaniu wysokiego poziomu produkcji. To może odbić im się czkawką, kiedy zabraknie dofinansowań - mówi doradca rolniczy.

Rolników przez cały czas widać na polach. W tej chwili jednak czekają tylko na duże opady deszczu.

- Zboże jest już bardzo ładne, ale jak nie będzie deszczu, to nic z niego nie będzie. Oby tylko nie było takiej suszy, jak w ubiegłym roku, gdy większość gospodarzy miała ok. 50 procent strat na polach - opowiada doradca Eugeniusz Koczorowski.

Mówi też o ostatniej głośnej ustawie wprowadzonej przez rząd dotyczącej kupna i sprzedaży ziem rolnych. Jak się okazuje, tylko rolnicy mogą nabywać użytki rolne w swoich lub sąsiednich gminach.

- Rząd podjął taką decyzję przede wszystkim ze względu na to, żeby cudzoziemcy nie mogli kupować naszych ziem. Tak od dawna jest m.in. w Anglii i Francji - mówi rolnik.

Według niego, rząd tę ustawę powinien przyjąć już dużo wcześnie, przynajmniej jakieś 20 lat temu. Wówczas, mało którego rolnika było stać na kupno ziemi, na czym korzystali m.in. przedsiębiorcy.

20 lat temu całkiem inne były również ceny za hektar ziemi. Teraz są one dużo wyższe, ale chętnych do ich kupna nie brakuje.

- Kiedyś cena wywoławcza za hektar ziemi na terenie gminy Budzyń wynosiła jakieś 700 złotych. Teraz natomiast hektar ziemi kosztuje tu około 50 tys. złotych - porównuje Eugeniusz Koczorowski.

Zdaniem doradcy ziemie na terenie gminy nie są świetnej jakości, ale cieszą się ogromnym zainteresowaniem wśród rolników.  

- Żeby w rolnictwie dobrze się działo to trzeba mieć zasoby, czyli ziemię. Im więcej tym lepiej - dodaje.

Ustawę można jednak obejść i rolnik - jeśli tylko będzie chciał będzie mógł sprzedać ziemię osobie, która nie prowadzi gospodarstwa. Wystarczy, że przekształci ziemię na inną niż rolną w ewidencji gruntów.

Doradca rolniczy na co dzień prowadzi szkolenia dla rolników i pomaga starać się im w otrzymaniu dofinansowań. Najmniejsze zainteresowanie w tym roku było programem „Młody rolnik”.

Młodzi rolnicy mogą starać się o dofinansowanie w postaci 100 tys. złotych na prowadzenie własnego gospodarstwa. Muszą jednak mieć zapisane na siebie co najmniej 7,5 ha ziemi i najlepiej mieć rolnicze wykształcenie.

- Nie wszystkim udaje się spełniać te wymogi, dlatego w tym roku napisaliśmy tylko 10 wniosków o dofinansowanie dla młodych rolników - mówi Eugeniusz Koczorowski.

Najwięcej rolników stara się o dofinansowanie na modernizację gospodarstw, inwestycje maszynowe i budowlane.