Dwa lata więzienia dla byłego działacza sportowego i dewelopera

Karolina Koziolek
Karolina Koziolek
Dariusz K. dekadę temu sponsorował siatkarki z zespołu Danter AZS AWF Poznań. Dziś już nie działa w sporcie
Dariusz K. dekadę temu sponsorował siatkarki z zespołu Danter AZS AWF Poznań. Dziś już nie działa w sporcie Andrzej Szozda/archiwum
Poznański sąd skazał Dariusza K. na dwa lata i cztery miesiące bezwzględnego pozbawienia wolności za oszustwo. Wyrok nie jest prawomocny, obrońca K. już zapowiedział apelację.

Dariusz K. to znany mecenas wielkopolskiego sportu, głównie kobiecej siatkówki. Oprócz sportowych ambicji K. szeroko udzielał się również w biznesie. Głośny był upadek prowadzonej przez niego firmy Danter, która budowała osiedla, m.in. Arkadia i Poziomkowe w Suchym Lesie. Ostatecznie prokuratura postawiła za tę działalność K. zarzuty wyprowadzenia wielomilionowego majątku z firmy, a także fałszowanie podpisów. Biznesmen nie poniósł za to konsekwencji, sprawa została umorzona.

Tym razem sąd nie był dla K. tak łaskawy. We wtorek skazał go na dwa lata i cztery miesiące bezwzględnego więzienia za sfałszowanie potwierdzenia przelewu na 350 tys. euro i w konsekwencji próbę przywłaszczenia mienia, konkretnie trzech nieruchomości w Poznaniu.

Historia ma swój początek w 2011 r., kiedy to K. zostaje przedstawiony niemieckiej parze, jako rzetelny polski biznesmen. Dariusz K. potrzebował pieniędzy, a Niemcy szukali sposobu na zainwestowanie gotówki.

- Z osobą, która nas sobie przedstawiała, byliśmy od dawna zaprzyjaźnieni, miała nasze pełne zaufanie. Nie mieliśmy żadnych obaw, pożyczając pieniądze Dariuszowi K. - opowiada w rozmowie z nami pochodząca z Polski żona niemieckiego przedsiębiorcy. Prosi o anonimowość.

Ostatecznie niemiecka para pożyczyła Dariuszowi K. 350 tys. euro pod zastaw jego trzech nieruchomości. - Umowa została podpisana przed notariuszem i dobrze zabezpieczała interesy małżeństwa. Nikt nie przewidział wówczas, że Dariusz K. posunie się do sfałszowania dowodu przelewu - tłumaczy mecenas Tomasz Henclewski, pełnomocnik niemieckiej pary.

- Może wyglądać to na bezmyślność z naszej strony, ale tak nie było. Mieliśmy w ręku solidną umowę i pełne zaufanie do osoby, która nas poznała z Dariuszem K. - mówi pokrzywdzona.

Umowa była prosta. K. odzyska swoje trzy nieruchomości, jeśli przedstawi przed notariuszem dowód zwrotu pożyczonej gotówki.

Tak się stało. Bez informowania Niemców K. poszedł do notariusza i pokazał dowód przelewu. Jak się szybko okazało, dokument bankowy był sfałszowany. Wczoraj potwierdził to sąd.

- Dariusz K. został skazany za próbę przywłaszczenia mienia poprzez sfałszowanie dokumentu z banku, w rezultacie doprowadzając do poświadczenia nieprawdy u notariusza - mówi sędzia Aleksander Brzozowski, rzecznik Sądu Okręgowego.

Dowodem w sprawie jest oświadczenie banku, który przyznał, że nigdy takiego przelewu nie przyjął.

Próbowaliśmy wczoraj skontaktować się z Dariuszem K., ale nie chciał rozmawiać. Jego obrońcą jest mec. Maciej Gutowski, przewodniczący Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniu. Zapowiada apelację.

- Nie komentuję niezakończonych spraw. Mogę tylko powiedzieć, że będziemy odwoływać się od wyroku - powiedział „Głosowi”.

Wideo

Dodaj ogłoszenie