Dziecko i muzyka, czyli odwieczny konflikt interesów

Agnieszka Goździejewska
Dzieci mają to do siebie, że nie są dokładnie takie, jakimi chcieliby je widzieć rodzice
Dzieci mają to do siebie, że nie są dokładnie takie, jakimi chcieliby je widzieć rodzice fot. Archiwum
Dzieci mają to do siebie, że nie są dokładnie takie, jakimi chcieliby je widzieć rodzice. Chociaż naszemu synkowi do wyjścia na świat został jeszcze miesiąc, już pokazuje, że ma swój charakter i zdanie… inne od mojego.

Nasz domowy team do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje raz na jakiś czas wyjść z czterech ścian, stanąć w pobliżu sceny i powydzierać się razem z zespołami i wokalistami, na których to koncercie jesteśmy.

Mamy wtedy dodatkową zabawę - obserwowanie publiki. Ta poznańska jest tak specyficzna, że czasami wydaje mi się, że tu wiara najchętniej przychodziłaby z własnymi krzesełkami wędkarskimi. Usiadła, wysłuchała, co ma wysłuchać, zabiła brawo - raz czy dwa razy i, nie czekając na bisy, wyszła z klubu, żeby dojechać do domu i nie stać w korkach. Najgorsze jest to, że przez sytuację obecną, ja zaczynam mieć podobnie. Tylko przed wyjściem koniecznie trzeba zrobić siku.

Przed koncertem zapinamy brzuch w pancerne odzienie i smarujemy (tudzież toczymy się) do klubu razem z dodatkowym słuchaczem.

Stoję. Stoimy. Stoi matka brzuchata na koncercie w kącie sali, chroniąc ten kangurowy pakunek. I dziwnie się czuje, bo jakże to tak: kapela gra, a piwa wypić nie można, zapalić nie można, a młyn to co najwyżej można poczuć w środku, jak się potomek akurat obudzi i nie będzie mu pasował repertuar. A zdarza się i tak.

O ile na nieszkodliwych rockowych balladach na morzu wód płodowych spokój, o ile Sabaton jest znośny a Zabili Mi Żółwia lekko ruszają falami, to nasza domowa edukacja metalowa kończy się sztormem i… pedagogiczną porażką.

- No jak to?! Nie podoba Ci się Sepultura?! - mała nóżka z rozpędem uderza w żebro. Przy "World painted blood" wewnątrz jest już 10 w skali Beauforta. - Tylko nie Slayer, …! - rozpaczliwa myśl kończy lekcję muzyki.

I tak to moje nieodrodne dziecko doszło do wniosku, że ulubionego matczynego muzycznego gatunku nie polubi. Za to buja się w rytm "Eine kleine Nachtmusik", a ja się zastanawiam, gdzie popełniłam błąd.

BLOG PRZYSZŁEJ MAMY - CZYTAJ WIĘCEJ

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Jeszcze mnie nie ma, a już doświadczam uroków konsumpcyjno-rozrywkowego świata. Oczekuję na należne mi miejsce pomiędzy piwkiem, dymkiem, kosmetykiem i ciuchem.
Proszę wstaw do łazienki kolumnę głośnikową z głośną muzyką.
Napełnij wannę wodą.
Włóż głowę do wody.
Mimo osłabionego koncertowymi decybelami słuchu
przyznaj - trudne do wytrzymania, zniekształcone, nieznośne dżwięki.
Pewnie nie dziwi cię teraz, że twoja duża nóżka ma ochotę z rozpędem uderzyć.
Litości. Nie chcę mieć ADHD.
Dodaj ogłoszenie