Europa jest w nas, a my w Europie

    Europa jest w nas, a my w Europie

    Materiał informacyjny

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Europosłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz

    Europosłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz

    Zanim w 2004 roku Polacy weszli do Unii Europejskiej, odbyło się referendum. Pytanie brzmiało: „Czy wyraża Pani / Pan zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?”. „TAK” odpowiedziało 77,5% Polaków, choć przeciwnicy straszyli utratą suwerenności, wykupieniem, katastrofą gospodarczą, a PiS mnożył wątpliwości. Dziś, po 15 latach pełnego sukcesów członkostwa Polski w UE, gdy w każdej gminie mamy namacalne dowody pozytywnych zmian, które nastąpiły w związku z członkostwem Polski w Unii, PiS nadal mnoży wątpliwości, podpala eurosceptyczne nastroje, niszczy polską reputację za granicą i nie odcina się od swoich posłów, którzy nazywają unijną flagę „szmatą”.

    Polacy, którzy 15 lat temu powiedzieli Unii „TAK”, mieli rację. Członkostwo przyspieszyło procesy reform zapoczątkowane po 1989 roku, a dziś, gdy wiemy więcej o dobrodziejstwach strefy Schengen, wspólnego prawa, wspólnego rynku, unijnych inwestycji, nie wyobrażamy sobie, że tego katalizatora rozwoju nie ma.

    Unia Europejska to także wartości: równości, równouprawnienia, praworządności. Poszanowanie dla prawa, demokracji, włączenia społecznego, praw człowieka i praw pracowniczych są rdzeniem unijnego filaru społecznego. Są zapisane w Traktatach, dyrektywach i rozporządzeniach, powtarzane w sprawozdaniach i rezolucjach, zabezpieczone w budżecie.

    Bycie w Unii oznacza, że standardy z unijnego prawa muszą obowiązywać także w Polsce, ale również, że to my, Polacy, za pośrednictwem polskich europosłów w Parlamencie Europejskim oraz przedstawicieli polskiego rządu w Radzie, współdecydujemy o kształcie każdej unijnej dyrektywy, która potem obowiązuje w państwach członkowskich.



    Demokracja, jako zasada działania w Unii Europejskiej sprawia, że nawet pojedynczy parlamentarzysta może mieć istotny wpływ na kształt konkretnej dyrektywy. Widzę to po tym jak wiele moich sugestii jest przyjmowanych przy negocjowaniu nowej dyrektywy o urlopach rodzicielskich, w której jestem sprawozdawczynią z komisji FEMM i członkinią grupy negocjacyjnej z Komisją Europejską i Radą. Nie mam gwarancji ostatecznego efektu swojej pracy, ale obserwuję przy każdym kolejnym spotkaniu, że mój głos w tej dyskusji ma znaczenie. Głos pojedynczego posła.

    Oczywiście, współpraca parlamentarzystów, a jeszcze lepiej parlamentarno-rządowa, w wyniku synergii, daje zwielokrotniony efekt. W taki modelowy sposób współpracują ze sobą parlamentarzyści i przedstawiciele rządu niemieckiego, którzy zatrudniają wielu ekspertów. Polska delegacja ma znacznie skromniejsze zaplecze, a w rządowej misji w Brukseli zamiast dużych, wyspecjalizowanych zespołów, które by monitorowały i koordynowały prace nad każdym kolejnym sprawozdaniem, mamy pojedyncze osoby, chociaż 70% polskiego prawa to transpozycje dyrektyw!

    Obecnie rządzący obóz PiS nie tylko nie docenia znaczenia procesów legislacyjnych i politycznych, jakie zachodzą w Parlamencie i w Radzie, ale też ich nie zna i nie rozumie. Zamiast działać na początku procesu, gdy wszystko się kształtuje i jest szansa przeforsować swoje, korzystne dla Polski stanowisko, PiS wkracza do akcji, gdy zbliża się końcowe głosowanie. Tylko, że wtedy jest już za późno. Wtedy tupanie nogą i wyrażanie głośnego sprzeciwu nic już nie pomoże – stanowiska są ukształtowane, sojusze zawarte, głosy policzone. Polska, jako duży kraj, może być poważnym graczem na arenie międzynarodowej – musi tylko wydelegować do Parlamentu i do rządu poważnych polityków.

    www.kozlowska-rajewicz.pl
    www.facebook.com/A.KozlowskaRajewicz

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo