Ewa Tylman nie żyje. Czy zabił ją Adam Z.?

Norbert KowalskiZaktualizowano 
Ewa Tylman zaginęła w listopadzie zeszłego roku. Pochodziła z Konina, a do Poznania przeprowadziła się dwa lata temu. Śledczy uważają, że kobietę zamordował Adam Z. Archiwum
Poszukiwania Ewy Tylman prawdopodobnie dobiegły końca. Od jej zaginięcia minęło osiem miesięcy, w trakcie których kobiety szukali policjanci, Krzysztof Rutkowski, a nawet sami poznaniacy. Nie zabrakło też kontrowersji i fałszywych śladów.

Wszystko o sprawie Ewy Tylman: Czytaj TUTAJ

Na podstawie dotychczasowych ustaleń można stwierdzić z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa, że znaleziono ciało Ewy Tylman. Odzież na ciele ofiary odpowiada tej, w którą w dniu zniknięcia ubrana była 26-letnia kobieta. Ponadto w ubraniu znaleziono także kartę płatniczą wystawioną na jej nazwisko - te słowa wypowiedziane we wtorek przez prokuratora Łukasza Bielę z poznańskiej Prokuratury Okręgowej utwierdziły wszystkich w przekonaniu, że w końcu udało się odnaleźć ciało zaginionej kobiety.

Mimo że wtorkowa sekcja zwłok tego oficjalnie nie potwierdziła i konieczne będą dodatkowe badania, wszystko wskazuje na to, że jest to już tylko formalność. Zwłoki kobiety wyłowiono w poniedziałek wieczorem z Warty na terenie Czerwonaka. W miejscu, które wydawało się już przeszukane.

Zanim jednak prokurator Biela mógł wypowiedzieć te słowa, minęło ponad osiem miesięcy, podczas których losami Ewy Tylman interesował się nie tylko Poznań, ale cała Polska. Sprawa, która początkowo wydawała się zwyczajnym zaginięciem, jakich co roku jest nawet kilkanaście tysięcy, w ciągu zaledwie kilku dni rozrosła się do rozmiarów wcześniej niespotykanych. W poszukiwania zaangażowano setki policjantów.

ZOBACZ TAKŻE: Z Warty wyłowiono ciało. To może być Ewa Tylman

Do akcji włączyła się Grupa Specjalna Płetwonurków RP. Swoje trzy grosze dołożył także były detektyw Krzysztof Rutkowski, który zachęcał... samych poznaniaków, by pomagali mu w odnalezieniu Ewy Tylman. Historię zaginięcia 26-latki z Konina znał chyba każdy mieszkaniec Poznania.

Ostatnia noc
To miał być zwyczajny wypad na imprezę ze znajomymi z pracy - wspólne spotkanie, zabawa i powrót do domu. Ostatni z tych punktów nie został jednak zrealizowany. Ewa Tylman zaginęła w nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku.

Prokuratura - Przy odnalezionym ciele znaleziono kartę płatniczą E. Tylman:

Źródło: TVN24

Do stolicy Wielkopolski na stałe przeprowadziła się w 2014 roku, gdy dostała propozycję pracy. Początkowo była zatrudniona w sklepie Rossmann w jednej z poznańskich galerii handlowych. Później przeniosła się do placówki Rossmanna w innym centrum handlowym. Jeszcze w niedzielę (22 listopada) przyjechała od swoich rodziców z Konina do Poznania. Tamtego feralnego dnia była umówiona z przyjaciółmi o godzinie 21 na grę w kręgle w galerii MM. Stamtąd poszli w kierunku Starego Rynku. Początkowo przebywali w Pijalni Wódki i Piwa, a później przenieśli się do klubu Mixtura na ul. Wrocławskiej.
Po godzinie 2 Ewa z kolegą Adamem wyszli z Mixtury. Przez kolejne kilkadziesiąt minut stale przebywali na ul. Wrocławskiej. Około godziny 3 ruszyli ul. Podgórną, plac Bernardyński i Mostową w stronę mostu św. Rocha. Tam ślad po kobiecie zaginął. Z informacji przekazanych później przez policję wynika, że po raz ostatni została zarejestrowana przez kamery miejskiego monitoringu o godzinie 3.24 w pobliżu mostu. Wcześniej, bo o godz. 3.18, Ewę i jej kolegę nagrały kamery jednej z prywatnych firm przy ul. Mostowej.

Kiedy w poniedziałek 26-latka nie pojawiła się w pracy, znajomi zaczęli się o nią martwić. Szybko zgłoszono jej zaginięcie na policji, a do poszukiwań przystąpiła także rodzina kobiety. Plakaty pojawiły się w okolicach Starego Rynku, placu Bernardyńskiego i ul. Mostowej. Sama policja również opublikowała oficjalną informację o zaginięciu 26-latki z prośbą o pomoc poznaniaków.

Rodzina Ewy Tylman korzystała ze wszystkich sposobów, by odnaleźć dziewczynę. Do poszukiwań zaangażowała także Krzysztofa Rutkowskiego. Ten do Poznania przyjechał już 25 listopada i wtedy też rozpoczął swoje działania. I o sprawie, która za pomocą mediów społecznościowych już było głośno, stało się... jeszcze głośniej.

- Chodzi o życie mojej siostry. Ta sytuacja odcisnęła silne piętno na mojej rodzinie i wykorzystam wszystkie możliwości, by ją odnaleźć - wyjaśniał decyzję rodziny kilka miesięcy temu Piotr Tylman.

Policja - Przedmioty wskazują na Ewę Tylman:

Źródło: TVN24

Ręka znaleziona w Warcie. Ewa porwana?
Dziesiątki policjantów, psy tropiące, oddziały konne, łodzie, helikopter, ludzie Rutkow-skiego, media oraz zainteresowani gapie - tak wyglądały poszukiwania prowadzone w weekend, 28-29 listopada 2015 r. Był to czas kiedy doszło do dwóch szokujących wydarzeń. Pierwszy wstrząs nastąpił w sobotę około godziny 12.30. Ludzie Rutkowskiego znaleźli nad brzegiem Warty fragment lewej ręki (od stawu barkowego po dłoń).
Szybko pojawiły się pytania, czy może to być ręka Ewy Tylman. Jednak jeszcze tego samego dnia nieoficjalne jeszcze informacje wyjaśniały, że to nie fragment ciała zaginionej kobiety. Dopiero po kilku miesiącach okazało się, że to ręka bezdomnego, którego pozostałe rozczłonkowane części ciała znaleziono później w workach, również w Warcie.

Jeszcze większy szok nastąpił w niedzielę, kiedy brat Ewy Tylman otrzymał tajemniczego SMS-a z żądaniem okupu za siostrę. Potencjalni porywacze żądali zapłaty pół miliona złotych (odpowiednio 200 tys. i 300 tys. zł na dwa różne konta) do 30 listopada. Podane zostały numery kont oraz imiona i nazwiska osób, którym należałoby wpłacić pieniądze. „Jeśli tego nie zrobicie, zabijemy ją. Ewa Tylman żyje. Przyślemy kartę z nagraniem video. Na policję i Rutkowskiego sr*my i mamy ją w d*pie” - pisali rzekomi porywacze. Jednak i w tym przypadku szybko okazało się, że żądanie jest fałszywe, zwłaszcza że rodzina nie otrzymała żadnego nagrania.

Śmierć Ewy?
- Po eksperymencie procesowym w nocy mamy kolejne wiadomości. Zatrzymaliśmy kolegę Ewy Tylman - Adama Z. Nie byli na moście, do zdarzenia doszło w jego pobliżu, a mężczyzna przyczynił się do śmierci Ewy. Eksperyment polegał na odtworzeniu mężczyźnie całej drogi powrotnej z imprezy. Ustaliliśmy, że incydent wydarzył się nad brzegiem rzeki. Teraz nasze działania będą koncentrować się na rzece - taką wiadomość Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji, przekazał dziennikarzom z samego rana w środę, 2 grudnia.

Wydawało się, że od tego momentu działania śledczych znacząco przyspieszą, a sprawę uda się wyjaśnić. Wtedy też rozpoczęła się seria kolejnych eksperymentów procesowych w centrum miasta.

Eksperyment procesowy z udziałem Adama Z.:

Pierwszy z nich odbył się w nocy z 1 na 2 grudnia. Drugi - jeszcze 2 grudnia. Adam Z., który wracał z Ewą z imprezy, przebył z policjantami trasę, którą feralnej nocy miał pokonać z kobietą. Wszystkiemu przypatrywał się tłum gapiów. Z tłumu padały okrzyki. „Jeb*ć cię, ty kur*o!” czy „Śmierć za śmierć” - gdy Adam Z. był wprowadzany do policyjnego radiowozu. Na miejscu pojawił się również Andrzej Tylman, ojciec Ewy.

- Odwróćcie go, chcę zobaczyć twarz zabójcy - krzyczał do policjantów, którzy osłaniali Adama Z.

Informacji o śmierci Ewy nie chciała jednak potwierdzać poznańska prokuratura. W tym czasie robiła wszystko, by zebrać materiał pozwalający na postawienie zarzutów Adamowi Z. Czasu na to było niewiele. Mężczyzna mógł być bowiem zatrzymany maksymalnie na 48 godzin. Ostatecznie prokuratura dopięła swego i postawiła mu zarzut tzw. zabójstwa z zamiarem ewentualnym.
- Zamiar ewentualny jest wtedy, kiedy osoba podejrzana przewiduje możliwość popełnienia przestępstwa i na to się godzi. W wyniku działań podejrzanego Ewa T. znalazła się w wodzie i Ewa T. nie żyje - wyjaśniała Magdalena Mazur-Prus, rzecznik prasowy poznańskiej Prokuratury Okręgowej.

Mimo że policja i prokuratura niechętnie przekazywały wiadomości dotyczące zaginięcia Ewy, kolejne informacje zaczęły i tak wypływać dość szybko, głównie dzięki Rutkowskiemu. Ten „detektyw bez licencji” na konferencjach prasowych przekazywał następne informacje ze swoich „ustaleń”. A to pozwoliło częściowo odtworzyć, co robił kolega Ewy po godzinie 3.24, gdy - zgodnie z ustaleniami policji - był z nią widziany po raz ostatni na kamerach monitoringu.

- Kamery Hotelu Ibis zarejestrowały go już o godzinie 3.32, kiedy idzie w stronę ul. Kazimierza Wielkiego. Tam jest widoczny już o godzinie 3.35. Z kolei minutę później nawiązał pierwsze połączenie telefoniczne. Nie wiemy jednak, z kim i o czym rozmawiał - zapewniał Krzysztof Rutkowski.

Nadal nie było jednak wiadomo, co dokładnie wydarzyło się między godziną 3.24, kiedy Ewa i Adam byli jeszcze widziani razem, a 3.32, gdy mężczyzna został już zarejestrowany sam. Adam Z. w trakcie przesłuchiwań wielokrotnie zmieniał swoją wersję wydarzeń. Jednego dnia opowiadał, że był tak pijany, iż nic nie pamięta z feralnej nocy, a innym razem miał przyznać się, że wepchnął Ewę do rzeki.

Areszt stał się faktem
Ponad cztery godziny - tyle trwało posiedzenie aresztowe w sprawie Adama Z. To pokazywało, z jak trudną sprawą mamy do czynienia, gdyż przeważnie decyzje dotyczące tymczasowego aresztu są podejmowane w ciągu kilkudziesięciu minut. Ostatecznie sędzia przychylił się jednak do wniosku prokuratury i 4 grudnia wobec Adama Z. po raz pierwszy orzeczono 3-miesięczny areszt. Od tego momentu przedłużano go jeszcze dwukrotnie. Po raz pierwszy w lutym tego roku.

Jako ostatni widział Ewę Tylman. Adam Z. pozostanie w areszcie:

Źródło: TVN24

- Zebrany materiał dowodowy w postaci zeznań świadków oraz częściowo także podejrzanego wskazuje na wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez niego zarzucanego mu czynu - wyjaśniał tamtą decyzję sędzia Aleksander Brzozowski, rzecznik prasowy poznańskiego Sądu Okręgowego.
Areszt został też przedłużony w maju. Sąd ponownie wskazał na duże prawdopodobieństwo popełnienia przez Adama Z. zarzucanego mu czynu. Z taką decyzją znowu nie zgodzili się obrońcy podejrzanego. - Nie tylko nie zachodzi „duże” prawdopodobieństwo popełnienia tego czynu przez Adama Z. Moim zdaniem w ogóle nie zachodzi takie prawdopodobieństwo - mówił mecenas Ireneusz Adamczak, obrońca Adama Z.

Zgodnie z tamtą decyzją sądu, mężczyzna ma pozostać za kratkami do 27 sierpnia. Jednak wszystko wskazuje na to, że prokuratura będzie ponownie wnioskowała o przedłużenie aresztu. A odnalezienie zwłok 26-latki jest mocnym argumentem za tym.

- Gdyby okazało się, że jest to ciało Ewy Tylman, byłaby to bardzo ważna okoliczność dla tego postępowania. Zrobimy wszystko, by je zakończyć - nie ma wątpliwości prok. Łukasz Biela.

Eksperci podkreślają, że oficjalne potwierdzenie, iż odnaleziono ciało 26-latki, jednoznacznie wykluczyłoby wszystkie pozostałe wersje o porwaniu czy ucieczce kobiety. Dzięki temu tak naprawdę pozostałyby trzy możliwości: nieszczęśliwy wypadek, nieumyślne spowodowanie śmierci bądź zabójstwo. Prokuratura na razie wciąż przekonuje, że prawdziwa jest ostatnia z nich.

Rutkowski w swoim żywiole
Poszukiwania Ewy Tylman przyniosły za sobą wiele nowych wątków, które wypłynęły w ostatnich ośmiu miesiącach. Jednym z nich była kwestia samego Krzysztofa Rutkowskiego. Mimo że ten od samego początku zapewniał, że zależy mu na dobrej współpracy z poznańską policją, w praktyce było zupełnie inaczej. Pierwsze niesnaski pojawiły się już podczas poszukiwań prowadzonych nad Wartą w weekend, 28-29 listopada. Rutkowski grzmiał, że policja utrudnia mu pracę i nie chce pozwolić jego ludziom na prowadzenie działań.

CZYTAJ TAKŻE: Krzysztof Rutkowski: Prokuratura może wrabiać Adama Z. w zabójstwo

Punkt kulminacyjny nastąpił jednak 4 grudnia. Po tym, gdy orzeczono areszt wobec Adama Z., wieczorem policja zatrzymała na autostradzie A2 Rutkowskiego oraz jego współpracowników. Jeden z nich - Radosław B. - usłyszał później zarzut podżegania do składania fałszywych zeznań. Mężczyzna miał namawiać niejaką Karolinę K., by ta zeznała na policji, że widziała, jak Adam Z. zrzuca z mostu św. Rocha do Warty coś dużego. Sama Karolina K. usłyszała z kolei zarzut składania fałszywych zeznań.
Od tego momentu Rutkowski zaczął coraz częściej krytykować wielkopolską policję i śledczych. Coraz częściej zapewniał też, że złoży na nich zawiadomienie do sądu. Z kolei w ostatni wtorek ogłosił, że wystąpi o odszkodowanie ze strony Skarbu Państwa w wysokości 2 mln zł za rzekome narażenie jego firmy na straty wizerunkowe i finansowe.

- Interesy mojego biura zostały zmiażdżone. Przekazywanie informacji, że agenci biura Rutkowski fabrykowali dowody, naraziło nas na ogromne straty. Nie będzie taryfy ulgowej - grzmiał Rutkowski.

Kolejna kontrowersyjna, a nawet skandaliczna sytuacja zdarzyła się w tym tygodniu po przewiezieniu odnalezionego w Warcie ciała do poznańskiego prosektorium. Tam dwóch pracowników firmy pogrzebowej robiło sobie zdjęcia ze zwłokami. Ponadto zaledwie kilkanaście godzin później do poznańskich redakcji miał zgłaszać się mężczyzna, który odnalazł ciało w rzece. Oferował mediom zdjęcia i filmy zrobione przed przyjazdem policji. Wszystkie trzy osoby zostały zatrzymane przez policję. Pracownikom firmy pogrzebowej prokuratura może postawić zarzut znieważenia zwłok oraz ujawnienia informacji ze śledztwa. Mężczyzna, który odnalazł ciało, może usłyszeć tylko drugi z zarzutów.

ZOBACZ TAKŻE: Zarzuty dla "fotografów" zwłok i mężczyzny, który znalazł ciało

Zaginięcia w Polsce
Co roku w Polsce dochodzi do ok. 20 tys. zaginięć. Jednak zdecydowana większość osób, bo aż 98 procent, odnajduje się bez problemów. Zaginięcie Ewy Tylman jest drugim tak znanym przypadkiem, o którym usłyszał cały kraj. Wcześniej Polakami wstrząsnęła historia Iwony Wieczorek, która zaginęła w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku, gdy wracała z sopockiego Dream Clubu. 19-letnia wówczas kobieta przepadła jak kamień w wodzie. Podczas imprezy pokłóciła się ze swoimi znajomymi i postanowiła iść do domu. Po raz ostatni była widziana o godz. 4.12 przy wejściu nr 63 na plażę. Do dzisiaj nie ustalono, co później się z nią stało.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 47

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

E
Endriu

I dlaczego to wszystko z naszych podatków?
Jest tyle podobnych spraw a akrat jakaś Tylman jest najwazniejszym tematem w kraju.
Rozumiem, że sprawę trzeba wyjaśnić ale niekoniecznie z takim rozmachem.

G
Gość

Ciśnijcie sprawę medialnie nie odpuszczajcie, bo tak powinno być, tak jest że sprawy medialne są inaczej rozpatrywane.....

M
Magdalena jak niżej

Jak sądzisz to jest w porządku? Czyli co, twój koleś który razem z tobą pił przekonuje cię żebyś nie szła na taxi, bo się odprowadzi , ty wpadasz w nurt lodowatej wielkiej rzeki, a on nic nie robi, ale był w stanie zadzwonić do swojego kumpla i gadać z nim na telefonie 10 minut a nie był w stanie zadzwonić po wopr, policję, pogotowie , kogokolwiek? Koleś może sobie wyjść po tych nawet i 3 latach ale będzie skończony, zostanie mu chyba tylko ten "przyjaciel" do którego wtedy dzwonił

M
Magdalena

Dlaczego nie udzielił pomocy, dzwonił 10 minut do przyjaciela a potem podrzucono jej dowód na przystanek? Czy dlatego że Adam Z. jest cienkim bolkiem i dał się komuś wrobić, czy dlaczego że jest tępym ch***m i ma gdzieś co wy czujecie i myślicie bo ma chorą głowę i dlatego nie raczył nawet zadzwonić na pogotowie ani na policję jak Ewa wpadła do tej rzeki?? Powiem wam jedno, że wali mnie czy on potrafi pływać czy nie, on tam sobie idzie obejmuje ją ewidentnie, trzyma mocno, ona potem niby biegnie bo co? Biegnie do rzeki? Absurd?!!! A potem niby bał się popłynąć dlatego nie powiadomił pogotowia ani policji żeby koleżankę ktoś wyłowił z rzeki ? Tylko zadzwonił do "przyjaciela" i potem nie chcieli zeznać o czym rozmawiali!!!!!! Za nieudzielenie pomocy grozi tylko 3 lata i wam powiem że jak tego nie udowodnią to już chłoptaś sobie rok odsiedział, zostały mu tylko dwa lata i nieźle to sobie ktoś wykombinował. Jak kogoś zabić i posiedzieć tylko 3 lata

r
rash

Interesuje mnie jeszcze tylko motyw sprawcy? Dlaczego to zrobił?

r
roksff

Ona sama jest se winna!! Głupota i tyle zapłaciła za nią życiem

a
aaaa

Jak Cie temat nie interesuje to po co czytasz?!

g
grzesiu do ELAAN

Tak, już jakiś czas temu widziałem ten monitoring o którym piszesz. Jest to ostatni dostepny dla nas monitoring na którym widać Ewę żywą a pierwszy na którym widać Adama wracającego z nad rzeki. I pomyśleć, że to wszystko działo się niedaleko feralnej skarpy, gdzie żaden monitoring nie sięgał (nie licząc monitoringu z Polibudy który ma policja). Jeśli chodzi o czasy ze wszystkich monitoringów to niestety jest to największa niedogodność bo kamery są różnie pod tym względem ustawione. Ale tak jest wszędzie. Co do różnych zeznań Adama to trzeba przyznać, że sam się tym troche pogrążył. Nie na darmo w policji panuje dobrze znane przysłowie, że "kluczowa odpowiedź w sprawie znajduje się w pierwszym tomie akt", czyli kto co mówił, co robił, jak sie zachowywał na początku sprawy itd. Nie ukrywam, że jest to dobre posunięcie, ale jak pokazuje życie nie jest to reguła w każdej sprawie. Mnie najbardziej zastanawia to czy mieszanka środków (które rzekomo mieli im w klubie dosypać) z alkoholem mogła dać takie objawy jakie miał Adam, który mówił, że niczego nie pamięta, potem zmieniał kilka razy wersje. Tego także nie można całkowicie wykluczyć chociaż dla wielu może wydać się to irracjonalne. Jeśli Ewa wpadła do wody sama lub zostałaby wepchnięta przez Adama to żadnych śladów nie znajdą. No, chyba, żeby przed smiercią została mocno uderzona czy pobita , wtedy na jej ciele można by znaleźc jakieś ślady. Tez o tym pisałem niedawno. Ciekawe jest też, że Piotrowi Tylmanowi nie udostępniono monitoringu z Polibudy a jednego z monitoringów, które Piotr widział wcześniej, policja nie posiada. Ciekawa sytuacja i dająca dużo do myślenia.

t
tornado147

A jak inaczej skomentujesz n ie wchodząc ,tępa dzido ?

t
takasobiedziewczyna

Mnie bardziej śmieszy to, że odpowiedzialna i właściwa postawa ( można się bawić kontrolując ilość wypitego alkoholu ) jest nagle negowana i traktowana jako kuriozum i zachowanie nienormalne. To co, przepraszam bardzo, normalną rzeczą i powszechnie przez komentatorów akceptowaną jest upijanie się do nieprzyzwoitości? Ludzie, opamiętajcie się, jeżeli zaczniemy traktować jako normalne zachowanie wychodzenie z klubów ledwo trzymając się na nogach, to do czego to zaprowadzi? Kobieta, dorosła, 26 letnia wyszła totalnie pijana, a większość komentatorów wciąż traktuje to jak normę i dziwi się, że jej się coś stało.

t
takasobiedziewczyna

Winien, bo Ty tak chcesz? Jesteście niesamowici, drodzy komentatorzy. Sprawę znacie tylko z mediów, które, wiadomo, rzetelnych faktów nie podadzą, bo nie w tym leży ich interes. Wglądu do akt nie macie, proces się jeszcze nie zaczął a Wy już wszystko wiecie i tyle. Brawo, zdolny naród mamy ;-)

t
takasobiedziewczyna

Miała chłopaka. Gdzie on był? Zgadzam się z Tobą, dziewczyna wykazała się totalną bezmyślnością.

E
ELAAN

Pozytywnie odbieram Twoje zaangażowanie. Na razie za wcześnie przesądzać o winie czy braku winy. To nie nasza rola. Jeśli jednak jesteś tak zaangażowany w tą sprawę, to jest/był np. dostępny online monitoring z falowca (kamerka z wjazdu do garażu), która nagrała jak oboje idąc chodnikiem końcówką ul. Mostowej i dochodzą wzdłuż skweru do lewej wiaty przystanku (około 3:21:25 wg. czasu kamery). Przed nimi przechodzień, który wyminął ich wcześniej na ul. Mostowej. Stamtąd nieprzerwanym krokiem jest około minuty do samego parkingu i skarpy. Jakość obrazu bardzo słaba. Ta sama kamera uchwyciła potem wracającego chłopaka krótko po 3:30. Sam przedział czasowy jest prawidłowy. Nie wiadomo jednak, czy godzina nagrania odpowiada dokładnie czasowi rzeczywistemu. PS: Przyspieszony krok to także za mało, żeby się oddalić nagle i wpaść do rzeki, tak że tylko z daleka było widać, że tonie. Tym bardziej teren za trudny na szybki bieg w tym stanie od samego przystanku czy od skarpy. Chyba że stałoby się na łące albo już bardzo blisko samego brzegu. Niespójności w wersji chłopaka w połączeniu z monitoringami otworzyły policji wersję do własnej wersji o skarpie i zamiarze ewentualnym. Mało czasu, wymagałoby to niezwykłego zdecydowania ze strony A., maksymalizuje jego rolę, stąd wzbudza ta wersja wiele kontrowersji. Ze swojej strony A. zmieniał swoją wersję. Mówił chyba o amnezji, potem zostawieniu na przystanku, potem przedstawił wersję o nieporozumieniu/szarpaninie i ucieczce. Wersje podane przez A. wskazują na jego dość neutralną rolę (poza samym nieporozumieniem) i minimalizują jego rolę. Te zmiany wzbudzały domysły po stronie śledczych. Pozostaje jeszcze nadbrzeże jako miejsce zdarzenia. Jeśli do zdarzenia doszło nad samą rzeką, to zarówno policja jak i chłopak i jego obrona są w pacie. Trudno będzie stwierdzić, co się stało dokładnie. Obecne badania ciała Ewy nie rozstrzygną tego. Samo stwierdzenia utonięcia nie rozstrzygnie nic. Sprawa może nigdy nie zostanie wyjaśniona. Można będzie przyjąć każdą wersję: od całkowicie nieszczęśliwego wypadku (przypadkowe poślizgnięcie się) do ewentualnego poślizgnięcia do wody / zepchnięcia do wody wskutek jakiegoś nieporozumienia i szarpaniny. W takim przypadku policja musiałaby mieć coś przekonywującego, jeszcze bardziej niż w wersji ze skarpą. Pozostaje oczywiście pytanie, po co mieliby iść nad sam brzeg na krótko przed przyjazdem tramwaju (około kwadransu).

g
grzesiu do ELAAN

Po pierwsze to byłem na miejscu zdarzenia i to niedługo po zaginięciu (do mojego przybycia panowały podobne warunki atmosferyczne jak w dniu zaginięcia) i wiem jak to miejsce wygląda. Po drugie ja nie napisałem, że biegła tylko, że przyspieszyła kroku (chociaż dostępne wyraźne monitoringi nie nagrały Ewy jak idzie sama bez pomocy Adama, więc trudno tu o jakąś skalę porównawczą). Po trzecie dopuszczam też możliwość, że byli też przy samej rzece jak i w okolicy rzeki (kilka, kilkanaście metrów od niej) gdy nastąpiła ta tragedia. Po czwarte, pisząc o oddaleniu się Adama z miejsca zdarzenia a potem jego wędrówkę na inny most i stamtąd lustrację mostu Rocha to nie miałem na myśli tego, że Adam miał nadzieję, że ktoś widział to zdarzenie i wezwał pomoc. Przeciwnie, miałem na mysli to, że Adam miał nadzieję, że oprócz niego nie było żadnych innych swiadków i tym samym, gdy się o tym przekonał , że na moście Rocha nic się nie dzieje to spokojnie mógł iść potem do domu unikając jakichkolwiek podejrzeń. Po piąte pogotowie i policja odnotowują każde zdarzenie bo wszystko jest nagrywane. Po szóste, w większośći przypadków istnieje możliwość odzyskania treści smsów z telefonu (pod warunkiem że karta nie jest uszkodzona fizycznie lub silnie namagnesowana) za pomocą specjalnych programów. Jeśli by to nie było możliwe do zrobienia samemu to można poprosić producenta karty, ale jak wspomniałem nie może ona być uszkodzona czy namagnesowana. Kosztowałoby to pewnie nie mało, ale jeśli policję i inne służby te poszukiwania i inne czynnośći kosztowały już tyle pieniędzy to przynajmniej ja nie oszczędzałbym na tej sprawie ani grosza i na ich miejscu zrobiłbym absolutnie wszystko co byłoby możliwe do zrobienia żeby jak najwięcej w tej sprawie się dowiedzieć. Tu chodzi o przyszłość młodego człowieka, który może spędzić wiele lat w więzieniu. A co jeśli po wielu latach okaże się, że nie był winny lub jego wina była mniejsza niż teraz się zakłada ? Jeśli było tak jak pisałem to Adam mógłby odpowiadać co najwyżej za nie udzielenie pomocy, ale to już sprawa sędziego. Chociaż nie ukrywam, że ja w tak głośnych i skomplikowanych sprawach jak ta, to chciałbym, aby decyzje podejmowała ława przysięgłych (złożona ze zwykłych osób zupełnie nie wtajemniczonych w tę sprawę ani nie znająca jej od podstaw) która zapoznawałaby się dopiero z materiałem zebranym przez prokuraturę (pod warunkiem , że wykonano by wcześniej wszystkie czynności śledcze jakie byłyby z technicznego punktu widzenia możliwie do wykonania, nawet te najdroższe czynnośći). Ale to tylko moje marzenie, które pewnie nigdy się ni ziści. Tyle w temacie.

g
grzesiu

Biegłym sądowym to może przesada, ale w wielu innych krajach policja systematycznie korzysta z usług jasnowidzów i nie jest to wcale dziwne. Podanie wizji przez jasnowidza nie załatwia sprawy bo oprócz tego trzeba mieć jeszcze doświadczone osoby które będą mogły te wizje jak najdokładniej rozszyfrować bo to nie jest takie proste. Inna sprawa to to co już się wydarzyło (i możliwość odczytania tych informacji) a inną sprawą jest to co dopiero ma się wydarzyć (gdzie my wszyscy kreujemy przyszłość i wiele zależy od naszych decyzji, więc przyszłość jest w zasadzie nieznana).

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3