Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła 70 kontroli dotyczących elektrowni wiatrowych. Objęły one objęły 51 urzędów gmin i 19 starostw. Efekt? W jednej trzeciej skontrolowanych gmin - na planowanych inwestycjach - skorzystali wójt lub jego najbliższa rodzina, urzędnicy gminni oraz radni. Ci, którzy podejmowali decyzję dotyczącą lokalizacji wiatraków lub ich bliscy - dzierzawili tereny pod inwestycję.


Strefa AGRO także na Facebooku. Dołącz do nas!

 

Kolejna sprawa, w 90 proc. gmin objętych kontrolą, zgoda władz na lokalizację była uzależniona od sfinansowania dokumentacji planistycznej lub darowizny na rzecz gminy.Środki na opracowanie planu powinny pochodzić natomiast z kasy danej gminy.

 

Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Infrastruktury, prezes NIK przedstawił również informację o nieadekwatnym pomiarze hałasu generowanego przez elektrownie wiatrowe. Jak podkreślił, hałas mierzono bowiem przy zbyt niskiej wietrzności.

 

Według NIK-u, najwięcej kontrowersji przyniosło niewystarczające informowanie okolicznych mieszkańcow o lokalizacji ferm wiatrowych. Ponadto, Izba zwróciła uwagę na to, iż władze gmin uznawały, iż nieobecność mieszkańców na spotkaniach poświęconych wiatrakom, oznaczała akceptację pomysłu. 

 

Wątpliwości wzbudziło też lokalizowanie i budowa elektrowni wiatrowych na terenach objętych ochroną przyrody.

 

Biuro prasowe Izby opisuje: Organy podatkowe gmin i inwestorzy często odmiennie interpretowali kwestię podstawy opodatkowania elektrowni wiatrowych podatkiem od nieruchomości. Kwestią sporną pozostawało, czy do zakresu przedmiotowego podstawy opodatkowania należy wliczać całą wartość elektrowni, czy wyłącznie wartość jej części budowlanych. Polskie prawo nie przewiduje dotychczas opłat z tytułu gospodarczego korzystania ze środowiska, którym podlegałyby tego rodzaju inwestycje. Tymczasem opłaty takie mogłyby kompensować negatywny wpływ elektrowni wiatrowej na środowisko.

 

Źródło informacji: nik.gov.pl