Filip Springer o Okrąglaku i "chamskiej deweloperce" [ROZMOWA, ZDJĘCIA]

Marcin Kostaszuk
Marcin Kostaszuk
Najlepsza książka roku 2012 według słuchaczy radiowej "Trójki" to "Źle urodzone" Filipa Springera, byłego dziennikarza "Głosu Wielkopolskiego". O spojrzeniu na architekturę PRL-u bez politycznego bagażu, przyszłości Areny, Arsenału oraz owocach dzisiejszej "chamskiej deweloperki" opowiada Filip Springer - w rozmowie z Marcinem Kostaszukiem

Na początku grudnia znajomi przyznali Ci tytuł Denominatora Roku za wszystkie nagrody, do których w 2012 roku byłeś nominowany, a których… nie dostałeś.
Filip Springer: Rzeczywiście, ale nie mam z tym problemu. Wszystko, co się wydarzyło to większa radość, niż to co się nie wydarzyło.

Czytaj także:
Okrąglak wybrany "Najlepszą modernizacją roku"!
Poznań: Okrąglak uroczyście otwarty [ZDJĘCIA]
Konserwator zabytków: Trzeba zachować Arenę [FILM]
Jan A.P. Kaczmarek chce zburzyć Arenę. Dlaczego?

A i tak na koniec roku słuchacze radiowej Trójki przyznali ci tytuł autora najlepszej książki roku. Mam wrażenie, że na "Źle urodzone", Twoją opowieść o modernistycznych budowlach, głosowali nie tylko czytelnicy, ale też osoby, które porwałeś myślą, że nie wszystko, co źle urodzone, trzeba od razu zburzyć. Czujesz, że skupiłeś wokół siebie pewien społeczny sentyment do takich budynków, jak obserwatorium na Śnieżce, poznańska Arena czy katowicki Spodek?
Filip Springer: Pojawiają się interpretacje, że ta książka wpisała się w modę na PRL, której wyrazem jest na przykład lans na jedzenie w barach mlecznych. Nie do końca się z tym zgadzam, ale nie chcę też dedukować, dlaczego tyle osób zagłosowało na moją książkę. Często natomiast jestem pytany o coraz szersze zainteresowanie tym tematem i wydaje mi się, że do głosu dochodzi generacja ludzi w moim wieku, takich jak Jarek Trybuś, czy ludzie ze stowarzyszenia Odblokuj, którym nie wystarczają proste odpowiedzi. Ktoś nam wmówił w dzieciństwie, że wszystko w PRL-u było parszywe - i koniec. Część ludzi to kupiła, części ta odpowiedź nie zadowalała. Dziś, mając możliwości twórcze, finansowe i inne, zaczynamy szukać tych odpowiedzi sami. Dlatego powstają książki i projekty na ten temat - między innymi "Źle urodzone".

Bo dla was ważny jest nie rodowód i okres powstania obiektu, ale doza pasji, talentu i odwagi jego architekta i inwestora?
Filip Springer: Nie mamy już żadnego politycznego bagażu z PRL-u. Spotkałem się ostatnio z opinią Pawła Goźlińskiego, który po lekturze książki wysnuł wniosek, że w ogóle nie dotknąłem tamtych czasów, bo nic mnie złego w komunizmie nie spotkało, bo w 1989 roku miałem 7 lat. Dlatego moja generacja może pisać już inaczej i pewne wątki są pomijane, bo nie mogłem ich samemu dotknąć.

Na Twojej liście "pomników modernizmu" Poznań ma sporo pozycji. Ich przyszłość rysuje się różnie: Okrąglak wypiękniał i wrócił "do służby" za sprawą nowych właścicieli, ale na przykład Arenę kompozytor Jan A.P. Kaczmarek chciałby zburzyć. Toczy się zatem walka o przyszłość tych budowli, w której bierzesz czynny udział. Na przykład ostro polemizując z Kaczmarkiem na naszych łamach.
Filip Springer: Tak. Poznań jest i przez jakiś czas pewnie będzie w bardzo dobrej sytuacji. Mamy jeszcze kilka budynków w skali Polski wybitnych, które nie są zniszczone i jest w nich cały czas wartość architektoniczna - są to Arena, Dom Weterana, AWF czy Arsenał i sukiennice.

Polemika Filipa Springera z Janem A.P. Kaczmarkiem

Okrąglak to fundamentalny argument za tym, by wszystkie te obiekty ochronić, pamiętając oczywiście w jaki sposób Okrąglak został zachowany. Wszystkie próby zrobienia z niego tego, do czego go projektowano - czyli domu handlowego - nie powiodły się. Zmieniono mu jednak funkcję i znalazł się ktoś, kto w remont zainwestował pieniądze, odrestaurował go i jest super. W przypadku sukiennic i Arsenału dziecinnie proste będzie zrobić coś podobnego: dostosowując obiekt do aktualnych potrzeb zachować wartość tego budynku. W przypadku Domu Weterana byłoby podobnie, choć wiadomo, że funkcja tego obiektu się nie zmieni…

Chwileczkę - o czym myślisz, mówiąc o zmianie funkcji Arsenału czy sukiennic?
Filip Springer: Pamiętamy dyskusję wokół Pasażu Kultury, jakoby zabierającemu Wielkopolskiemu Muzeum Wojskowości klientów, którzy nie mieli jak oglądać tych wszystkich zakurzonych zbroi. To jest klasyczny przykład, że nie trzeba zmieniać architektury, tylko mentalność. Pasaż Kultury, jakkolwiek zasłaniał cały Arsenał, powodował, że to miejsce zaczynało żyć - tam gdzie ludzie dotąd tylko sikali po piątkowych imprezach, nagle można było usiąść i posłuchać muzyki. Funkcja nadana Arsenałowi jest dobra, tylko trzeba ją dobrze realizować - tak jak robi to Galeria Miejska Arsenał, a nie muzeum. Podaję ten przykład, bo nawet minimalna zmiana jest wskazana. Budynek zaprojektowano wprawdzie jako BWA, ale potem na przykład sprzedawano tam telewizory, czyli takie zmiany już były.
W przypadku Areny jest trudniej, bo nie zrobi się w niej na przykład mieszkań. Można jednak dać odżyć Arenie choćby częściowo - na przykład latem, na jej zewnętrznym okręgu stworzyć miejsca, gdzie można wypić kawę i poleżeć na leżaku. Być może to przyniosłoby obiektowi więcej pieniędzy i pomogło go utrzymać. Arenę czekać będą kolejne remonty, ale wyburzenie jest moim zdaniem najgorszym pomysłem.

Można też odnaleźć nowe formuły w środku. W listopadzie na festiwalu rockowym Luxfest, w holu wokół sali głównej równolegle toczył się drugi festiwal - dla dzieci, których rodzice bawili się pod sceną.
Filip Springer: Młodzi architekci tylko czekają na szansę, by wymyślić coś fajnego w istniejących obiektach. Przygotowując reportaż o Zofii i Oskarze Hansenach rozmawiałem z studentami architektury ostatnich lat, o tym, co chcieliby zrobić na Osiedlu Słowackiego w Lublinie albo na Przyczółku Grochowskim w Warszawie. We wszystkich rozmowach na temat konkretnych obiektów staram się właśnie odsyłać do specjalistów. Mogę podać przykład Okrąglaka jako udanej zmiany przeznaczenia budynku i proponować to samo działanie w innych miejscach, ale o tym jak to zrobić, powinni mówić architekci! A nie kompozytorzy, dziennikarze czy lekarze - bo wtedy to nigdy nie zadziała.

Przenieśmy się o 30, 40 lat w przyszłość. Czy w połowie XXI wieku obiekty, które dziś budują nowe oblicze Poznania, będą nazywane "dobrze urodzonymi"?
Filip Springer: Nie. Ten boom z okazji Euro był wielką obietnicą, ale nie wiemy na przykład, jak bardzo te wszystkie dziś zbudowane aquaparki, słoniarnie i inne obiekty wpiszą się w strukturę miast. Patrząc pod względem architektonicznym, mamy parę fajerwerków, do których niestety nie należy poznański stadion. Tyle, że na stadion ludzie pójdą raz w miesiącu - mnie bardziej interesuje budownictwo mieszkaniowe, w jaki sposób projektuje się przestrzeń, w której żyją. Mam nadzieję, że za 30 lat będzie mi dane napisać książkę, jak ta architektura zniosła próbę czasu - na przykład na przykładzie osiedli mieszkaniowych na Naramowicach w Poznaniu. O tym, jak bardzo nie sprawdza się ciasna, chamska deweloperka, sprowadzająca się do upchania na działce budowlanej jak największej ilości mieszkań. Ciekawe, co po 30 latach będą o tym myśleć ich mieszkańcy? Mam podejrzenie, że będą mówili gorzej, niż obecni mieszkańcy bloków z wielkiej płyty. Metraże może mają lepsze, ale jakie będzie to miało znaczenie, po tylu latach z widokiem na okno sąsiada 15 metrów dalej? Na osiedlach projektowanych w czasach PRL-u takie miejsca są rzadkością.

Czyli opiszesz osiedla dobrze urodzone, ale źle wykonane?
Filip Springer: Jestem prawie pewien, że takich osiedli nikt nie będzie nazywał "dobrze urodzonymi". Mało tego, mam refleksję, że mógłbym napisać książkę "Źle urodzone" o architekturze współczesnej i tylko słowa "socjalizm" zmienić na "neoliberalizm", albo "drapieżny kapitalizm". Wszystko pozostałe by pasowało. Oczywiście dziś architektowi nikt nie mówi, że nie może np. użyć różnych kolorów farby, bo każdy kolor jest w sklepie, ale jestem przekonany, że wiele z tych historii mógłbym napisać o dzisiejszych architektach i zatytułować moją książkę tak samo. Zamiast tego piszę teraz "Przewodnik po śmietniku" - o niszczeniu przestrzeni publicznej w Polsce.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
KRYSS
Zgadzam się z P Springerem, że nie powinno się burzyć tych obiektów i że powinny po zmianie funkcji lub przeznaczenia dalej pełnić role obiektów użytecznych publicznie , jednak nie powinno to dotyczyć wszystkich realizacji z tamtego okresu bo są to takie same bochomazy jak niektóre dzisiejsze realizacje. Co do zagospodarowania przestrzennego dzisiejszych osiedli w porównaniu z okresem PRL -u należny jednak pamiętać o prostym fakcie w jaki sposób BYŁY POZYSKIWANE i przeznaczane grunty pod budowę tych osiedli i jakie były tego koszty w porównaniu z dzisiejszym czasem, są to sprawy kompletnie nie porównywalne do dzisiejszej sytuacji, projektant miał do dyspozycji w praktyce niczym nie ograniczoną przestrzeń prawie o dowolnych parametrach, co dzisiaj jest praktycznie nie możliwe. Reasumując dzisiaj też są realizacje dobre lub bardzo dobre jak również kontrowersyjne , przykłady można mnożyć. Zgadzam sie też że więcej powinno się słuchać urbanistów i architektów a nie wszystkich chętnych którzy zawsze na wszystkim się znają w tym na architekturze, bo co innego tzw. dobry lub zły gust , a co innego wiedza i wykształcenie w danym zakresie.
Dodaj ogłoszenie