Film: "Artysta" - pewny kandydat do Oscara [RECENZJA]

Jacek Sobczyński
"Artysta" to piękny hołd, złożony kinu niememu
"Artysta" to piękny hołd, złożony kinu niememu FORUM FILM
Udostępnij:
W tym roku Oscara za najlepszy film dostanie prawdopodobnie obraz... niemy. Co lepsze, dla nikogo nie powinno to być zaskoczeniem.

Na początek anegdotka: podobno w kilku brytyjskich kinach widzowie wyszli z seansu "Artysty" i oburzeni udali się do kas z żądaniem zwrotu pieniędzy za bilety. Poczuli się oszukani - nikt nie powiedział im, że film Michaela Hazanaviciusa jest niemy i nakręcony na czarno - białej taśmie. By lojalnie ostrzec przeciwników kina retro przypominamy: tak, "Artysta" jest w całości czarno - biały i tak, w filmie (poza ostatnią sceną) faktycznie nie pada ani jedno słowo. Jeśli nie lubisz takiego kina, nie czytaj dalej tej recenzji.

A skoro zostaliśmy w okrojonym gronie, możemy rozpocząć litanię pochwał. Bo i jest nad czym się rozpływać.

Choć patrząc tylko pod kątem scenariuszowym, snuta przez Hazanaviciusa historyjka jest utkana w dość prosty sposób. Mamy George’a Valentina, staroświeckiego amanta z zabójczym wąsikiem i równie zabójczym, zawadiackim uśmiechem (fenomenalnie grający go Jean Dujardin sporo czerpał z aktorstwa Douglasa Fairbanksa, słynnego przedwojennego gwiazdora Hollywood) oraz zakochaną w nim młodą aktoreczkę Peppy, nieśmiało pukającą do bram Fabryki Snów. Mamy też koniec lat 20. i początek technologicznej rewolty w Hollywood; oto kino dźwiękowe zaczyna wypierać wszechobecne dotąd filmy nieme a na rynku największych aktorskich gwiazd dochodzi do sporego przetasowania, którego ofiarą pada niepotrafiący przystosować się do nowych warunków Valentin.

Uchodzący za faworyta do wyścigu po najważniejszego Oscara "Artysta" jest niesamowitym, kompleksowo złożonym hołdem dla kina niemego. Hazanavicius zadbał o najdrobniejsze szczegóły: scenografia, ekspresyjny styl gry aktorów, silnie rozbudowana rola zwierzęca (tak, w latach 20. hollywoodzkie zwierzaki znajdowały się na topie) a nawet rzadko używany dziś montaż równoległy - to wszystko odwołuje się do ery pre-dźwiękowej w kinie. Pokazał też, że nie jest jedynie sprawnym imitatorem - nigdy nie zapomnicie niesamowitej sceny, w której Valentin z przerażeniem "odkrywa" dźwięk. Przelewając na taśmę swoją miłość do starego kina reżyser wydobywa z widzów to, co pierwotnie X Muza miała czynić - doprowadza ich do naiwnego wzruszenia.

Piękne kino z myszką, które od pierwszych scen zjada z kosteczkami "Avatary", "Trony" i inne trójwymiarowe cudeńka. Gorąco polecamy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Głos Wielkopolski
Dodaj ogłoszenie