Gastronomia w czasach pandemii. Jak lokale w Poznaniu radzą sobie po zniesieniu obostrzeń?

Bartosz Kijeski
Bartosz Kijeski
Właściciel lokalu Ministerstwa Śledzia i Wódki ma nadzieję, że nie będzie kolejnego lockdownu.
Właściciel lokalu Ministerstwa Śledzia i Wódki ma nadzieję, że nie będzie kolejnego lockdownu. Grzegorz Dembiński
Minęły blisko dwa miesiące od poluzowania obostrzeń w gastronomii. Obecnie restauracje oraz puby mogą przyjmować 75 proc. gości w swoich lokalach, a także dodatkowo na ogródkach gastronomicznych z zachowaniem przepisów sanitarnych. Wielu restauratorów odbiła się od dna, ale do końca nie są pewni swojej przyszłości.

Kolejki w dniu otwarcia

Gastronomia otworzyła się 15 maja. Wtedy to, po raz pierwszy od października, restauracje oraz puby mogły zacząć przyjmować swoich klientów. Na początku mogło to się odbywać wyłącznie na ogródkach gastronomicznych z zachowaniem reżimu sanitarnego. To jednak nie odstraszyło spragnionych Poznaniaków do odwiedzenia swoich ulubionych miejsc.

- Pierwsze tygodnie to było jakieś apogeum. Spodziewaliśmy się dużej ilości klientów, jednak to co wydarzyło się w dzień ponownego otwarcia przerosło moje oczekiwania

- mówi Bartosz Dobrowlański, właściciel lokalu Ministerstwa Śledzia i Wódki.

[cyt- ]Ludzie zaskoczyli nas bardzo pozytywnie. W pierwszy weekend była ogromna liczba ludzi. Wszystkie ogródki restauracyjne były pełne[/cyt] - dodają Anna i Błażej Komorscy, właściciele restauracji Bamberka na Starym Rynku.

Z racji tego, że pandemia nadal trwa, liczba turystów odwiedzających poznańskie lokale drastycznie spadła. Właściciele Bamberki są zaskoczeni tym, że lokalni klienci chętnie odwiedzają ich miejsce, w którym serwują gościom tradycyjną, wielkopolską kuchnię.

- Poznaniacy bardzo nas zdumieli. Klient wcześniej miał inne podejście do obsługi, obecnie jest bardzo wyrozumiały. Częściej zostawiają napiwki kelnerom, niż w latach ubiegłych. To pokazuje, że utożsamia się on z gastronomią w tych trudnych czasach

- dodają państwo Komorscy.

Po lockdownie ilość zamówień się u nas zwiększyła, jednak to nie to samo, co przed zamknięciem

- mówi jedna z menadżerek jednego z poznańskich lokali serwujących sushi.

Pracownicy w gastronomii pilnie poszukiwani

Październikowe zamknięcie gastronomii spowodowało ogromne zmiany na rynku pracowniczym. Studenci, którzy są lwią częścią tego sektora gospodarki, z racji zajęć zdalnych na uczelniach pozostali w swoich domach w różnych częściach kraju. Wiele osób z obawy przed ogromną niewiadomą oraz widmem kolejnej fali koronawirusa postanowiło zmienić całkowicie branżę.

Obecnie bardzo ciężko jest znaleźć dobrego pracownika. Doświadczenie u nas nie jest ważne, bo tego można się nauczyć. My oczekujemy zaangażowania w pracę, a ostatnio bardzo ciężko znaleźć kogoś chętnego do pracy.

– mówi nam Jarek Dyba, właściciel lokalu Gastrofaza.

- Na początku było bardzo trudno znaleźć kogokolwiek. Nie wspomnę już o kimś z doświadczeniem za barem. W tej chwili sytuacja się trochę unormowała, jednak zapytań o pracę jest dużo mniej

– podkreśla Bartosz Dobrowlański.

Trudniejszym zadaniem jest znalezienie kucharza, których również brakuje na rynku pracy.

- Znalezienie dobrego kucharza z fajnym CV jest obecnie nie lada wyzwaniem. Nie możemy zatrudniać na to miejsce osób bez doświadczenia

- mówi Ada, kelnera restauracji Balans.

Dłuższy czas oczekiwania na wynos

Poznaniacy w trakcie pandemii bardzo mocno przyzwyczaili się do spożywania posiłków na wynos. Popularne aplikacje, przez które możemy zamówić jedzenie przeżywają swoją hossę. Co za tym idzie? Dłuższy czas oczekiwania na posiłek. Restauracje z powodu większego zainteresowania muszą poradzić sobie z natłokiem zamówień.

Zdarzają się sytuacje, kiedy lokale są zmuszone na zawieszenie przyjmowania zamówień od klientów z powodu dużego zainteresowania.

- Staramy się, aby każdy z naszych klientów był należycie obsłużony. Faktycznie, czas dostawy nieznacznie się wydłużył. Kiedy widzimy, że zamówień jest za dużo, po prostu nie przyjmujemy kolejnych, z troski o to, aby klient, który zamówił posiłek był w pełni zadowolony

- mówi nam pracownik jednej z dużych sieci franczyzowych.

Obawa przed niewiadomym

Lokale gastronomiczne działają prężnie. Pozostaje jednak pytanie, jak długo? Najbardziej, czego obawiają się wszyscy restauratorzy, to czwartej fali koronawirusa oraz zamknięcia gastronomii. Niektórzy przyznają otwarcie, że nie wykluczają sprzeciwienia się ponownym obostrzeniom i zakazom.

Jednak to nie jest jedyna obawa restauratorów. W perspektywie czasu czeka nas remont płyty Starego Rynku, która może znacząco uprzykrzyć życie właścicielom lokali gastronomicznych.

- Uważamy, że to może być gorsze niż lockdown. Do końca nie wiemy w jaki sposób to się będzie odbywać oraz nie wiemy jak długo to potrwa. Nadal nie mamy technicznych informacji, w jaki sposób będzie to się odbywać. Otrzymujemy cały czas szczątkowe informacje, jednak żadnych konkretów

- podkreślają Państwo Komorscy.

Póki co, nie ma żadnych przesłanek, aby lokale miały się zamykać w najbliższych tygodniach.

Astronauci amatorzy polecieli w kosmos

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie