Gdzie jest Marek Falenta? Jak to możliwe, że "mózg" afery...

    Gdzie jest Marek Falenta? Jak to możliwe, że "mózg" afery taśmowej rozpłynął się we mgle? Poszukiwania trwają, jest list gończy

    Witold Głowacki

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Marek Falenta pozostaje nieuchwytny od ponad 63 dni

    Marek Falenta pozostaje nieuchwytny od ponad 63 dni ©fot. Michał Dyjuk

    Jakie są szanse na odnalezienie Marka Falenty? Pytamy specjalistów od poszukiwań.
    Marek Falenta pozostaje nieuchwytny od ponad 63 dni

    Marek Falenta pozostaje nieuchwytny od ponad 63 dni ©fot. Michał Dyjuk

    Według najbardziej przychylnej dla Marka Falenty - biznesmena z branży węglowej, znanego publicznie w roli „mózgu” afery taśmowej - interpretacji, powinien był on stawić się do zakładu karnego 1 lutego. Tymczasem od tego momentu minęły już 2 miesiące z okładem, a Falenty ani widu, ani słychu. Jak to się stało, że jeden z najbardziej znanych polskich skazanych rozpłynął się we mgle zamiast odsiadywać wyrok. Analizujemy tę sprawę i szukamy wskazówek u dwóch byłych policjantów, którzy mieli wiele do czynienia z odnajdywaniem poszukiwanych przestępców.

    - Zacznijmy od tego, że Falenta powinien był być pod dyskretną obserwacją przynajmniej od listopada, czyli od ostatniego odrzucenia wniosku o odroczenie wykonania kary. To przecież wtedy stało się jasne, że dalsze unikanie przez niego więzienia jest już niemożliwe. I że może spróbować ucieczki, skoro aż tak bardzo zależy mu na tym, żeby nie trafić do zakładu karnego - mówi nam były oficer policji, który wielokrotnie uczestniczył w poszukiwaniach osób ściganych listem gończym, obecnie zaś zajmuje się ochroną VIP-ów w sektorze prywatnym.

    Źródło: TVN 24



    Z tym listopadem to trafna uwaga. Marek Falenta został skazany na 2,5 roku więzienia za zlecenie podsłuchów polityków i biznesmenów w ramach tzw. afery taśmowej już w 2016 roku. W grudniu 2017 roku Sąd Apelacyjny ostatecznie odrzucił jego apelację od wyroku. Do zakładu karnego Falenta jednak nigdy się nie stawił. Najpierw wyglądało to dość standardowo. Przez prawie rok obrońcy Falenty zabiegali o odroczenie wykonania kary, powołując się na zły stan zdrowia skazanego - to bardzo częsta praktyka. Ale w listopadzie ubiegłego roku Sąd Okręgowy odmówił skazanemu odroczenia, z kolei 31 stycznia warszawski Sąd Apelacyjny odrzucil zażalenie Marka Falenty na tę listopadową decyzję. Wiadomo, że już w grudniu - kiedy wyznaczano pierwsze terminy rozpatrzenia zażalenia - Falenta nie stawiał się na rozprawach, sąd miał też problem ze skontaktowaniem się z jednym z jego obrońców.
    Ściganego listem gończym Marka Falentę szukają policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych Komendy Stołecznej Policji
    Były policyjny łowca głów: - Właśnie wtedy, w trakcie rozpatrywania tego zażalenia, które z prawnego punktu widzenia można zaliczyć do kategorii środków typu „tonący brzytwy się chwyta”, mogło być już za późno, żeby Falenty po prostu pilnować. Najprawdopodobniej był to już czas, w którym można go było już tylko szukać. Tu trzeba pamiętać, że im więcej czasu upływa od momentu zniknięcia chcącej się dobrze ukryć osoby do rozpoczęcia poszukiwań, tym trudniej będzie ją odnaleźć. To elementarz, oczywistość nawet dla nowicjusza.

    Na początku lutego zaginiony Marek Falenta był już - razem z około 7 tysiącami innych przestępców - poszukiwany przez policję. 1 marca wydano za nim list gończy. Jak dotąd ani jedno, ani drugie nie pomogło.

    Szukaniem Falenty zajmują się policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych Komendy Stołecznej Policji. Takie zespoły - nazywane przez media grupami łowców głów - istnieją na poziomie komend wojewódzkich od czasów Adama Rapackiego, który powołał je do życia. Mają zwykle kilku-kilkunastoosobowy skład. Trafiają do nich wyjątkowo doświadczeni i błyskotliwi policjanci. Zajmują się odnajdywaniem konkretnych osób wytypowanych z list poszukiwanych. Najczęściej szukają najbardziej niebezpiecznych wśród zbiegłych przestępców. Czasem takich, którzy dokonali przestępstw gospodarczych na gigantyczne kwoty. Czasem wreszcie tych, którzy wprawdzie sami mają na koncie dość pospolite przestępstwa, ale mogą mieć wiedzę dotyczącą znacznie poważniejszych spraw - na przykład dotyczącą przestępczości zorganizowanej.

    - Szanuję tych ludzi - mówi nam prywatny detektyw, również z przeszłością w policji. - To policyjna elita, może mniej znana ogółowi niż np. CBŚP czy sekcje antyterrorystyczne, ale nie da się ukryć, że zwykle to najlepsi z najlepszych. Stosują metody, których nie powstydziliby się Amerykanie, korzystają ze wsparcia najlepszych ekspertów - psychologów, kryminologów, informatyków czy profilerów. Mają na koncie mnóstwo realnych sukcesów.

    Działania zespołów poszukiwań celowych wcale nie są takie nieznane opinii publicznej. Poznański ZPC wsławił się szybkim (poszukiwania trwały dwa tygodnie) odnalezieniem i zatrzymaniem na Malcie ochrzczonego mianem polskiego Hannibala Lectera Kajetana P., który w makabryczny sposób zamordował w Warszawie młodą nauczycielkę włoskiego. Wrocławscy policyjni „łowcy głów” schwytali przestępcę, który z wieloletnimi wyrokami na koncie skutecznie ukrywał się przez 13 lat, z czego bardzo długo za granicą. W końcu uznał, że wymiar sprawiedliwości o nim zapomniał - i pod zmienioną tożsamością, z dokumentami zupełnie innej osoby, wrócił do kraju. Policjanci czekali na niego już na lotnisku. Zbiegły skazaniec ukrywał się i posługiwał cudzymi danymi tak długo, że już po zatrzymaniu nie był sobie w stanie przypomnieć własnej daty urodzenia.
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo