Georges Bereta: Wierzę w to, że Polska zagra w półfinale mistrzostw Europy

Sebastian Staszewski, Polsat Sport, Polsatsport.pl
Lewandowski jest lepiszy niż Andrzej Szarmach w najlepszych latach - uważa Bereta
Lewandowski jest lepiszy niż Andrzej Szarmach w najlepszych latach - uważa Bereta Damian Kosciesza
WYWIADówka Staszewskiego. Znam polski hymn, uwielbiam kiełbasę! - mówi Georges Bereta, były kapitan reprezentacji Francji. - Stawiam na Francję, a numerem dwa na Euro jest dla mnie Polska - dodaje sześciokrotny mistrz Francji z Saint-Étienne.

Georges Bereta to w Saint-Etienne żywa legenda. Symbol. Razem z Piotrem Świerczewskim spotykamy się z nim w klubowej kawiarni. - O! To ja, tam jestem. I tam też! - pokazuje nieśmiało na kilka zdjęć. Wydaje się zaskoczony, chociaż bywa tu od kilku dekad. Nawet stolik, przy którym siedzimy, sygnowany jest jego nazwiskiem. Pije piwo i ma się świetnie. Mówi po francusku, od czasu do czasu przypominając sobie polskie słowa. A ten sympatyczny starszy pan to 44-krotny reprezentant Francji, jej kapitan, sześciokrotny mistrz kraju, najlepszy piłkarz Ligue1 w 1973 i 1974 roku. Dla „Les Verts” jest tym, kim dla Realu Madryt Alfredo di Stefano.

Francja dobrze przygotowała się do mistrzostw Europy?
Stadiony są piękne, ludzie pozytywnie nastawieni. Mamy też mocną drużynę. W pierwszym meczu z Rumunią nie pokazała wszystkiego, na co ją stać. Rozkręci się. Większość zawodników gra w mocnych, europejskich klubach. Wierzę, że dobrze wykonają swoją robotę.

To Pana faworyci?
Zdecydowani. Na kolejnych miejscach widziałbym Niemców i Hiszpanów, ich zawsze możemy być pewni. Nikt głośno nie mówi o Włochach, ale oni także zawsze są groźni.

My Niemców pokonaliśmy w eliminacjach do Euro…
Wiem, bardzo mnie to ucieszyło. Za to my, kiedy z nimi gramy, zawsze przegrywamy. Może będzie okazja, by to zmienić?

Jak bardzo przeszkadzały Francuzom afery, które wybuchały raz za razem? Karima Benzemy, który jest specjalistą od podpalania benzyny, nie ma nawet w kadrze Didiera Deschampsa.
To problem. Olivier Giroud nie jest piłkarzem tej klasy, co Benzema. Nawet statystyki przemawiają za snajperem Realu. We Francji nie ma drugiego takiego zawodnika. O braku powołania dla Karima zdecydował ktoś z góry, a Deschamps to zaakceptował. Jeśli Francja osiągnie sukces, wszyscy o sprawie zapomną. Jeśli nie pójdzie dobrze, temat braku Benzemy wróci jak bumerang. A co na to piłkarze? Myślę, że ich to nie interesuje.

Deschamps to mentor, lider, kapitan. Wielkie nazwisko i wielka postać. Stać go na pójście mistrzowską drogą Aimé Jacqueta czy Rogera Lemerre’a?
Zarówno Jacquet, jak i Lemerre, grali w piłkę na wysokim poziomie. Podobnie Deschamps. To przecież mistrz świata! Dlatego wśród zawodników ma wielki posłuch, bardzo go szanują. Pamiętam jednak, że mimo wspaniałej kariery media bardzo krytykowały Jacqueta. Dopiero po wygraniu Mundialu stał się bogiem. Podobnie będzie z Deschampsem. Musi wygrać. Francuzi tego oczekują.

Co prawda urodził się Pan w Saint Etienne, ale w polskiej rodzinie robotniczej. Skąd pochodzili Pana rodzice?
Tata przyjechał tu z Bochni. Zabrał ze sobą mamę. Nazywali się Franciszek i Franciszka Bereta. Ojciec zaczął pracę w kopalni, która kiedyś mieściła się niedaleko stadionu Geoffroy`a Guicharda. Dziś już nie istnieje. Mama była szwaczką. U nas w domu od zawsze mówiło się po polsku. Pierwszą komunię miałem w polskim kościele, bierzmowanie też. Chodziłem do polskiej szkoły. Co tydzień wybieram się też do polskiego sklepu. Zawsze kupuję kiełbasę i specjalne ciastko, taką kremówkę. Hymn też pamiętam! Zaśpiewać?

Poproszę.
Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy, co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy. Masz, marsz do Polski, z ziemi wolski do wolski, póki my żyjemy, Polska nie zaginie. Dobrze? Dawno tego nie śpiewałem…
Ile razy był Pan w Polsce?
Jako piłkarz? Chyba trzy. W Krakowie, Warszawie i we Wrocławiu. Francja grała wtedy z polską reprezentacją. Byłem kapitanem. Wygraliśmy 2:0. Z Legią rywalizowałem natomiast w Pucharze Europy.

A prywatnie? Odwiedził Pan miasto rodziców?
Oczywiście. Cztery razy tam byłem, z kolegami. Zawsze odwiedzałem rodzinną Bochnię. Byłem też w Oświęcimiu, w Krakowie. Raz zajrzałem tam z wizytą do Henryka Kasperczaka, który trzy lata pracował w Saint-Etienne. Zabrał mnie na stadion. Coś mi się skojarzyło. Mówię, że chyba kiedyś tu byłem… A Henio na to: „No byłeś i nawet zwycięskiego gola strzeliłeś!”. Okazało się, że w 1972 r. Saint-Etienne grało z Wisłą w Pucharze Lata. Zapomniałem o tym.

Z pewnością pamięta Pan jednak dwumecz z Legią. I wspaniałego Kazimierza Deynę…
To najlepszy polski piłkarz w historii. Nie mam wątpliwości. Wybitny strateg, miał zmysł do gry, świetnie bił stałe fragmenty. Nigdy nie zapomnę bramki, jaką strzelił nam w rewanżowym meczu. Pamiętam, że było zimno, na boisku chyba leżał śnieg. Rok 1969. Deyna stał na osiemnastym metrze. Wziął taki zamach, jakby miał uderzać z całej siły. Nasz bramkarz, Georges Carnus, zrobił dwa kroki do przodu, a Kazimir go po prostu przelobował. To było zagranie najwyższej klasy. Cała Francja poznała wtedy Deynę.

Polska miała dobrych piłkarzy?
Moim zdaniem kilku były wybitnych: Robert Gadocha, Jan Tomaszewski, Andrzej Szarmach, Włodzimierz Lubański, któremu karierę przerwała kontuzja…

Który z Polaków zrobił największą karierę w Ligue1? Wspomniany Szarmach?
Moim zdaniem Kopaszewski.

Przecież to Francuz!
Jaki Francuz? Polak. Czuje się Polakiem i mówi po polsku. Jego dziadkowie przyjechali do Francji po I wojnie światowej. On urodził się tu, wrósł w ziemię. Za nim umieściłbym Theo z AS Monaco. Nazywał się Teodoro Szkudlapski. A na trzecim miejscu braci Tylinskich - Michaela i Ryszarda.

Wymienił Pan wyłącznie dzieci polskich emigrantów.
Tu zawsze było wielu piłkarzy polskiego pochodzenia. W meczu z Legią grał ze mną Roland Mitoraj, trzykrotny reprezentant Francji. W Saint Etienne byli Gregores Polny, Jean Snella, też kadrowicz. Jego rodzice wyjechali z kraju do Niemiec, a później do Francji. Znakomity Maryan Wisniewski w 1958 zdobył nawet brązowy medal mistrzostw świata. Ale najlepszy był Kopa.

Chociaż większość z was urodziła się we Francji, nie byliście tutejsi…
Francja to kraj zróżnicowany. Ludzie są przyzwyczajeni do emigrantów. O mnie przez długi czas myśleli, że jestem Włochem. Kiedy mówiłem, że rodzice są Polakami, nie wierzyli. Ich zdaniem nazywałem się Beretta, jak ten pistolet. Dla Francuza Polak musi mieć w nazwisku „ski”. Kopaszewski, Tylianski, Wiśniewski i tak dalej. A ja byłem Bereta. Zawsze żartowałem, że gdy ojciec wsiadał do pociągu, „ski” zostawił w kraju.
Dziennikarz Tadeusz Fogiel opowiedział mi historię, jak podczas grania Marsylianki zamiast śpiewać, odmawiał Pan modlitwę „Ojcze nasz”. To prawda?
To tylko plotka. Zawsze przed wejściem na boisko żegnałem się. Może stąd takie przeinaczenie? Myślę, że chodzi ten mecz we Wrocławiu. Grają hymny. Najpierw śpiewam Marsyliankę: „Allons enfants de la Patrie…”. A później Mazurka. Obok mnie stał jakiś kolega. Walnął mnie łokciem i pyta: „Co ty? Francuz czy Polak?”. Śmiejemy się z tego do dziś.

We Francji przez lata grało wielu Polaków. Ostatnio w Ligue1 jest tylko jeden - Kamil Grosicki z Rennes. Nie pasujemy do ligi francuskiej?
Niedawno był jeszcze świetny pomocnik, dziś gra w Sevilli.

Grzegorz Krychowiak.
Dokładnie. Bardzo dobry piłkarz. Lubiłem go oglądać. Grał w Ligue1 kilka lat. Myślę, że Polacy odnaleźliby się we Francji, ale znacznie lepiej czują się w Niemczech. I Niemcy też lubią stawiać na waszych piłkarzy. Chociażby dlatego, że ze sobą sąsiadujecie, jesteście blisko. Tam jest inna kultura, inny sposób grania w piłkę. Dlatego chyba wolicie Bundesligę.

Podoba się Panu gra Roberta Lewandowskiego?
Wielu meczów reprezentacji Polski nie widziałem, ale oglądałem za to Bayern. I Lewandowski w klubie jest piekielnie mocny. Lepszy, niż Andrzej Szarmach w swoich najlepszych latach. Nie tak daleko mu także do klasy Deyny. Za nim świetny rok i na tym Euro może potwierdzić swoją klasę.

Komu kibicuje Pan na mistrzostwach?
Zawsze moim numerem 1 będzie Francja. A Polska - tuż za nią.

Na co nas stać?
Wierzę w półfinał. Macie szanse. Dodatkowo na stadiony przyjdzie wielu polskich kibiców, także tych z Francji. A to daje dodatkowe wsparcie.

Chciałby Pan na koniec powiedzieć coś polskim kibicom?
Za dobrze nie mówię po polsku, ale jeszcze Polska nie zginęła!

Rozmawiał w Saint-Etienne Sebastian Staszewski, Polsat Sport, Polsatsport.pl

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Materiał oryginalny: Georges Bereta: Wierzę w to, że Polska zagra w półfinale mistrzostw Europy - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

b
bozia

Jedni wierzą w to inni wierzą w to. Każdy wierzy w to co mu pasuje albo w to co nierealne.
A co ma zrobić niedowiarek?

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3