Gortat chciałby mieć swój klub grający w Eurolidze

rozmawia Bogusław KukućZaktualizowano 
Marcin Gortat
Marcin Gortat Krzysztof Szymczak/POLSKA
Z Marcinem Gortatem, reprezentacyjnym koszykarzem, finalistą NBA, rozmawia Bogusław Kukuć

Czy po kilkugodzinnych zajęciach z dziećmi nie czuje się Pan zmęczony?
Nie, choć rzeczywiście odczuwam skutki aklimatyzacji i przed spotkaniem z dziećmi w Łodzi spałem tylko dwie godziny.

Nie kusił pomysł odpoczynku między ciężkim sezonem za oceanem a przygotowaniami kadry Polski do mistrzostw Europy?
Trochę, ale widzę, że taki camp w nowoczesnej hali to niesamowite przeżycie dla młodych ludzi. Ja nie doświadczyłem tego, niestety, gdy stawiałem pierwsze kroki na parkiecie. Zresztą zaobserwowałem postępy u wielu uczestników, którzy pojawili się na poprzednich zajęciach, jakie prowadziłem przed rokiem w łódzkiej Hali Parkowej. Nie chcę być posądzony o patos, ale spłacam dług wobec Polski, Łodzi, ŁKS, w którym uczyłem się koszykówki, mojego trenera Zdzisława Pruszczyńskiego. To świetny pomysł, by promować koszykówkę w kraju, który będzie gospodarzem mistrzostw Starego Kontynentu.

Z dziećmi ma Pan znakomity kontakt. Czy nie ma już tęsknoty, by mieć własne?
Najpierw trzeba znaleźć odpowiednią kandydatkę na mamę. Na razie nie chcę ujawniać nikogo, choć coś tam wisi w powietrzu. Mam jednak teraz na głowie ważne problemy związane z nowym kontraktem w NBA. Ale nawet gdy już te pertraktacje się skończą, to też jeszcze kilka sezonów koszykówka będzie dla mnie pierwszoplanowa. Nie wyobrażam sobie, żeby dziecko płakało i nie mógłbym się wyspać przed treningiem, nie mówiąc o meczu.

Z 36. pozycji, jaką Pan zajmował z 2008 roku na liście najlepiej zarabiających polskich sportowców, awansował Pan w tym roku do pierwszej trójki. Te ponad 5,5 miliona dolarów za sezon jest zagwarantowane, nawet gdy przejście do Dallas się nie powiedzie. Taki skok finansowy czasem jednak niszczy osobowość.
Koszykówka rzeczywiście odmieniła moje życie. Dzięki niej zobaczyłem cel ciężkiej pracy, ale i dostrzegłem wysoki status materialny, który zawdzięczam swoim umiejętnościom. O to, czy zmienił mój charakter, trzeba spytać moich przyjaciół, którzy tu siedzą obok mnie, Michała czy Filipa. Innych kolegów, z którymi zaczynałem, znajomych z Bałut, może moją mamę. Bardzo się staram, by pieniądze mną nie owładnęły.

Ale musi się Pan dostosować do standardów NBA.
Nie będę miał jak Dwight Howard jedenastu aut i przyjeżdżał na każdy trening innym. Ale chyba dwa muszę mieć. I nie będzie to polonez. Nie wypada mi mieszkać w kawalerce, skoro wszyscy koledzy z drużyny mają domy. Taki jest tam status gwiazdy. Tylko błagam, żeby ktoś nie opisywał mojego łańcuszka z pamiątkowym talizmanem słowami: Gortatowi odbiło i obwiesza się złotem. Marzę, by kiedyś mieć własny klub czy wspierać zespół walczący z powodzeniem w Eurolidze. Może nawet w Łodzi.
W najbliższych godzinach zadecyduje się, który klub będzie Pańskim pracodawcą w najbliższych pięciu sezonach.
Jestem w kontakcie z menedżerem. Niestety, wieści zza oceanu wskazują, że jest możliwy wariant najgorszy dla mnie. Czyli wyrównanie przez Orlando kontraktu proponowanego mi przez Dallas. I nawet nie po to, bym nadal był w Magic dublerem Howarda, ale po to, bym w drodze wymiany zawodników trafił do jakiegoś klubu, który będzie grał o dziesięć czy piętnaście zwycięstw w sezonie zasadniczym.

Co Pana przekonuje do gry w Mavericks?
Marzę, by przejść do Dallas i tam być podstawowym zawodnikiem wśród prawdziwych gwiazd. Miałbym szansę walczyć o tytuł. Stawiam sobie wysokie cele sportowe i ciężko nad tym pracuję. Zwłaszcza nad wszechstronnością i przygotowaniem fizycznym, którym biję większość rywali. Dallas to niesamowicie usportowione miasto. Bilety są tam wyprzedane cztery lata naprzód. Wielkie wrażenie zrobił na mnie Mark Cuban, właściciel Mavericks, jeden z najbogatszych Amerykanów. I to nie jako właściciel posesji, w której ma boisko do bejsbolu pod dachem. Jego pomysły na biznes i przede wszystkim znajomość koszykówki są powalające. Mógłby być trenerem w NBA.

Ale wcześniej będą w Polsce mistrzostwa kontynentu. Jakie ma Pan oczekiwania?
Uważam, że będzie dobrze. Cenię fachowość selekcjonera Muli Katzurina. Większość kolegów zrobiła postępy. Kiedy spadaliśmy do grupy B przez trzema laty, każdy z nas wyglądał źle. Teraz jest inaczej. Żebym zagrał w rodzinnej Łodzi, musimy wygrać choć jeden mecz we Wrocławiu, co nie będzie formalnością. Ale jestem optymistą.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Materiał oryginalny: Gortat chciałby mieć swój klub grający w Eurolidze - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3