Grał w Interze Mediolan, zagra w Poznaniu... koncert!

Marcin Kostaszuk
Martin Bengtsson na plakacie reklamującym koncert w Poznaniu Archiwum artysty
Dziesięć lat temu Martin Bengtsson zapowiadał się na wielką gwiazdę futbolu - był kapitanem młodzieżowej reprezentacji Szwecji, kupił go wielki klub Inter Mediolan. Dziś Inter gra ligowy mecz z Bolonią - w tym czasie Martin zagra w Poznaniu, ale bynajmniej nie w piłkę. Zobaczymy go w piątek wieczorem na scenie klubu Fabrika, na czele rockowej grupy Waldemaar.

W umieszczonym na YouTube filmiku, zatytułowanym "preparing for poznan" ("przygotowania na Poznań") trzech muzyków z gitarami akustycznymi ćwiczy swoje piosenki. Wśród nich Martin - długowłosy, brodaty mężczyzna, który nie przypomina już gładko ogolonego chłopaka, z czasów futbolowej kariery.

Pamiątki z niej rozsiane są po sieci - to m.in. zdjęcia z kolegą z boiska Zlatanem Ibrahimoviciem (gwiazdą Interu, Barcelony i Milanu), czy w koszulce szwedzkiej młodzieżówki. Trafia do niej w 2002 roku, już w wieku 16 lat, błyskawicznie po debiucie w pierwszoligowym klubie Örebro SK. Marzy o występach w Milanie, ale propozycję składa mu Inter - tak czy owak ma grać na San Siro, słynnym stadionie obu klubów. Do Mediolanu wyjeżdża spełnić marzenia. I nagle przydarza mu się kontuzja.

- Wiedziałem kim jestem, gdy miałem na nogach buty piłkarskie. Gdy doznałem kontuzji, nie umiałem odnaleźć się w innej roli, niż piłkarza - mówi Bengtsson w wywiadzie dla niemieckiego magazynu 11freunde.

- Straciłem przyjemność z gry, czułem się jak robot przy taśmie produkcyjnej. Jednocześnie miałem poczucie, że chcę się wyrazić inaczej. Kupiłem gitarę, błyskawicznie nauczyłem się na niej grać, zacząłem pisać piosenki.
Załamuje się, gdy z jego mieszkania znikają pisane w samotności teksty. Dziewczyna zamawia go do powroru, ale nie chce wracać jako przegrany, który "nie udźwignął presji". O tym, że choruje na depresję dowiaduje się dopiero, gdy odratowują go cudem w mediolańskim szpitalu. Po próbie samobójczej, z opatrunkami na nadgarstkach… W końcu wraca, ale zawiesza karierę. Szuka szczęścia w Berlinie - decyduje się zamieszkać w stolicy Niemiec, przy ulicy Waldemaarstrasse. Pożycza sobie jej nazwę i zakłada zespół Waldemaar…

"Powiedz, Georgie Best, jak mogłeś wszystko tak spieprzyć" - śpiewał kilka lat temu zespół Myslovitz, składając hołd genialnemu piłkarzowi Manchesteru United, który przepił i przehulał fortunę, bo nie umiał odnaleźć się w życiu pozapiłkarskim. Martin Bengtsson nie chce iść w jego ślady - piłkarski epizod podsumował książką "W cieniu San Siro", która doczekała się także adaptacji na sztukę teatralną. Teraz jest już tylko muzykiem, zaangażowanym w stu procentach w tworzenie smutnych piosenek, w których kryje się jednak nadzieja na odmianę losu. Nie robi tego dla pieniędzy -za koncert w Poznaniu jego zespół dostanie tyle, ile zostawią w kasie biletowej słuchacze. Bilety kosztują 15 i 25 złotych, zatem nawet gdyby klub wypełnił się po brzegi, szwedzki eks-piłkarz i jego koledzy zarobią maksymalnie około 1000 euro.

Tyle, że na dzień przed koncertem nikt nie kupił jeszcze nawet jednej wejściówki…

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
j

nikt nie kupił wejściówki, bo w CIMie nie było!

Dodaj ogłoszenie