Gram na bandoneonie, ale nie zapominam o akordeonie -...

    Gram na bandoneonie, ale nie zapominam o akordeonie - rozmowa z Wiesławem Prządką

    Marek Zaradniak

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Z Wiesławem Prządką, poznańskim akordeonistą i bandoneonistą, jazzmanem, popularyzatorem twórczości Astora Piazzolli rozmawiamy o jego projektach, muzyce i instrumentach
    Wiesław Prządka gra na akordeonie i bandoneonie

    Wiesław Prządka gra na akordeonie i bandoneonie ©Archiwum artysty

    Niedawno w studiu im. Krzysztofa Komedy Radia Merkury dał Pan koncert ze swoim triem, czyli Zbigniewem Wromblem na basie i Rafałem Karasiewiczem przy fortepianie. Czy w ostatnim czasie jest Pan częściej akordeonistą czy bandoneonistą?

    W ostatnim czasie na bandoneonie gram bardzo dużo, bo gram sporo tanga, ale od akordeonu nie odstąpię. Myślę, że w tej chwili połowa koncertów to te z bandoneonem, a połowa te z akordeonem.

    Jakie są różnice, bo bandoneon jest w Polsce ciągle mało znany?

    Bandoneon jest instrumentem znacznie trudniejszym od akordeonu. Ja akurat gram na oryginalnym bandoneonie diatonicznym, takim samym, na jakim grał Astor Piazzolla.
    I taki był zresztą pierwowzór tego instrumentu, jaki powstał w Niemczech. A powstał w celu wykonywania muzyki w kościołach, w których nie było organów. Instrument diatoniczny to taki, który w wyniku otwierania i zamykania miecha daje zupełnie inny dźwięk na tych samych guzikach. A poza tym każda ręka ma zupełnie inny układ guzików. I ten układ trzeba zapamiętać, bo żaden akordeonista nie zagra na początek nic na bandoneonie, bo to zupełnie inne układy guzików.

    Często gra Pan tango. Skąd się bierze jego renesans?

    Tango jest modne w tej chwili na całym świecie. Myślę, że to muzyka, obok której nie można przejść obojętnie, bo to po prostu opowieść o nas, naszym życiu. Sam przekonałem się o tym, grając na koncertach dla bardzo młodej publiczności. Dla dziewiętnasto- czy dwudziestolatków. Wydawałoby się, że oni nie będą tego słuchać, a niezwykle wciągnęli się w słuchanie. Dobrze zagrane tango działa na każdego.

    W jakich innych projektach poza triem można Pana usłyszeć?

    Jest ich bardzo wiele. Przede wszystkim w dobrze znanym w Poznaniu New Musette Quartet. Styl musette to muzyka francuska, bliska Richardowi Galliano, ale gramy też tanga, chociaż jest ich mniej i mają trochę inne aranżacje. Ostatnio do współpracy zapraszam też kwartet smyczkowy albo Jana Danowicza. To skrzypek, koncertmistrz Orkiestry Kameralnej Leopoldinum we Wrocławiu. Urodził się w Buenos Aires. Jest Argentyńczykiem, więc tango ma we krwi.

    Ale nazwisko brzmi bardzo polsko.

    Dziadek albo pradziadek wyemigrował z Polski. Rodzice już urodzili się w Argentynie. Potem z rodzicami przeniósł się do Tuluzy we Francji, gdzie kształcił się w szkole podstawowej i średniej. Na studia przyjechał do Polski. Studiował u profesora Krzysztofa Jakowicza. Przez jakiś czas mieszkałem we Wrocławiu i tam się poznaliśmy. Chciał grać tango i szukał bandoneonisty grającego na bandoneonie diatonicznym.

    Trio, New Musette Quartet, ale słyszałem, że jest coś jeszcze nowszego ...

    Najnowszy Tango Project to tanga wzbogacone o muzykę jazzową. Graliśmy niedawno na międzynarodowym festiwalu jazzowym, który odbywał się w Przemyślu i we Lwowie. Przyjęto nas niezwykle entuzjastycznie. Wykonywaliśmy muzykę Piazzolli, ale z elementami jazzu. Z saksofonem, na którym grał Piotr Baron, wibrafonem, na którym gra Dominik Bukowski oraz Zbigniewem Wromblem, Rafałem Karasiewiczem i ze mną na bandoneonie i akordeonie. Zagraliśmy mniej znane utwory Piazzolli. On też eksperymentował z jazzem i nagrał dwie płyty z saksofonistą Gerry Mulliganem i wibrafo-nistą Gerry Burtonem.

    Czy w najbliższym czasie pojawią się Pana nowe nagrania płytowe?

    Mam gotowy materiał na co najmniej dwie płyty z tangiem. Jedną jazzową, a drugą z muzyką Astora Piazzolli. Chciałbym nagrać płytę z moim triem i kwartetem smyczkowym. Gramy wtedy w septecie, co daje genialne brzmienie.

    Gra Pan tango. Czy nie wybiera się Pan do Argentyny?

    W ubiegłym roku brałem udział w przedstawieniu Kieleckiego Teatru Tańca „Kronos”. Jego reżyserem był Michał Znaniecki. Był argentyński akordeonista Jon Paul Laka i reżyser od tańca też z Buenos Aires. Szukali bandoneonisty i zwrócili się do mnie. Zaprezentowałem im moje nagrania i zrobili wielkie oczy. Musisz przyjechać do Buenos Aires - powiedzieli. Więc teraz czekam, aż nadarzy się okazja, aby móc pojechać tam na jakiś festiwal.

    Rozmawiał MAREK ZARADNIAK

    m.zaradniak@glos.com



    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo