Henryk Synoracki po zdobyciu tytułu mistrza Europy chce tym razem namieszać w San Nazzaro!

Radosław Patroniak
Henryk Synoracki na najwyższym stopniu podium ME w Myśliborzu w klasie O-175
Henryk Synoracki na najwyższym stopniu podium ME w Myśliborzu w klasie O-175 Fot. Wiktor Synoracki
67-letni Henryk Synoracki (PKM LOK Poznań) niespełna dwa tygodnie temu zdobył tytuł ME w Myśliborzu w klasie 0-175. W ten sposób stał się bezdyskusyjnie najbardziej utytułowanym polskim motorowodniakiem.

Od 11 lat Synoracki najbardziej wierny jest jednak klasie 0-125, w której z kolei broni tytułu ME.W sobotę i niedzielę doświadczony zawodnik będzie walczył w drugiej eliminacji europejskiego czempionatu we włoskim San Nazzaro. W pierwszej, w innej włoskiej miejscowości, Boretto, zniszczył sobie śrubę i zajął dopiero szóste miejsce.

– To są właśnie uroki pływania po rzece, a obie imprezy odbywają się na Padzie. Wprawdzie frezarka się już dawno temu ze mną skumplowała i mam następczynie nieszczęsnej śruby, ale z ważnymi elementami jest jak z żoną. Może lepiej mieć jedną i wypróbowaną niż trzy lub cztery nowe, ale niesprawdzone – przyznał poznański motorowodniak.

Jego zdaniem w sporcie motorowodnym równie ważne jak rywalizacja jest przygotowanie sprzętowe. – Do tego sportu poszedłem m.in. dlatego, żeby robić coś autorskiego. Tylko, że mój przypadek to nie jest typowa droga dla motorowodniaków. 95 procent moich kolegów sprzęt kupuje i to głównie od włoskich producentów – tłumaczył Synoracki.

Jak to się jednak dzieje, że fabryczne zespoły z Półwyspu Apenińskiego muszą często przełknąć gorzką pigułkę w konfrontacji ze znacznie skromniejszą ekipą naszego motorowodnego „projektanta”. – Widocznie nie o wszystkim w życiu przesądzają pieniądze. Nie patrzę na te zmagania w mistrzostwach Europy w ten sposób, że jak wygrywam we Włoszech to czuję podwójną satysfakcję. Jakbym miał kompleksy niższości, to być może chodziłbym po parkingu dumny jak paw. A tak to odczuwam jedynie uznanie i szacunek włoskich gospodarzy zawodów, chyba nawet większy niż w Polsce, gdzie zawiść jest częstym gościem – dodał świeżo upieczony mistrz Europy w klasie O-175.

W San Nazzaro dwa lata temu zajął on czwarte miejsce na MŚ. – W tym czasie mieliśmy być na Ukrainie, bo tam zaplanowano kolejną eliminację, ale wiadomo jaka jest sytuacja polityczna u naszych wschodnich sąsiadów. Zawody zostały przeniesione do małej miejscowości koło Piacenzy, znanej z tego, że od wielu lat straszy w jej sąsiedztwie gmaszyszko nieczynnej elektrowni atomowej. Nie mam ostatnio dobrych wspomnień z Padu, ale to nie znaczy, że jadę do San Nazzaro pełen obaw, wręcz przeciwnie liczę na udany występ – zakończył Synoracki.

W przyszły weekend kibice nie zobaczą go w Chodzieży (przynajmniej nie w roli zawodnika) podczas MŚ w klasie OSY-400. Nie zabraknie natomiast plejady zagranicznych motorowodniaków na czele z Włochami i Niemcami. Honoru miejscowych będzie bronił natomiast Cezary Strumnik.

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? [email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie