Ingres nowego prymasa: W Polsce nastąpił zmierzch charyzmatycznych przywódców Kościoła?

Paweł Brzeźniak
Polska w swojej powojennej historii miała przywódców Kościoła zarówno na czas konfliktów z władzą, jak i czas stabilizacji i budowania pokoju. W dzień ingresu abp. Wojciecha Polaka do katedry gnieźnieńskiej, zupełnie inaczej patrzymy na funkcję prymasa w kształtowaniu oblicza polskiego Kościoła i tożsamości narodowej.

Ani zimne mury klasztoru w Komańczy i innych miejsc internowania, ani bluźnierstwa i drwiny ze strony komunistów nie były w stanie złamać ducha prymasa Polski ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Trzyletni okres jego odizolowania dał mu wiele okazji do przemyślenia relacji między państwem a Kościołem. Prymas Wyszyński doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że drażnienie władz komunistycznych nie może przynieść niczego dobrego. Jednocześnie, trzeba było pamiętać o tym, aby polski naród nie zatracił swojego ducha, tradycji chrześcijańskiej, która w zamierzeniu władz miała zostać ograniczona, a w najlepszym przypadku - całkowicie zniszczona.

"Non possumus!"
Prymas Tysiąclecia zapewne nieraz powracał podczas internowania do momentu, kiedy 2 lutego 1948 roku odbył ingres do gnieźnieńskiej katedry. Pełnił funkcję arcybiskupa gnieźnieńskiego i warszawskiego. Pierwsze wydarzenia okresu jego rządów w Kościele wcale nie zwiastowały niczego złego. W 1950 roku Stefan Wyszyński doprowadził do podpisania porozumienia pomiędzy władzą a Kościołem. Z miesiąca na miesiąc komuniści czuli się coraz pewniej. Na tyle, że w 1953 roku wydano dekret, na mocy którego to władza miała decydować o tym, kto ma zostać księdzem, a kto nie. Ks. kard. Wyszyński nie mógł na to pozwolić i powiedział publicznie: "Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nam nie wolno. Non possumus!".

Kardynał Wyszyński został internowany. W Komańczy zrobił ogromne wrażenie na siostrach zakonnych, które się nim opiekowały. Siostra Bogumiła Zamora wspomina w swojej książce pt. "Ojciec narodu w komańczańskim klasztorze", że "wiara jest źródłem jego mocy i niezłomnej postawy wśród wydarzeń. Ita, Pater - TAK, OJCZE! - było w naszym odczuciu - dewizą jego życia". Pozostał niewzruszony wobec przeciwności losu, wobec trudności i krzywd, które mu wyrządzono. W swoim postępowaniu kierował się konsekwencją, ale przede wszystkim wiarą i miłosierdziem. W głębi duszy wcale nie potępiał swoich wrogów. Wprost przeciwnie - błogosławił im, realizując tym samym swoją duchową misję na ziemi.

Wychowawca papieża
Po odwilży w 1956 roku polski Kościół wciąż musiał mierzyć się z wielkimi trudnościami. Prawdziwym wyzwaniem dla kard. Wyszyńskiego była organizacja wielkich uroczystości Milenium Chrztu Polski. To właśnie wtedy Prymas Tysiąclecia przygotował modlitwę do Matki Bożej Częstochowskiej, Królowej Polski, której zawierzył cały naród. Kontynuatorem wielkiej czci dla Maryi był papież Jan Paweł II, którego zawołanie brzmiało "Totus Tuus - Cały Twój". To właśnie w odniesieniu do papieża z Wadowic kard. Wyszyński miał do wypełnienia kolejne wielkie zadanie. To na jego barkach spoczywała formacja przyszłego arcybiskupa Krakowa, człowieka "z dalekiego kraju".

Prymas Wyszyński nie zapominał o relacjach z narodem niemieckim, które po II wojnie światowej były bardzo trudne. Zdecydowano się na wystosowanie listu do biskupów z Niemiec, w którym padły znamienne słowa: "przebaczamy i prosimy o wybaczenie". W niektórych środowiskach wywołało to oburzenie. Zastanawiano się, dlaczego i za co Polacy mają przepraszać Niemców. Kard. Wyszyński doskonale wiedział, że tylko wzajemne wybaczenie krzywd, jednej i drugiej strony, jest gwarantem budowania lepszych relacji w oparciu o zasady szacunku i pokoju.

Ks. Wojciech Rzeszowski, rektor Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie, podkreśla, że każda epoka stawia przed swoim prymasem inne wyzwania:
- To, co reprezentowali poprzedni prymasi, wynikało zarówno z ich osobowości, duchowości, ale i kontekstu historycznego, który także kształtował ich sylwetkę. Zobaczmy choćby kardynała Wyszyńskiego, była to na pewno silna osobowość, człowiek głębokiej wiary, ale też i mocno "ciosany" przez bolesne doświadczenia - więzienie, prześladowania, cierpienie.

Czas młodego dyplomaty
"Największy z prymasów" - jak o nim mówiono, zmarł w 1981 roku. W momencie, kiedy w Polsce trwał "karnawał Solidarności", który okazał się wstępem do tragicznych grudniowych dni stanu wojennego, prymasem został ks. abp Józef Glemp. Miał zaledwie 51 lat. Nie tylko aktualne czasy, ale także postać poprzednika musiała być sporym obciążeniem. Nie jest łatwo poradzić sobie z następstwem człowieka, który za życia był przez wielu ludzi uznawany za świętego, w którym trudno było znaleźć jakikolwiek element skazy. Mimo (jak na prymasa) młodego wieku i stosunkowo niewielkiego doświadczenia, ks. abp Józef Glemp wykazywał się zdolnościami dyplomatycznymi i mądrością w relacjach z władzą świecką. Dobrze wyczuwał nastroje społeczne i polityczne. Nowy prymas wiele rozmawiał z Lechem Wałęsą. Był otwarty na dialog ze stroną rządową i wbrew temu, co twierdzą niektórzy, wcale nie stawiał Kościoła w Polsce na pozycji słabszej od pozycji władzy. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że pójście na otwarty konflikt z komunistami grozi rozlewem krwi. Była to z pewnością nauczka wyniesiona z działalności kard. Stefana Wyszyńskiego, choć i ich charaktery były odmienne, i kontekst wydarzeń zupełnie inny.

Kiedy doszło do ogłoszenia stanu wojennego, prymas Glemp nie stanął naprzeciw czołgom ani karabinom maszynowym, jak chcieli niektórzy opozycjoniści. - Istotnie, miano do mnie o to żal, u wielu słuchaczy widziałem łzy w oczach. Potem słyszałem, jak mówiono, że woleliby prymasa, który by się ubrał w kapę, wyszedł z ludźmi na ulice i prowadził ich do boju - mówił już w 2011 r. w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną.

- Zdawałem sobie sprawę, że Kościół, w tym także prymas nawołujący do pokoju i zgody, będzie społecznie użyteczny. Oceniałem, że w tym chaosie dam świadectwo Ewangelii. Ciągle miałem przed oczami postać kard. Wyszyńskiego, który był dla mnie punktem odniesienia. Wiedziałem też, że po powstaniu styczniowym stan wojenny trwał latami i że to jest czas na przetrwanie - tłumaczył wtedy kardynał Glemp.

Prymas dwóch epok
Prymas Glemp nie zapominał o materialnym wsparciu dla ludzi Solidarności. Powołał Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom. Mimo to wciąż częściej go upominano niż chwalono. Chociażby za, zdaniem niektórych, pasywną politykę Kościoła wokół sprawy ks. Jerzego Popiełuszki, który został zamordowany przez SB w 1984 roku. Wielu wiernych widziało wcześniej księdza Jerzego w roli lidera Kościoła - wojowniczego duchownego, który nie boi się upominać o prawa dla Kościoła. Biorąc pod uwagę zestawienie tych dwóch, prymas Glemp wypadał blado. Ale w konsekwencji - jego działalność okazała się skuteczna, bo doprowadziła do porozumienia zakończonego Okrągłym Stołem. Tym samym kard. Glemp przeprowadził polski Kościół ścieżką od totalitarnego ustroju, poprzez transformację do demokratycznego modelu państwa. Nowym, kto wie czy nie znacznie trudniejszym, wyzwaniem stała się walka z tym, aby Polacy nie popadali w ramiona konsumpcjonizmu, które systematycznie się zaciskały.
Dość zgodnie komentatorzy życia Kościoła w Polsce podkreślają, że prymasowi Glempowi brakowało charyzmy - siły, która była tak charakterystyczna dla kard. Wyszyńskiego. To z pewnością sprawia, że polscy katolicy bardziej zapamiętają Prymasa Tysiąclecia, choć nie jest prawdą, że kard. Wyszyński był ostatnim z wielkich prymasów. Miał swojego godnego następcę, który realizował jego linię działania. A fakt, że kard. Glemp nie porwał za sobą tłumów, nie był najważniejszy. Był prymasem, a tutaj liczyła się skuteczność działania. To zadanie wykonał.

Prymas z Kaszub
18 grudnia 2009 roku to wyjątkowy dzień dla wiernych archidiecezji gnieźnieńskiej. Nowym prymasem został ks. abp Henryk Muszyński. Tym samym, ten tytuł powrócił do Gniezna - pierwszego polskiego arcybiskupstwa. To duchowny, który swoją formację duchową zaczął na Kaszubach, ale sporą część życia poświęcił Gnieznu. Wszyscy wiedzieli, że ze względu na wiek nowego prymasa, będzie to bardzo krótki okres rządzenia Kościołem. Już w momencie wyboru abp Muszyński miał ukończone 76 lat. Jeszcze jako prymas zorganizował Zjazd Gnieźnieński - spotkanie naukowców, przedstawicieli świata polityki, religii i kultury. Bardzo angażował się w relacje międzynarodowe, a zwłaszcza w poprawę stosunków polsko-niemieckich (w czym bardzo przypominał działalność kard. Stefana Wyszyńskiego) i polsko-żydowskich.

Abp Henryk Muszyński był przede wszystkim człowiekiem dialogu.

- Był bardzo zaangażowany w dialog między wyznaniami chrześcijańskimi, między religiami, przypomnijmy chociażby genialną ideę zjazdów gnieźnieńskich - mówi Marek Zając, katolicki dziennikarz i publicysta. - Arcybiskup Henryk Muszyński także z otwartością podchodził do dialogu Kościoła z otaczającym światem. Nie bał się rozmawiać z niewierzącymi, z ludźmi o innych poglądach, a jednocześnie zawsze jasno formułował swoje.

W archidiecezji gnieźnieńskiej cieszył się i nadal cieszy wielkim szacunkiem wiernych. Jest ceniony za wewnętrzny spokój, umiejętność rozmowy, otwartość, ale także zdecydowane poglądy w sprawach wiary. Widzimy zatem analogie w stosunku do poprzednich prymasów. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z kontekstów społecznych i politycznych, w jakich każdy z nich funkcjonował.

Nuncjusz prymasem
W 2010 roku funkcję arcybiskupa metropolity gnieźnieńskiego objął przybyły z Warszawy ks. abp Józef Kowalczyk. Nie posiadał więc żadnego bagażu doświadczeń z archidiecezji gnieźnieńskiej, która była dla niego nowym miejscem. Pozwoliło mu to na przeprowadzenie zmian w kościelnej administracji terenowej. Wiele osób zapamiętało mu krytykę referendum ws. odwołania prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Nie trzeba było długo czekać na gromy, które posypały się na jego głowę ze strony środowisk prawicowych. Utwierdziło to niektórych w przekonaniu, że prymas Kowalczyk nie jest przedstawicielem konserwatywnego tzw. toruńskiego, związanego z o. Tadeuszem Rydzykiem odłamu polskiego Kościoła, a bliżej mu do liberalnego tzw. odłamu łagiewnickiego.
Trudno jednoznacznie stwierdzić, na ile ten podział ma realne kształty. Nie da się też przypisać prymasa Kowalczyka do konkretnej grupy. Przez cztery lata pracy w Gnieźnie bardziej widoczna była jego działalność duszpasterska, ekumeniczna, a także dyplomatyczna - wszak były nuncjusz apostolski zachował wiele kontaktów z przedstawicielami innych państw, którzy odwiedzali go w Gnieźnie.

Polski Franciszek?
Znaczenie funkcji prymasa jako takiej w Polsce systematycznie spadało od czasu śmierci kar. Wyszyńskiego. Kard. Glemp w tej roli był ostatnim prawdziwym przywódcą polskiego Kościoła. Dzisiaj najwięcej do powiedzenia ma przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie. A warto zaznaczyć, że jest nim metropolita poznański abp Stanisław Gądecki. Wiele jednak zależy od osobowości. Abp Wojciech Polak ma wszelkie predyspozycje ku temu, aby stać się ważną i wyrazistą postacią. Jest młody (19 grudnia skończy dopiero 50 lat), energiczny, lubiany i szanowany w środowisku, zdobył doświadczenie w Warszawie, jest wierny zasadzie skromności i pobożności w zgodzie z ideałami papieża Franciszka. Pozostaje pytanie, czy nie zabraknie mu charyzmy? Ale o tym przekonamy się już wkrótce. Nowy prymas ma szansę upodobnić się do kard. Wyszyńskiego czy kard. Glempa. Na miarę swoich czasów, oczywiście.

- Dzisiaj nie ma prześladowań politycznych, Kościół staje jednak przed innymi wyzwaniami, jakie przynoszą procesy cywilizacyjne - laicyzacja, sekularyzacja, konsumpcyjny styl życia społeczeństwa. To, czego domagają się współczesne czasy od Kościoła, pokazuje nam papież Franciszek, ukazując ewangeliczne postawy - prostoty, wiary, otwartości. Nowy prymas, jak każdy biskup, musi być przede wszystkim pasterzem swojej diecezji. Nie mitologizowałbym funkcji prymasa w dzisiejszym świecie, bo ma on już inne znaczenie niż kiedyś. Dziś ważniejsza jest Konferencja Episkopatu Polski, którą reprezentuje jej zarząd. Rola prymasa jest dziś już symboliczna, chociaż oczywiście posiada on autorytet związany z miejscem - archidiecezją gnieźnieńską, która jest kolebką chrześcijaństwa w Polsce. To zawsze zobowiązuje - uważa ks. Wojciech Rzeszowski. Jego zdaniem prymas na dzisiejsze czasy musi być człowiekiem ewangelicznej wiary, a jednocześnie otwartym na świat. Musi być człowiekiem dialogu.

- Wydaje mi się, że abp Wojciech Polak ma te właśnie cechy. Zarówno w Gnieźnie, jak i w Warszawie dał się poznać, jako człowiek duchowy, dialogiczny i otwarty - podkreśla.

Marek Zając zaznacza, że ten dialog było widać już u jego poprzedników, nie tylko u pierwszego "gnieźnieńskiego" prymasa, ale także u jego następcy abp. Józefa Kowalczyka.
Dodaje, że prymas to tytuł honorowy, niekoniecznie oznaczający realną władzę w Kościele, jednak ta postać niewątpliwie wiąże się z autorytetem. Człowiek nastawiony na dialog i otwartość jest dziś, jego zdaniem, potrzebny często rozdzieranej konfliktami Polsce.

- Jeżeli nowy prymas będzie również skupiał się na budowaniu jedności nie tylko wewnątrz, ale także poza granicami Kościoła, to bardzo dobrze dla Kościoła katolickiego i dla kraju.

Ingres nowego prymasa
Uroczystości wprowadzenia nowego prymasa odbędą się w sobotę o godz. 12 w Katedrze Gnieźnieńskiej. Zanim nastąpi samo wprowadzenie, odbędzie się kanoniczne przejęcie władzy zwierzchniej przez nowego prymasa Polski. Abp Wojciech Polak przyjmie krzyż legacki. Symbolizuje on władzę i będzie używany podczas wszystkich liturgii prowadzonych przez prymasa. Przekazania krzyża dokona ks. bp Krzysztof Wętkowski. W uroczystości udział wezmą kardynałowie i biskupi z całej Polski, w tym m.in. ks. abp Celestino Migliore, a także ks. abp Stanisław Gądecki oraz przedstawiciele innych Kościołów. Na ingres zaproszony został również prezydent Polski Bronisław Komorowski.

O biskupie Wojciechu Polaku
Urodził się 19 grudnia 1964 roku w Inowrocławiu. Wywodzi się z parafii pw. św. Mikołaja i Konstancji w Gniewkowie. Po zdaniu egzaminu dojrzałości rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne w Prymasowskim Wyższym Seminarium Duchownym w Gnieźnie. Święcenia kapłańskie przyjął 13 maja 1989 roku w Katedrze Gnieźnieńskiej z rąk kard. Józefa Glempa, prymasa Polski. Od 2011 roku był sekretarzem Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie.

Współpraca: Iza Budzyńska i Witold Głowacki

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie