Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania: A na końcu może powiedzą o mnie "Zielony Jacek"? [ROZMOWA o betonozie w Poznaniu i nie tylko]

Leszek Waligóra
Leszek Waligóra
Prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak, uważa, że dzięki krytyce remontów - wielu poznaniaków dowiedziało się o ich skali
Prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak, uważa, że dzięki krytyce remontów - wielu poznaniaków dowiedziało się o ich skali Waldemar Wylegalski
Z Jackiem Jaśkowiakiem, prezydentem Poznania, o remontach, złości poznaniaków, zieleni w mieście, przyszłości, ekologii, o tym kto i dlaczego atakuje go w Internecie, o wyborach i jego słabych stronach - rozmawia Leszek Waligóra.

O co pytaliśmy prezydenta?

  • O to, dlaczego Poznań taki rozkopany
  • O wycinki drzew
  • O Betonozę
  • O to, kto atakuje go na Facebooku
  • O oszczędzanie na cieple
  • O to, czy i gdzie będzie kandydował
  • Oraz jaki przydomek chciałby dostać
  • i nie tylko

Gorąco tu u pana. A zapowiadał pan, że w gabinecie to 16 stopni…
Na dworze jeszcze jest ciepło, okno otwarte, mury wciąż nagrzane…

Wrócimy jeszcze do tego ciepła. Chodzi pan po Poznaniu?
Chodzę, często. Mam pewne ograniczenia wynikające z zaleceń antyterrorystów. Dotyczą one głównie aktywności o stałych porach. W drodze do i z pracy powinienem unikać przemieszczania się rowerem czy pieszo. Natomiast w weekend, w dni wolne, w godzinach nietypowych, nie ma żadnego problemu. Wtedy dużo chodzę po mieście.

Rozumiem, że to ze względów bezpieczeństwa?
Są rzeczy, których nie powinienem robić i sytuacje, które mogą potencjalnie być niebezpieczne. Dotyczy to m.in. spotkań z mieszkańcami - gdy wiadomo, że będę w określonym miejscu o określonym czasie. Miejscem, w którym mogłoby dojść do zamachu czy ataku jest też ratusz.

Ataku ze strony kogo?
Atakują osoby niezrównoważone. Zawodowy morderca jeśli będzie chciał to zrobić, to… i tak to zrobi. Możliwości zapobieżenia zamachowi są w takim przypadku mocno ograniczone. Ale tak jak było w przypadku Adamowicza, ktoś poddawany nieustannej propagandzie i indoktrynacji, mający do tego nie do końca zrównoważoną psychikę, może zaatakować.

Ale musi pan przyznać, że nawet osoby, które psychikę mają jak najbardziej zrównoważoną, mogły mieć do pana pretensje.
Ale takich osób to jest wiele! Potrafię to zrozumieć. Poza tym, te osoby zazwyczaj rozmawiają. Nie zawsze dają się przekonać, ale potrafią słuchać. Trzeba jednak przyznać, że moje zainteresowania, w szczególności zamiłowanie do boksu, skutkują u moich adwersarzy pewną rezerwą. Barierą, którą trudno im czasem pokonać… Ale irytacja niektórych osób jest dla mnie zrozumiała.

Spotyka się pan z nimi chodząc po mieście?
Sytuacje, gdy ktoś odniósł się do mnie negatywnie w przestrzeni publicznej, były może ze 3 przez 7 lat? Nawet, gdy byłem na urlopie w Szklarskiej Porębie i rozpoznawali mnie turyści na szlakach, to się nie zdarzało. Ludzie podchodzą do mnie z reguły z sympatią, mimo negatywnej narracji w mediach. W ostatnim czasie była ona w większości związana z irytacją członków Stowarzyszenia Plac Wolności, która była z kolei pokłosiem naszego spotkania i wyrażonego przeze mnie stanowiska wobec ich oczekiwań. Dotyczy to w szczególności właścicieli kamienic, którzy domagali się wyrównania im przez miasto różnicy w czynszu otrzymywanego do swoich najemców. Z powodu remontów musieli je w niektórych przypadkach obniżyć i teraz zamiast 100 tysięcy zł na miesiąc, mają 50 tysięcy. Oczekiwali więc, że Miasto im te brakujące 50 tysięcy da. To w ogóle nie wchodzi w rachubę! Jest ciężki okres, który trzeba przetrwać, ale dzięki poprawie infrastruktury wartość ich nieruchomości wzrośnie. Tak było w przypadku placu Kolegiackiego.

W Internecie mieszkańcy Poznania nie zostawiają na panu za te remonty suchej nitki.
Zupełnie inny jest obraz wyłaniający się z mediów społecznościowych czy nawet tradycyjnych, a zupełnie inny jest stan faktyczny. I to nawet jak idę rozkopanym Świętym Marcinem. Podchodzi dużo ludzi, mieszkańców tej okolicy i bardzo wielu z nich dziękuje za to, co robimy. Mówią: rób pan swoje, nie przejmuj się pan, bo zawsze ktoś będzie narzekał.

Remont trasy PST rozpoczął się 1 sierpnia. Prace trwają już na całej długości trasy. Na pierwszy odcinek - od ulicy Roosevelta do przystanku Słowiańska - według wstępnych zapowiedzi tramwaje mają wrócić już w styczniu 2023 r. Tymczasem trwają już prace na kolejnym odcinku od przystanku Słowiańska do przystanku Szymanowskiego.Przejdź do kolejnego zdjęcia --->

Wielki remont trasy PST w Poznaniu. Trwają prace na kolejnym...

Nie usłyszał pan na żywo „Betonowego Jaśkowiaka”, że użyję najłagodniejszego z pana przydomków?
Raz słyszałem coś podobnego od mężczyzny mijającego mnie na rowerze. I koledzy w klasie syna tak się nabijają. Ale na co dzień spotykam się z dużą życzliwością, na przykład na placu Kolegiackim, gdzie często siadam. Uważam, że to jest jedno z piękniejszych miejsc w Poznaniu. Aczkolwiek nawet osoby życzliwe i wspierające zadają pytania. Ostatnio 85-letnia poznanianka zapytała mnie, dlaczego te remonty są realizowane wszystkie naraz. Wytłumaczyłem, że wcale nie są naraz. Że najpierw był most Lecha, rondo Rataje, Wierzbięcice, tramwaj na Naramowice, jeszcze wcześniej Górny Taras Rataj, Estakada Katowicka, modernizacja wielu torowisk. A teraz sukcesywnie rozpoczynamy i realizujemy kolejne.

To kogo pan słucha? Pochwał na żywo, Internetu? Czy wcale pan nie słucha?
Śledzę to, co dzieje się w sieci. Ale nie angażuję się w takim stopniu, jak prezydent Wrocławia, nie wdaję się w polemiki.

Sam pan prowadzi swoje media społecznościowe?
Częściowo tak. Czasem ustalam coś, żeby było, ale niekoniecznie sam potrafię to zrobić. Generalnie sygnalizuję, co bym chciał uzyskać, pokazać. I tu są oczywiście spory, bo Joanna (J. Żabierek, rzecznik prasowa - przyp. red.) ma inny pogląd - uważa, że coś powinniśmy zrobić inaczej. Na przykład przekonuje mnie, że 4 września, kiedy wystąpiły kłopoty związane z remontem Pestki, to nie jest najlepszy moment, aby wrzucać film z wjazdu rowerem na Śnieżkę. To są argumenty, które rozumiem.

Ale i tak 4 września pojawił się post o pana wjeździe na Śnieżkę, podczas gdy Poznań od 1 września przeżywał armagedon komunikacyjny, związany z zamknięciem Pestki i remontami… Pierwsze reakcje były takie: co robił prezydent?
Post o Śnieżce pojawił się, ale na profilu prywatnym. Przede wszystkim jednak to nie był armagedon. Były pewne komplikacje, ale to się zawsze w ciągu kilku dni normalizuje. Problemy wystąpiły w piątek, a w niedzielę poinformowałem o działaniach zaradczych, które zamierzamy podjąć od poniedziałku. Dla mnie było jasne, że nie przetransportujemy w płynny sposób 80 tys. ludzi autobusami. To prosta matematyka. Ile osób wchodzi do autobusu? Ile mamy tych autobusów? Dodatkowo w sierpniu miało do nas dotrzeć 20 kierowców z Indii, ale utknęli w Bombaju.

I w efekcie miasto zostało zaskoczone.
Nie, miasto nie zostało zaskoczone. Wiedzieliśmy, że w pierwszych dniach roku szkolnego mogą pojawić się problemy. Tak jest zawsze, gdy wprowadza się komunikację zastępczą czy tymczasową organizację ruchu. Potem sytuacja ulega poprawie, dokonuje się korekt. W tym przypadku były one minimalne. Ktoś może sformułować zarzut, że od razu można było tak zrobić… Ale strumieni pasażerskich nie jest pan w stanie przewidzieć. W szczególności, gdy w naszych szkołach zaczyna naukę wielu nowych uczniów.

Rekrutacja do szkół średnich to kolejny problem, na który Miasto się nie przygotowało.
Przygotowaliśmy łącznie 7,5 tys. miejsc, czyli o 2,5 tysiąca więcej niż jest absolwentów podstawówek w Poznaniu. A i tak się okazało, że to za mało.

Nie uważam, by była to wina miasta Poznania, bo 50 procent więcej miejsc to duża rezerwa. Ale okazało się, że absolwentów z powiatu było aż 5 tysięcy. Starosta tylu miejsc nie przygotował, co też rozumiem, patrząc na budżety gmin. Ale to też się ułożyło i to w miarę szybko. Choć niewątpliwie, problem szkół średnich w skali aglomeracji jest, ale jest to problem systemowy, dotyczący zarówno dostępu do placówek jak i finansowania miejsc zajmowanych przez uczniów spoza Poznania.

Mamy bardzo duże nagromadzenie odbywających się naraz remontów, dochodzi remont ważnej trasy tramwajowej.
Musieliśmy to zrobić. Po pierwsze, te torowiska były w strasznym stanie. To za długi odcinek, aby remontować go etapami, wyłączając jedną nitkę i wprowadzając wahadło. Trwałoby to 2 razy dłużej, a koszty byłyby od 50 do 100 procent większe. Po drugie - uzyskaliśmy na realizację 25 mln zł środków rządowych. Biorąc pod uwagę, że całkowity koszt inwestycji to ok. 57 mln zł, musieliśmy to wykorzystać.

Dlaczego tych remontów nie można było zrobić wcześniej?
Dziennikarz, który tak mówi, nie uwzględnia podstawowych rzeczy. Takich jak perspektywa unijna i związany z nią proces inwestycyjny. Nie dokonuje analizy w szerszym kontekście i dłuższym ciągu przyczynowo skutkowym niż roczny czy nawet miesięczny. A przecież plan inwestycyjny przygotowuje się w perspektywie wieloletniej. Dlatego najpierw zakończyliśmy tramwaj na Naramowice, którego realizacja rozpoczęła się dopiero po wyremontowaniu mostu Lecha, by teraz móc rozpocząć modernizację Pestki. Tutaj na decyzję o rozpoczęciu tej inwestycji wpływ miała też rządowa dotacja. Tego, że otrzymamy wsparcie w tak szerokim zakresie 4 lata temu nikt nie wiedział. Nie mogliśmy tego nie wykorzystać. Wiedząc, w jakim stanie jest to torowisko, byłoby to po prostu nieodpowiedzialne. W przypadku centrum, z kolei, od początku deklarowaliśmy, że przywrócimy temu miejscu dawny prestiż. Najistotniejszym czynnikiem był jednak stan infrastruktury i ryzyko awarii, której konsekwencje mogłyby być tragiczne. Tam przebiegają rury o przekroju metra. Jak mi powiedział prezes Aquanetu po tym, jak zostałem prezydentem - jeżeli taka rura strzeli, to 2 kamienice składają się w 15 minut. Tekst redaktora Cylki (o tym, że inwestycje finansowe z UE można było zrobić wcześniej - przyp. red.) z Gazety Wyborczej był po prostu nierzetelny. On nie pokazuje tego, co zostało zrobione wcześniej. Na remonty infrastruktury torowej wydaliśmy, od momentu, gdy objąłem urząd, ponad 200 mln zł. A to nie obejmuje nowej linii na Naramowice, Unii Lubelskiej, ani remontów takich jak Wierzbięcice, rondo Rataje czy program Centrum, bo one mają znacznie szerszy zakres. To nie jest kwestia położenia asfaltu, tylko wymiany całej infrastruktury podziemnej. W przypadku torowisk co mniej więcej 30 lat trzeba wymienić wszystko co jest pod torowiskiem.

Ubolewam nad tym, że tak łatwo pisze się takie bzdury.

To trzeba je wytłumaczyć.
Ale to ktoś musi chcieć słuchać. Tymczasem zdarza nam się słyszeć, że dziennikarka, w tym przypadku z Gazety Wyborczej, nie skoryguje błędnej informacji, bo nie wierzy w to, co pani rzecznik mówi. Od osób, które od wielu lat piszą o mieście, wymagałbym też pewnej wiedzy. Tymczasem czytam, że na ul. 27 Grudnia będziemy sadzić drzewa w donicach. To nie są donice, tylko specjalne konstrukcje, umożliwiające drzewom rozwój w miejskiej przestrzeni. I o tych rozwiązaniach komunikowaliśmy wielokrotnie. Trzeba też zadać sobie trochę trudu, by spojrzeć w przeszłość i przedstawić sytuację w szerszym kontekście, a nie akurat takim, jaki pasuje w danej chwili do danej tezy. Przecież tam, gdzie dzisiaj mamy piękne platany pomiędzy Okrąglakiem, a Arkadią, były kamienice. I w latach 60 dokonano tam nasadzeń. Nikt nie usunął jednak piwnic, które zostały po kamienicach. System korzenny nie ma idealnych warunków do rozwoju. Ubolewam nad tym, że dzisiaj tak łatwo wydaje się osądy.

Nawiązał pan do mediów, to odbiję piłeczkę. Media mają na czym używać, kiedy na przykład mówi pan o zieleni w Poznaniu przy okazji remontu ulicy 27 Grudnia, wskazując na to, że w projektowaniu tego wszystkiego, między innymi wycinki drzew, brali udział architekci krajobrazu, w tym pani Aneta Mikołajczyk. A ona mówi, że to nieprawda, że jej projektu nie wykorzystano. Media zaś mówią: sprawdzamy.
Ten projekt był przygotowany przez pracownię, której koncepcja została wybrana w konkursie. Pani projektant była jednym z autorów tej koncepcji, podpisanym pod nią z imienia i nazwiska. A to, że zespół projektowy nie uznał jej wielkości i nieomylności, i zrobił korektę w tym, co ona proponowała… Taki projekt, to zawsze jest jakiś kompromis pomiędzy pomysłami, nie wiem, może 10 osób a także uwarunkowaniami i ograniczeniami, w jakich projektant musi się zmieścić.

Jest pan zadowolony z tego projektu?
Przede wszystkim poczekajmy na jego efekty. Patrząc na założenia, choćby na ilość zieleni, którą tam wprowadzamy, mam głębokie przekonanie, że będzie to korzystne dla tej przestrzeni. Ale ten projekt to nie tylko to, co widać gołym okiem. To naprawdę trudne tematy. Mam tu na myśli fatalny stan nieremontowanej od 70 lat infrastruktury, jej kolizje z systemem korzennym drzew oraz zagrożenia z tym związane. Poznańscy radni byli ostatnio w Wiedniu i tam jeden z nich zadał pytanie: a co się dzieje w sytuacji kolizji, gdy jest drzewo i jest infrastruktura? I usłyszał odpowiedź: miasto musi mieć wodę w mieście, muszą być odprowadzane ścieki i czasami po prostu trzeba podjąć trudną decyzję.

Ale tych kolizji jest aż tak dużo? Spójrzmy na plac Kolegiacki. Po remoncie powierzchnia, na której rosną drzewa to jest ile, jedna piąta placu?
Jedna czwarta. I te drzewa będą miały w ciągu kilku lat wysokość 15 metrów. To 25 procent powierzchni. Co więcej zastosowano takie materiały, żeby powierzchnia była przepuszczalna i zapewniała retencjonowanie wód opadowych. Ograniczeniem przy tym projekcie były wymogi konserwatorskie. W miejscu obecnego placu był największy i najważniejszy poznański kościół, czyli kolegiata. To nasza historia, dziedzictwo, które należy pielęgnować i w odpowiedni sposób wyeksponować. To miejsce bardzo ważne dla poznaniaków. To jest plac a nie park czy skwer i ma w związku z tym inne funkcje. Są tam obecnie ogródki, jest miejsce na wystawy i inne wydarzenia kulturalne. Plac żyje, korzystają z niego mieszkańcy, co wcześniej nie miało miejsca. Wystarczy spojrzeć na to, ile tam przychodzi osób z małymi dziećmi, które jeżdżą na rowerkach, czy hulajnogach, ile tam przychodzi wycieczek. Można przyjść, usiąść przy fontannie, zapoznać się z historią tego miejsca. Jest to zatem zawsze jakiś kompromis. Koncepcja została wybrana przez fachowców z zakresu architektury, urbanistyki i tak dalej. To projekt sprzed 4 lat. Być może dzisiaj wygrałby inny. Oczywiście, że można pójść prostymi hasłami typu betonoza. Ale gdzie ta betonoza jest?

Uważa pan, że betonoza to niesprawiedliwy zarzut?
Uważam, że to jest niesprawiedliwe. Zwłaszcza przy tak szlachetnym materiale, jaki został wykorzystany na placu Kolegiackim. Rozumiem przeciwników politycznych, którzy to podbijają, ale kiedy się takie teksty pisze może warto zapytać projektanta. A tu były 4 miesiące jazdy bez trzymanki i krytyki przez osoby, które czasami nie mają pojęcia o zagadnieniach, o których piszą. Czyli najpierw się formułuje jakiś osąd, a dopiero potem zadaje pytania. To jest po prostu nierzetelne.

Mam wrażenie, że przy placu Kolegiackim cała dyskusja się zaczęła jak już plac Kolegiacki był właściwie na ukończeniu. Inaczej jest w przypadku 27 Grudnia, gdzie dyskusja rozpoczyna się, zanim na dobrą sprawę remont się rozpoczął. I tam zarzuty padają dosyć często i gęsto, że na przykład same wizualizacje już przekłamują rzeczywistość. Pokazują piękną, zieloną przyszłą aleję, a sceptycy przekonują, że to przekłamanie, że te piękne drzewa wcale nie będą tak wyglądać, bo będą podcięte pod trakcję tramwajową i tak dalej…
Najlepiej bronią się fakty. Dzisiaj można zobaczyć jak wygląda plac Kolegiacki. Oczywiście, jeżeli się zrobi zdjęcia w grudniu, gdy nie będzie liści, to on będzie wyglądał trochę inaczej. Ale tu są konkretne dane.

Rozumiem, że to też temat polityczny. Ale jeżeli na bazie jednego negatywnego przykładu z jakiejś miejscowości w Polsce, wykreuje się temat betonozy i ten filtr nakłada się na każdą inwestycję we wszystkich miastach, to nie jest to dziennikarstwo. Jest klikbajtoza. I nic poza tym.

Uważa Pan, że na przykład Koalicja ZaZieleń to jest pana przeciwnik polityczny?
Nie, nie, nie. To akurat kwestia profilu działalności tej organizacji, która koncentruje się wokół zieleni i jej dostępności w przestrzeni miejskiej. Ale takich grup interesów jest znacznie więcej. Są też uwarunkowania obiektywne związane chociażby z bezpieczeństwem, czy funkcją danego terenu, oczekiwaniami dotyczącymi dostępności danego miejsca, a także rosnących standardów dotyczących wielkości powierzchni mieszkalnej. I na końcu trzeba te wszystkie racje wyważyć i znaleźć kompromis. Jeszcze parę lat temu, 14 metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej na mieszkańca wystarczyło, by zatrzymać go w mieście, by nie wyprowadzał się na obrzeża, dzisiaj jest 24, w Niemczech - aż 40. Nasze społeczeństwo też się zmienia, zamożnieje. Musimy to akceptować i w konsekwencji dążyć do szukania sensownych kompromisów, a gdy pojawiają się możliwości takie jak niedoszłe pole golfowe, które zamieniamy teraz w las - wykorzystywać je. Tam będzie 270 tysięcy nowych drzew! To bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że mamy ich obecnie w Poznaniu około 2 milionów.

Schodzimy do poziomu, przy którym eksperci na Facebooku wytykają panu, że miasto pokazuje jedno, a robi drugie. Że w wizualizacjach na 27 Grudnia jest więcej drzew niż będzie w rzeczywistości…
Dla mnie sformułowanie ekspert na Facebooku to oksymoron. O jakich pan ekspertach mówi? Nie akceptuję tego rodzaju zakrzywiania rzeczywistości i dewaluacji niektórych pojęć. To, że portal jest społecznościowy, nie znaczy, że jego użytkownik jest z automatu społecznikiem, to że ktoś aktywnie komentuje, nie robi z niego aktywisty. To, że wypowiada się, przedstawiając różnego rodzaju sądy, nie czyni z niego eksperta. Są to prostu osoby przedstawiające swój punkt widzenia. Zacznijmy więc nazywać rzeczy po imieniu i zgodnie ze stanem faktycznym. Sprawdźmy, kim dana osoba jest. Jeżeli to będzie na przykład profesor, który ma swój bogaty dorobek w dendrologii, wtedy nazywajmy go ekspertem. Jeżeli to jest ktoś, kto wykonał ilość projektów urbanistycznych, ma zasługi w tym obszarze to nazwijmy go ekspertem od urbanistyki, od architektury. Nie nadużywajmy tych terminów, bo to prowadzi do ich dewaluacji, psuje język, powoduje dezinformację.

To ja mam zarzut. Tak jak rozpoczynając pierwszą kadencję zapowiedział pan rewolucję w komunikacji poznańskiej i w dużej części ją przeprowadził, czy podobna polityka nie powinna dotyczyć zieleni i przyszłości tego miasta? Nie mówię tutaj o delikatnych ruchach, o delikatnych procentowo przyrostach. Czy nie uważa pan, że w sytuacji, kiedy zbliżamy się do katastrofy ekologicznej, klimatycznej, miasto nie powinno absolutnie przestawić swojego sposobu myślenia i doprowadzić do zielonej rewolucji?
Nie wygra pan z katastrofą klimatyczną samymi drzewami. Trzeba do tego podejść szerzej. W tej chwili prowadzimy akcję, by przekonać poznaniaków do redukowania zimą temperatury w swoich mieszkaniach i miejscach pracy…

A to wynika z ekologicznego, a nie ekonomicznego podejścia?
Jeden stopień mniej, to niższe zużycie węgla i CO2 o średnio 7 procent.

Dziwnie się to zbiegło z kryzysem energetycznym.
Mam to przećwiczone. 10 lat temu serwisant pieca przekonał mnie, bym obniżył temperaturę w domu. A potem zobaczyłem zużycie i rachunki. Byłem bardziej radykalny, obniżyłem temperaturę o 3 stopnie. I naprawdę była bardzo duża różnica.

A jak to wygląda w skali miasta?
Veolia dostarcza ciepło do 60 procent budynków, zużywa na to 400 tysięcy ton węgla plus 200 tys. ton na produkcję energii elektrycznej. Zmniejszenie o 5 do 8 procent zużycia węgla, to 20 do 32 tys. ton węgla mniej. To oznacza niższą emisję CO2 o 40 do 64 tysięcy ton. A to jest mniej więcej tyle, ile jest w stanie zaabsorbować 7 do 12 milionów drzew. Inwestycja Volkswagena i Veolii, umożliwiająca wykorzystanie ciepła wytwarzanego w procesie produkcji w odlewni aluminium, pozwala na ogrzanie 4,5 tysiąca mieszkań. W skali roku oznacza to redukcję emisji CO 2 o 2440 ton. To tyle, ile jest w stanie wchłonąć 406 tysięcy drzew. W Poznaniu, jak wspomniałem, jest ich ok. 2 milionów. To pokazuje skalę korzyści z takich działań. Ale uzmysławia też, że problemem nie jest ilość zieleni, tylko wielkość emisji. I w tym obszarze musimy w większym stopniu szukać rozwiązań.

Jeżeli dążymy do neutralności klimatycznej, jeżeli dążymy do tego, żeby powietrze było lepsze, to musimy podejść do tego bardziej holistycznie, uwzględniając m.in. element mobilności. Czyli, jeżeli w wyniku przebudowy centrum będzie konieczność usunięcia krzewów, czy drzew, by zbudować np. drogę rowerową, to spójrzmy też na to, o ile procentowo spadnie liczba osób korzystających z samochodu, ile CO2 wtedy mniej produkujemy. Jeżeli pan mówi o katastrofie, to zacznijmy bazować na faktach.

Wracajmy do ciepła.
Mówię o 1 stopniu, a ile korzyści da obniżenie temperatury o 2? Teoretycznie powinienem teraz krytykować rząd i mówić: jak to, ludzie mają teraz marznąć? Ale to są działania dla planety bardzo istotne, które możemy zrobić w Poznaniu i każdym innym mieście. Jeśli chcemy mieć lepszy klimat, to zacznijmy od siebie. To naprawdę niewielkie poświęcenie, a korzyści dla środowiska ogromne. Musimy zmniejszyć emisję CO2, bo to jest klucz do sukcesu, a zmniejszenie emisji CO 2 wymaga zmian w zakresie mobilności. 60 procent zanieczyszczeń jest obecnie generowanych przez transport, a 40 przez ogrzewanie.

To jeszcze raz spytam: miasto namawia do tego z powodów ekonomicznych czy ekologicznych?
Gdy czytam te wszystkie apele ekologiczne formułowane przez osoby, które potem lecą sobie z przyjaciółmi do Grecji na wakacje samolotem emitującym tyle zanieczyszczeń, ile rocznie absorbuje 400 drzew, to zastanawiam się, o co tu chodzi. Możliwości są dwie. Albo temu komuś brak wiedzy, albo to jest po prostu zakłamanie. Wrodzona życzliwość każe mi przypuszczać, że to jednak niewiedza. Ja też nie wiedziałem, że jedno drzewo pochłania rocznie 6 kg CO2.

W mieście musimy działać holistycznie, nie tylko przez pryzmat 5 drzew, ale również tego, ile osób pojedzie rowerem, ile osób pójdzie pieszo. Musimy promować takie postawy, tworzyć miasto piętnastominutowe, żeby nie rozlewało nam się na obrzeża, generując dodatkowy ruch samochodowy. Szukajmy rozsądnych rozwiązań. Wracając co projektu Centrum. Ten projekt był konsultowany 4 lata temu. Wymagał uzgodnień z gestorami sieci. To nie tylko miasto za ten remont płaci, oni muszą te remonty też w swoje budżety wkomponować…

Jeżeli robię zarzut, to taki, że dzisiaj remonty są na dzisiejsze czasy, również z konsultacji to wynika. Ktoś ma takie oczekiwania, ktoś inne, ale nie wybiega myślą w przyszłość. Za 10, 20,30 lat będziemy mieli zupełnie inne środki komunikacji i zupełnie inne temperatury.
Ale nikt nie ma chyba wątpliwości, że podstawowym środkiem komunikacji w mieście będzie transport publiczny, zbiorowy. Na przemieszczanie się jednej osoby w tramwaju trzeba 0,3 metra kwadratowego. Rowerzysta w ruchu zajmuje 5,5 metra, samochód 55.

Żartował pan rozpoczynając kadencję, że wyrzuci pan samochody, zwłaszcza te spoza Poznania, rozpoczynając udawane remonty…
Ale ja wcale nie żartowałem! Tyle, że remonty nie są udawane. To poszło dalej i proszę spojrzeć na efekty: nasze inwestycje w modernizację infrastruktury torowej skutkują tym, że już rok temu mieliśmy najwyższą średnią prędkość przelotową tramwajów wśród dużych polskich miast, a po zakończeniu Pestki i Projektu Centrum będzie jeszcze większa. Skalę naszych działań mieszkańcy Poznania mogli zobaczyć również dzięki krytyce. Gdyby nie ta krytyka, także polityczna, połowa mieszkańców Poznania nie wiedziałaby, ile myśmy zrobili. Nie każdy codziennie przyjeżdża przecież do centrum, czy śledzi na bieżąco informacje na ten temat.

Rok 2023 lub 2024 - zobaczymy, jak z tymi wyborami będzie - remonty będą skończone?
Tak.

To będzie pana kiełbasa wyborcza?
Jeszcze nie wiem, czy wystartuję w wyborach. Gdy mieszkańcy Poznania obdarzyli mnie 8 lat temu zaufaniem, uznałem, że tego nie można zmarnować. Tego, co robię, nie robię żeby potem się móc pochwalić, albo żeby to zapewniło mi wysokie sondaże. Robię to z przekonania, że to jest ważne dla Poznania i jego mieszkańców. 3 razy łatwiej jest tego wszystkiego nie robić. Ale nie można bać się krytyki. Ona zawsze jest, gdy są w mieście utrudnienia, to naturalne. Dla mnie jasne jest, że gdybyśmy wykorzystali te środki, na przykład na halę widowiskowo-sportową, byłoby łatwiej. 10 razy trudniej jest podjąć takie decyzje jak z rondem Rataje i zrobić nie jeden stadion, a 10 trudnych realizacyjnie i komunikacyjnie inwestycji po 100 milionów. Miałem wielkie szczęście, że w okresie, gdy realizowane były projekty generujące najwięcej utrudnień, wybuchła pandemia. Dzieci uczyły się wówczas zdalnie, ludzie pracowali w domu, ruch samochodowy zmniejszył się diametralnie i mogliśmy zakończyć te wszystkie inwestycje. I to zakończyć w terminach.

Absolutnie nie robię tego dlatego, że to ma być kiełbasą wyborczą. Robię z przekonania, że tak po prostu trzeba. Należało wykorzystać możliwości w ramach perspektywy unijnej 2017-2023 i to zrobiliśmy.

Ale wróćmy do kiełbasy wyborczej. Deklarował pan kiedyś, że dwie kadencje i koniec. Dziś te pana deklaracje już takie pewne nie są.
Staram się wykonać tę pracę tak, jak potrafię najlepiej. Zobaczymy, co przyniesie życie. Dochodzą do mnie takie raczej pozytywne sygnały. Mieszkańcy, których spotykam i z którymi rozmawiam, dobrze oceniają nasze działania. Znajduje to odzwierciedlenie w badaniach prowadzonych przez partie polityczne. Rozmawiałem o tym też z Donaldem Tuskiem… Faktycznie taki był mój zamiar - dwie kadencje. Kiedy składałem tę deklarację nie sądziłem, że rządzący do swojego sloganu wyborczego „Polska w ruinie” podejdą tak dosłownie i będą go z taką determinacją wdrażać. Gdyby nie wprowadzone przez nich zmiany, które nas pozbawiły kilkuset milionów złotych, już nie mówiąc o inflacji i o wzroście ceny energii elektrycznej na poziomie 500 procent w skali 2 lat, to w czasie tych dwóch planowanych początkowo kadencji, naprawdę mógłbym dużo więcej zrealizować dla Poznania.

Sugeruje pan, że za kolejne 8 lat może już tak nie wyglądać, nie będzie remontów w Poznaniu, bo będą zrobione, czy nie będzie nas na nie stać?
To chyba normalne, że najpierw przeprowadza się kapitalny remont domu, a dopiero potem urządza ogród, czy robi wystrój wnętrza. Podobnie należy podejść do planowania inwestycji w mieście. Na dzisiaj, tą kluczową dla Poznania jest drugi etap tramwaju na Naramowice. To co się udało zrobić, pokazuje jak ważny jest ten projekt, jak wiele osób z tego korzysta. A dopiero dociągnięcie tej linii do Garbar da efekt właściwy. Dla komunikacji publicznej w mieście to gamechanger.

A mamy jeszcze ważne inwestycje podmiotów prywatnych, w tym kwestię Malty i lepszego wykorzystania jej potencjału, czy Starej Rzeźni, której budowa ma wkrótce ruszyć. Jestem przekonany, że to jest ważne, potrzebne i istotne dla przyszłości Poznania. Spójrzmy na rozwój infrastruktury rowerowej w ostatnich latach. To nie była jakaś moja fanaberia, tylko przekonanie, że to najbardziej ekologiczny i ekonomiczny środek przemieszczania się do pracy, czy do szkoły. Efekt jest taki, że udział rowerzystów w ogólnym ruchu systematycznie rośnie.

Inwestycje w transport publiczny, ale nie tylko w kupno nowych tramwajów - co jest efektowne i widoczne, bo ładnie wygląda - tylko przede wszystkim w remonty torowisk. To są oczywiście prace niewdzięczne, politycznie trudne chwile związane z uciążliwościami dla mieszkańców. Ale konieczne ze względów bezpieczeństwa i przyszłego komfortu podróżowania transportem zbiorowym.

I w końcu Stary Rynek… Byłem załamany tym co po Euro2012 stało się z tym miejscem… Nasza wizytówka zamieniła się w dzielnicę portową, gdzie zjeżdżała się gównażeria, były jakieś dopalacze, alkohol, kluby go go. Stwierdziłem, że trzeba zrobić wszystko, żeby temu miejscu przywrócić dawną świetność, poprawić jego dostępność dla osób z niepełnosprawnościami i jednocześnie zmodernizować infrastrukturę, która 70 lat nie była wymieniana.

Tak do tego podchodzę. Nie mam w sobie strachu przed tym, żeby wrócić do życia biznesowego. Zarabiałem wielokrotnie więcej, miałem mniej pracy i to był mniejszy stres, mniejsze obciążenie niż to, z czym mam do czynienia teraz. Nie będę się kurczowo trzymał tej funkcji. Istotne przy podejmowaniu decyzji o starcie w wyborach będzie dla mnie to, jak oceniają mnie poznaniacy i poznanianki. W mojej ocenie to nie wygląda źle, a z badań, które wykonała partia, wynika, że wręcz bardzo dobrze. Ale to się może oczywiście jeszcze zmienić. Jeżeli bym chciał wystartować, to też z jakimś konkretnym planem tego, co jeszcze chciałbym zrobić. Utrzymanie się na tym urzędzie nie jest celem, dla którego warto się o prezydenturę ubiegać. Chciałbym więc zadeklarować konkretny cel, jaki chciałbym zrealizować. W polityce to się chyba tak często nie zdarza, że jeżeli ktoś coś deklaruje, to potem się z tego wywiązuje. Zakładam jednak, że nam się uda. Również w zakresie tej zieleni, o której tyle mówimy. Chcę, żeby podczas sprawowania przeze mnie urzędu było 500 tysięcy nowych nasadzeń drzew w Poznaniu.

A ile już jest?
To jest w toku.

Zgrabnie pan wybrnął. Pytam o inwestycje, bo mogą stać się dla pana trampoliną polityczną, bo przecież o wyborach mówiąc nie mówimy tylko o kolejnej kadencji prezydenta. Po drodze są inne wybory, do Sejmu. Bierze pan to pod uwagę?
Nie.

Nie i zdecydowanie nie?
Tak. Powiedziałem to zdecydowanie przewodniczącemu, bo taką rozmowę z nim przeprowadziłem. Donald Tusk sondował mnie w tym obszarze.

Nawet za stanowisko w rządzie?
….

Pożyjemy, zobaczymy?
Nie.

To co robię obecnie, to nie jest prosty chleb. Oczywiście można mieć jeszcze gorzej, być na przykład właścicielem klubu piłkarskiego. Będę oczywiście Donalda Tuska wspierał, a także opozycję w tym obszarze. Natomiast moja praca jest trudna, w miarę mam to poukładane, wiem mniej więcej, co trzeba robić i jak. Natomiast zarządzanie Polską po roku 2023 będzie abstrakcyjnie trudne. Nie tylko w układzie finansów publicznych, które są w katastrofalnym stanie. To także kwestia mandatu, jaki partia, która zwycięży i sformułuje rząd, będzie miała. Nikt nie wygra przecież wyborów na poziomie 70 procent, w związku z tym ta władza będzie ograniczona. Do tego dochodzi kwestia współpracy z prezydentem, czy działań telewizji publicznej.

I żeby mieć jasność. To nie jest tak, że wszystko, co robi rząd Zjednoczonej Prawicy krytykuję. Są też rzeczy pozytywne, jak choćby rozbudowa szpitala klinicznego w Poznaniu.

Jest pan w stanie się dogadywać z obecnym rządem?
Proszę pana, jeśli ja się dogadywałem z arcybiskupem Gądeckim, to się dogadam z rządem bez żadnego problemu. To, że mam specyficzny sposób negocjacji, to inna sprawa. Nie ma jednak drugiego takiego polityka, który byłby do tego stopnia otwarty na dialog z każdym…

Widzi pan wybuch aktywności internetowej pewnych fanpage, które pana obecnie punktują niemal codziennie, często wyciągając argumenty z działalności urzędu?
Mam informacje, że kilka agencji reklamowych współpracujących ze spółkami Skarbu Państwa, przypadkowo prowadzi też profile ostro mnie krytykujące. Zidentyfikowaliśmy je. I ostatnio zamilkły.

Ale nie wszystkie.
Nie wszystkie, bo nie wszystkie są w ten sposób finansowane. Są też osoby, które po prostu mnie krytykują, bo uważają, że źle robię. Mają do tego pełne prawo, w końcu jest demokracja. Niektóre są bardzo dowcipne zresztą, jak jeszcze niedawno Trójkąt Bermudzki, który teraz zmienił swój profil działania i głównie trolluje.

A Poznaniator?
No nie, to jest twór prowadzony przez agencję. Trójkąt - w mojej ocenie - zresztą już też.

Przy poprzednich wyborach mówiło się, że Internet zdecyduje o kilku procentach wyniku wyborczego. Przy następnych jego wpływ może być już znacznie większy. Czy pan i urząd są przygotowani na takie działania? Albo już je prowadzicie?
Oczywiście, mamy jakieś komórki do spraw cyberbezpieczeństwa, aby chronić infrastrukturę wrażliwą. Obserwujemy to, co dzieje się w internecie. Widzimy, że profile antyszczepionkowe absolutnie zmieniły swój profil działania po wybuchu wojny Rosji z Ukrainą na antyukraińskie. Nie mam dziś żadnych wątpliwości, że za tym profilami stoi rosyjska agentura. I nie mam żadnych wątpliwości, że rosyjska agentura jest bardzo aktywna na polu walki politycznej w Polsce. I będzie. Również w przypadku lokalnych polityków, oni też są brani na cel.

Jasne też jest dla mnie, że Internet jest obszarem, w którym można w łatwy sposób dezinformować, siać zamęt. Czasem nie trzeba nawet bardzo się starać, wystarczy wrzucić odpowiednim środowiskom pewne tematy.

Łatwo rzucić argumentem, że coś jest rosyjską agenturą, znacznie trudniej to udowodnić.
W przypadku portali antyszczepionkowych nie mam żadnych wątpliwości.

A w przypadku poznańskich?
No nie, tego nie zakładam. Ale są tematy nośne, budzące duże emocje. Politycy zdają sobie sprawę, że można na tym zbić polityczny kapitał. Od tego są organy państwa czy media, aby takie rzeczy wychwycić. Zdaję sobie jednak sprawę, że treści, które tam są kolportowane istnieją w swego rodzaju bańce. Że nie są powszechne.

Jeżeli się okaże, że tego typu narzędzia wprowadzania w błąd są skuteczne - to trudno. Jeśli one wpłyną na wynik wyborów - to tak jak mówiłem, nie mam problemu z tym, żeby wrócić do biznesu. Szansa, którą dostałem, możliwość przeforsowania wielu zmian, to coś z czego się cieszę. Jestem wdzięczny, że było mi to dane. A co będzie za rok, czy dwa… dziś wielu osób, które znałem 7 lat temu, już nie ma…

Często w Internecie pojawiają się jednak dwa zarzuty, do których chciałbym, żeby się pan odniósł. Jeden z nich to działalność Poznańskich Inwestycji Miejskich, spółki, w której bardzo dobrze zarabia zarząd, a w nim pana protegowany Marcin Gołek. Czy pan jest z PIMu zadowolony?
W PIMie od momentu, kiedy objąłem urząd wymienione zostało 80 procent kadry. Kaponiera, której remont trwał tyle co II wojna światowa, a kosztowała 3 razy więcej niż miała - pozwoliła nam wyciągnąć określone wnioski. Dzisiaj PIM to front wschodni. Tam są trzy osoby: prezeska Justyna Litka, Marcin Gołek, który jest wiceprezesem i Tomasz Płócienniczak, nowy członek zarządu

Złośliwi mówią: wreszcie fachowiec.
Trudno zarzucać Justynie Litka, że nie jest fachowcem. To osoba, która ma ogromne doświadczenie w zakresie nadzoru właścicielskiego. To bardzo istotne kompetencje. Uważam, że trzeba patrzeć na efekty pracy. Jeśli w obecnych, cholernie trudnych warunkach - najpierw pandemia, potem inflacja, wojna Rosji z Ukrainą, która spowodowała, że pracownicy z Ukrainy zaczęli wracać do swojego kraju, a łańcuchy dostaw zostały przerwane - te wszystkie inwestycje są robione w terminach, to należy to uznać za duży sukces… Uważam, że należy oddać szacunek ludziom, którzy za to odpowiadali. To też jest zasługa PIM. A to, że zdarzają się błędy… nie ma takiej struktury, która nie popełniałaby błędów.

Nie można wszystkiego sprowadzać do kwestii zarobków. Wiem, ile zarabiają zarządzający w biznesie na podobnych stanowiskach. To znacznie większe pieniądze. W spółkach miejskich zarobki są wyższe niż pensje w urzędzie miasta, ale i tak odbiegają od warunków rynkowych znacząco in minus.

Tylko czy w biznesie na kierowniczych stanowiskach dostałby miejsce Marcin Gołek, bez doświadczenia?
Jestem przekonany, że dzisiaj, w ciągu trzech miesięcy znalazłby pracę na rynku.

Dzisiaj już tak.
On ma naprawdę kompetencje. Można patrzeć przez pryzmat wieku, ale…

Pytam dlatego, że kiedy namaszczał go pan na stanowisko, to takiego doświadczenia nie miał. To był wyraz wiary w jego kompetencje, czy stał się przedłużonym ramieniem Jacka Jaśkowiaka w kluczowej spółce?
To był wyraz wiary w jego kompetencje. I w PIM. Trudno mi sobie wyobrazić trudniejsze zadanie. Mogłem poznać kompetencje Marcina w ciągu tych czterech lat pracy, jego fachowość, inteligencję, umiejętność analizy. To co było i jest jego ogromnym atutem, to znajomość struktury miasta. To niezwykle ważna kompetencja w takiej jednostce. Rozwiązywanie problemów, współpraca z różnymi jednostkami, również niemiejskimi - to nie jest łatwy chleb.

Drugi zarzut przeciwko panu, to kwestia nieuregulowanych płatności za nośniki reklamy zewnętrznej.
Mamy teraz kontrolę z Najwyższej Izby Kontroli. To co było plagą Poznania, jak wielu innych miast, to wrzask przestrzeni. Na samym rondzie Rataje mieliśmy 13 reklam, z czego połowa była nielegalna. Wiaty przystankowe zostały zamienione w słupy ogłoszeniowe. Uznałem, że to należy przekazać Targom do zarządzania, żeby obszar tak ważny dla miasta, również w kontekście ustawy krajobrazowej, czy pracy plastyka miejskiego, został w końcu uporządkowany. I Targi to bardzo sprawnie przeprowadziły. Proszę spojrzeć, ile nowych wiat powstało, jak wyglądają słupy ogłoszeniowe… A to, że biznesy, które z tego żyły, nie są szczęśliwe i mnie atakują, to dla mnie oczywiste. Wcześniej nikt nie był w stanie tego przypilnować.

Ale dziś pana punktują, że miasto nie pobiera pieniędzy za te reklamy.
Ale Targi pobierają.

Mówię o tych wielkich słupach.
Ja muszę patrzeć przez pryzmat dobra publicznego. Deklarowałem, że się z tym zmierzę. Proszę spojrzeć, o ile nasze miasto jest dziś piękniejsze. Jaka jest jakość wiat, jakie mamy z tego korzyści - mamy m.in. możliwość wykorzystania tych powierzchni do naszych akcji społecznych. To są konkrety. A to, że naruszyłem jakieś tam interesy… Jeden z deweloperów napuścił na mnie związki zawodowe, żeby złożyły na mnie doniesienie do CBA, gdy powstawał Nowy Rynek. A proszę zobaczyć, jak to miejsce wyglądało kiedyś, a jak wygląda teraz. Ile podmiotów postanowiło ulokować działalność w Poznaniu, ze względu na jakość i dostępność przestrzeni biurowej.

Czy miasto na tym zarabia?
Proszę sprawdzić, jakie mamy przychody z podatku od nieruchomości. Jakie korzyści wynikają z tego, że tylu ludzi znalazło tam pracę i jak to wpłynęło na procesy demograficzne w mieście. Spis powszechny pokazał, że w Poznaniu mieszka o 16 tysięcy osób więcej niż podawali rok temu. Najbardziej cieszy to, że utrzymujemy dodatnie saldo migracji w grupie młodych osób, które wracają do miasta z przedmieść. Nawet jeśli dostaję łomot od jakichś portali finansowanych z nie wiadomo czego, to nie będę się tym przejmował.

Ale CBA na panu nie siedzi?
Sprawdzili, zobaczyli, że zarzuty były bezpodstawne.

Ale pan mówi o Nowym Rynku, ja pytam o reklamy - ich nikt nie kontroluje.
Kontroluje NIK. Sprawa jest prosta: na tym zarabia miejska spółka, która wkrótce będzie modernizować Arenę, finansując to z własnych środków. W grę wchodzi bardzo poważna kwota. My takiej inwestycji nie zmieścimy w miejskim budżecie, ale zrobi to miejska spółka. A jeśli miejskie spółki mają zyski - to mnie to cieszy. Życzyłbym tego rządowi, aby spółki skarbu państwa też miały zyski. Mogę im powiedzieć, jak to się robi: wywalić działaczy partyjnych i…

Ale to dotyczy wszystkich.
Że w naszych spółkach są działacze? Proszę mi wskazać miasto, w którym jest tak mało działaczy partyjnych w spółkach.

Tak na koniec. Dziś pana nazywają Betonowym Jackiem, to jak chciałby być pan nazywany, gdy skończy prezydenturę?
Nie ma to dla mnie znaczenia. Najważniejsze, żebym miał przekonanie, że nie zawiodłem poznaniaków, dobrze wykonałem swoją robotę, w zgodzie ze swoim sumieniem i przekonaniami. Gdy zakończę działalność publiczną, być może zrealizuję również jakieś swoje marzenia, jeśli tylko starczy sił fizycznych. Sobie życzę, bym odszedł z urzędu z przekonaniem, że nie spieprzyłem tego czasu. A co ktoś inny będzie myślał… I Joannie i Marcinowi zawsze mówiłem, że najgorsze co mnie może spotkać, to moment, gdy zacznę robić to, czego życzą sobie media. A przydomki… mam to w d…

Namaści pan swojego następcę?
Nie. Po władzę trzeba umieć sięgnąć.

Nauczył się pan miasta. Są dziś ludzie, którzy lepiej znają miasto?
Świetnie zna Mariusz Wiśniewski, świetnie zna Marcin Gołek, świetnie Jędrzej Solarski, Bartosz Guss. Poszczególni dyrektorzy, wielu ludzi w strukturze. Gdy to się wszystko tworzyło, ścierały się pewne pomysły… na końcu przekonałem wielu ludzi, że zmiany, które wprowadziliśmy są dobre.

Aż jestem ciekaw co na to Ryszard Grobelny?
To dosyć tragiczna postać, która bardzo wcześnie objęła funkcję. Może ten brak doświadczeń wcześniejszych spowodował, że zawodowo sobie tego idealnie nie ułożył.

A pan sobie ułożył idealnie?
Zawsze byłem zadaniowy. Starałem się zawsze najlepiej jak mogłem, tak samo, gdy startuję w zawodach - staram się dać z siebie, tyle ile mogę. Tak samo w życiu. Cieszę się z tego, że mam super dobre relacje z rodziną, choć też oczywiście popełniałem błędy. To na czym najbardziej mi zależy, to świadomość, że dobrze przeżyłem swoje życie.

Czy mam wrażenie, czy pan się zrobił aktywniejszy medialnie?
Musieliśmy przeczekać lipiec, sierpień - okres bardzo mocnego ataku. To była jazda bez trzymanki. Podejmowanie wówczas jakichkolwiek działań nie miałoby najmniejszego sensu. Emocje były na tyle rozdmuchane, że efekt mógłby być odwrotny od zamierzonego. A teraz trzeba wyjść z kontrą. Prawda się broni najlepiej. Największy komfort daje mi to, że ataki idą, jak kulą w plot. Te w sprawie remontów były największym prezentem, jaki dała mi opozycja. One dopiero uświadomiły poznaniakom rozmach inwestycji!

Tak samo będzie z drzewami. Pokażemy, ile jest nowych nasadzeń, ile w tym zakresie będziemy jeszcze robić. Na miejscu tych, którzy chcieliby we mnie uderzać, wybrałbym inne miejsce.

Jakie?
Nie będę im dawał instrukcji obsługi. Wszyscy poddają się pewnej fali. Najpierw był rowerowy Jacek, potem był tęczowy Jacek. Teraz wszyscy skupiają się na remontach, a za chwilę Pestka będzie jeździć 70 na godzinę. Ufam w zbiorową mądrość, która potrafi to zobaczyć. Nie chciałem wyciszać ataków, to byłoby politycznym błędem. Niech mówią. A na końcu… na końcu może będą mówić: Zielony Jacek?

Echa tej rozmowy:

Rozmowę polecali i przeciwnicy...

i sam prezydent Poznania

Oraz

m.in. dziennikarze

Zobacz też:

Wybudowany 100 lat temu stadion w Poznaniu zamienił się w ruinę.  Do niedawna na trenowała tam poznańska Warta. Zlikwidowano już legendarne targowisko przy ulicy Bema, które mieściło się na parkingu obiektu. Przyszłość obiektu obecnie nie jest znana. Zobacz najnowsze zdjęcia historycznego stadionu -->

Stadion-widmo w Poznaniu. Mieścił dziesiątki tysięcy ludzi, ...

Ulica Wjazdowa (dzisiaj Św. Marcin) - 1935 rok

Poznań w latach 30. XX wieku. Tak wyglądał przed wojną! Uwie...

Radni miejscy są zobowiązani do opublikowania swoich oświadczeń majątkowych. Sprawdzamy, co posiadają poznańscy radni.Sprawdź w galerii, co posiadają -->

Radni miejscy z Poznania opublikowali oświadczenia majątkowe...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jak unikać informacyjnego przeładowania? Zobacz program 3 sposoby NA

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kasienka
Nawet nie chce sie komentowac tego Jaskowiatego glupka. Tam gdzie rzadzi PO tam jest degrengolada, upadek, prowincjonalnosc, brak zasad, brak przyzwoitosci, nienawisc, uwiad umyslowy. PO prostu dno.
z
zniesmaczony
na końcu może będą mówić: Zielony Jacek?

Nie rób sobie jaj człowieku-egocentryku. od lat więcej drzew licząc w m3 masy drzew ubywa niż przybywa. na ch. mi sadzenie na Smochowicach, ja chcę drzew w śródmieściu. O deweloperskich osiedlach gdzie pozwala się na najniższy % pokrycia terenu zielenią nie wspominam, bo to skandal w wydziale architektury i urbanistyki pańskiego urzędu
G
Gość
skoro tak prezydent lubi fakty, to fakt 1 - na 27 grudnia korzenie drzew nie zagrażają żadnej infrastrukturze podziemnej - ani obecnej ani planowanej - łatwo być "ekspertem" na podstawie niesprawdzonych informacji ;)
G
Gość
tylko mnie jawi się obraz drugiego Putina, który izolowany od ludzi, łykający tylko swoją propagandę, egotycznie zakochany w swoim ciele twierdzi, że problemów nie ma, wybrane przez niego fakty zgadzają się z jego osądem, krytykujący są opłacani, bo przecież pani Grażyna z bazarku chwali, a lud go kocha i przyjmie kwiatami, gdy tylko się pojawi?
Wróć na gloswielkopolski.pl Głos Wielkopolski
Dodaj ogłoszenie