Jarocin 2012: Powstańcza sobota i KULTowa niedziela na festiwalu [RELACJA ZDJĘCIA]

TR
Fot. Paweł Miecznik
Udostępnij:
Spięty dotrzymał słowa. W sobotnią noc publiczność w Jarocinie dostała niezwykły koncert. "Powstanie Warszawskie" wybrzmiało w tym miejscu wyjątkowo mocno. Ten koncert dostarczył nie tylko muzycznych emocji. A to jeszcze nie koniec emocji na tegorocznym festiwalu. Ostatnim dźwiękiem Jarocina będzie bowiem Kult.

Tegoroczny festiwal w Jarocinie to przede wszystkim festiwal polskiej muzyki. I nikogo tutaj nie dziwi, że amerykańska gwiazda Against Me ściąga pod scenę mniej publiczności niż stare i dobre jak tanie wina KSU, a dla wielu najważniejszy koncert tego festiwalu (do niedzielnego koncertu Kultu) zagrał Illusion. Byli tacy, którzy pamiętali "Kły" zaśpiewane na jarocińskiej scenie na pamiętnym festiwalu 94'.

A nie był to jedyny taki powrót po latach. Na tamtej scenie osiemnaście lat temu zagrał także Ankh. W sobotę Jelonek przypomniał ile energii ma wciąż w sobie numer "24 wg N. Paganini". A jego iście diabelskie skrzypce wywołały jeżeli nie największe pogo, to na pewno jedno z większych, jakie widział w tym roku Jarocin.

Nie mogło być lepszej rozgrzewki przed legendą - TZN Xenną. Zyzgak i reszta udowodnili, że z polskim punkiem może też być jak z dobrym winem. Może niekoniecznie im starsze, tym lepsze, ale przynajmniej nie traci smaku. I że są piosenki prawdziwe, których żaden czas już nie popsuje.

Ile piosenek teraz stworzonych przetrwa swoją próbę czasu? Może uda się to Luxtorpedzie, która już na próbie wyzwoliła potężną dawkę mocy. Kilka godzin później na koncercie będzie jej jeszcze więcej. I chociaż trudno powiedzieć, żeby jarocińska publiczność zdążyła się za nimi stęsknić, bo zagrali na tej scenie rok temu, ale zupełnie inny koncert.

Tak samo było z Lao Che, które na festiwalu w Jarocinie grało już dwukrotnie, ale żaden koncert wcześniej tak nie zagryzł jak ten sobotni. Nie mogło być lepszego czasu na rozpoczęcie muzycznego powstania niż północ. Ten koncert był prawdziwym granatem, który wybuchł nie tylko na zewnątrz. On wybuchał od środka. W każdym z osobna i we wszystkich razem, kiedy śpiewali za Spiętym "Dostępu do włazu my żądamy!!!" .

A sobota miała nie tylko swoje polskie brzmienie. Jednym z najbardziej wyczekiwanych tego dnia koncertów był Biohazard. Jak się okazało, Biohazard wyjątkowo dobrze pasował do Jarocina, a Jarocin pasował do Biohazardu. Był czad na scenie i był czad pod sceną. Nieco lżej nie tylko z powodu brzmienia wypadł na tym tle Within Temtation. Sharon den Adel urzekła jednak swoim głosem i po tym koncercie z pewnością przybyło jej wielu nowych fanów.

A koncerty na scenie nie były jedynymi, które w sobotę słyszał Jarocin. W parku miejskim można było w dzień usłyszeć covery Sex Pistols czy Siekiery, a nocą na polu namiotowym odbył się spontaniczny jam session na kilka gitar i setkę głosów. W przeddzień koncertu Kultu nie mogło oczywiście zabraknąć kultowych kawałków, ale repertuar był znacznie bogatszy: od Dżemu, Heya, Kur, Zielonych Żabek przez "Rotę" i hymn do szant i ..."Abba Ojcze". Z pewnością był to najbardziej demokratyczny zestaw muzyczny w całym Jarocinie.

Tego jednak po jarocińskiej publiczności można było się spodziewać. I chociaż nie brakowało ortodoksów, którzy domagali się wyłącznie punkowych kawałków, bo zdradą jest grać inne na punkowym festiwalu, to jednak punka na jam session było zdecydowanie mniej niż na dużej scenie. I może nawet scena miała w sobie większą procentowo zawartość punka niż różnorodna publiczność.

Najstarsze jarocińskie pokolenia najłatwiej było rozpoznać po ...dzieciach. Pod bokiem wyrosło im już jednak kolejne jarocińskie pokolenie, dla których historia festiwalu zaczęła się siedem lat temu. I od tych siedmiu lat są jej wierni. Z kolei ci, którzy "debiutowali" dopiero w tym roku zapewniają, że wrócą tu za rok. Nie są to jednak młodzi punkowcy. Bardziej młodzi rock'n'rollowcy, dla których muzyka i zabawa są ważniejsze od jakichkolwiek ideologii. Może dlatego nic złego nie widzą w tym, że na śniadanie idą do McDonalds'a.

Ostatni dzień festiwalu zaczął się jednak powrotem do punkowych korzeni. I chociaż na scenie zamiast Dezertera czy Armii pojawiła się z ich piosenkami Arka Noego, a godzina 14.40. nigdy nie była najlepszym czasem koncertowym, to jednak na ten koncert ściągnęły prawdziwe tłumy. I było pogo jak na porządnym koncercie punkowym. . I trudno nie było podziękować najmłodszej muzycznej załodze tego festiwalu za refren: "A gdzie można dziś świętych zobaczyć? W Jarocinie!!!"

Jarocin wciąż trwa. Wiadomo jak się skończy. Koncertem na 30-lecie Kultu, który na pewno przejdzie do historii.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie