Jest drugi akt oskarżenia w sprawie zatrucia Warty w 2015 r. Oskarżonym ponownie Piotr M., szef poznańskiej firmy Bros

Łukasz Cieśla
Łukasz Cieśla
Do zatrucia Warty doszło w 2015 roku. Z wody wyłowiono 3 tony śniętych ryb. Potem doszło do akcji zarybiania rzeki. Piotr Jasiczek
Prokuratura kończy trudne i długie śledztwo ws. zatrucia wody w Warcie. Oskarżony zostanie szef firmy Bros Piotr M., jedyny podejrzany w tym postępowaniu. Śledczy uważają, że to on w 2015 roku podżegał nieustalone osoby do wylania do studzienki kanalizacyjnej trującej transflutryny. Z wody wyłowiono 3 tony śniętych ryb. Doszło do katastrofy ekologicznej na niespotykaną skalę. Szef firmy Bros nie przyznaje się do winy.

- Śledztwo ws. zatrucia Warty zakończy się aktem oskarżenia, który jest właśnie przygotowywany. Jedynym podejrzanym w sprawie jest Piotr M.

- mówi prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prowadzącej śledztwo poznańskiej Prokuratury Okręgowej.

To drugi akt oskarżenia przeciwko szefowi Brosa. Pierwszy akt oskarżenia, z 2018 roku, został krytycznie oceniony przez poznański sąd. W styczniu 2019 roku sędzia Jan Kozaczuk nie rozpoczął procesu lecz zwrócił prokuraturze akt oskarżenia. Wcześniej wniosek o zwrot złożył obrońca oskarżonego adw. Paweł Sowisło. Sąd przychylił się do jego pisma z bliżej nieznanych powodów, bo na wniosek adwokata sędzia utajnił posiedzenie. Dziennikarze nie mogli wysłuchać szczegółów jego decyzji. Wiadomo jedynie, że był tzw. merytoryczny zwrot aktu oskarżenia. To oznacza, że sąd dopatrzył się braków w dowodach prokuratury. Prokuratura miała szansę zakwestionować decyzję sędziego Kozaczuka, ale… spóźniła się ze złożeniem zażalenia na jego decyzję. Nie była to jedyna zastanawiająca okoliczności w śledztwie dotyczącym zatrucia Warty.

Zobacz film ws. zatrucia Warty

Doszło do przecieku w śledztwie ws. zatrucia Warty. Skąd pracownicy Brosa znali plany policji?

Do zatrucia rzeki doszło w październiku 2015 roku. W wodzie znalazło się co najmniej 24 kilogramy szkodliwej transflutryny. Z Warty wyłowiono później około trzech ton śniętych ryb. Zdaniem ekspertów trucizna zabiła znaczną część zwierząt, łącznie około 20 ton. Sporej ich części nie wyłowiono z wody. Biegli badający sprawę ocenili, że doszło do barbarzyństwa ekologicznego i cywilizacyjnego.

Czytaj też: Zagadkowe zdarzenia w śledztwie ws. zatrucia rzeki Warty

Wszczęto śledztwo, podczas którego skorzystano m.in. z płetwonurków. Mieli za zadanie znaleźć źródło zatrucia rzeki. W trakcie śledztwa ustalono, że trucizna wypłynęła z rury prowadzącej do studzienki kanalizacyjnej. Wlew do studzienki znajduje się na terenie poznańskiej firmy Bros, producenta środków owadobójczych.

Początkowo śledczy uznali, że zarzuty należy postawić czterem pracownikom firmy Bros, w tym pracownikom magazynu. W sobotni poranek 2 kwietnia 2016 roku trzech z nich zostało zatrzymanych. Ich zachowanie wskazywało, że zostali uprzedzeni o akcji policji. Jeden z nich był na tyle wylewny, że stwierdził, iż został ostrzeżony przez szefa firmy o planowanym zatrzymaniu.

Skąd szef Brosa miałby mieć takie informacje? Wszczęto śledztwo w sprawie wycieku informacji, ale sprawcy nie ustalono. 2 kwietnia 2016 roku policja chciała zatrzymać również czwartą podejrzaną – pracownicę firmy Bros. Akurat nie było jej w domu. Jak wynikało z anonimu, który dotarł potem do naszej redakcji, również ona miała wiedzieć o akcji policji. Ponoć ukryła się na pewien czas i potem sama zgłosiła się na przesłuchanie, gdy okazało się, że prokuratura nie domaga się aresztów dla trzech zatrzymanych pracowników.

Firma Bros zaprzeczała z kolei, by miała jakiekolwiek przecieki z policji lub z prokuratury.

Prokuratura zmieniła zarzut wobec szefa firmy Bros

Poznańska prokuratura zmieniła później koncepcję. Wycofała zarzuty wobec czterech pracowników. Żaden z nich nie przyznał się do wylania trucizny. Prokuratura postawiła więc zarzuty szefowi firmy Bros Piotrowi M. Najpierw zarzut dotyczył sprawstwa polecającego. Śledczy stanęli ze stanowisku, że to właśnie Piotr M. kazał innym osobom pozbyć się trucizny w najprostszy sposób. Poprzez wylanie jej do kanalizacji. Ten pierwszy zarzut stał się podstawą pierwszego aktu oskarżenia z 2018 roku. Aktu, który wkrótce został zakwestionowany przez sąd.

Czytaj też: Dlaczego prokuratura zmieniła zarzut wobec szefa firmy Bros?

Teraz poznańska Prokuratura Okręgowa kieruje drugi akt oskarżenie przeciwko tej samej osobie, czyli szefowi Brosa Piotrowi M. Zmienił się jedynie zarzut: ze sprawstwa polecającego na podżeganie nieustalonych pracowników firmy do wylania trucizny. Prokuratura dysponuje też kolejnymi dowodami, w tym opinią biegłego od kanalizacji.

Piotr M. nie przyznaje się do winy.

Zobacz też:

Te śmieci sprawiają największe kłopoty przy segregacji - nie...

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Szymon

Jeśli sądy będą działały tak, jak działają to możemy być pewni, że pewnego dnia ktoś otruje połowę poznaniaków. A te cymbały w togach i tak nikogo nie wsadzą do ciupy... Pięknie.

C
Cyklon B w Warcie

Japrdl... Szósty rok cackają się z terrorystą. Za taką zbrodnie powinna być wymierzona bardzo surowa kara! I to max pół roku po wydarzeniach!

Dodaj ogłoszenie