„Jesus Christ Superstar”: Pierwszym Jezusem był Ian Gillan teraz zaśpiewa Marek Piekarczyk

Stefan Drajewski
Jesus Christ Superstar: Jezusem był wokalista Deep Purple
Jesus Christ Superstar: Jezusem był wokalista Deep Purple Magda Hueckel
Do Polski musical Tima Rice’a i Andrew Lloyd Webbera trafił 16 lat po prapremierze na Broadwayu. Polska była już zupełnie innym krajem, ludzie nie wstydzili się klaskać po homiliach Jana Pawła II...

Czas hipisów powoli mijał, psychodeliczne dźwięki coraz częściej na estradach koncertowych zaczęły zastępować rockowe brzmienia. A młody brytyjski kompozytor Andrew Lloyd Webber i autor libretta Tim Rice napisali rock operę opowiadającą o ostaniach siedmiu dniach życia Jezusa.

Jesus Christ Superstar na poznańskim stadionie

Jesus Christ Superstar na poznańskim stadionie

Temat ten przed nimi inspirował wielu apologetów i obrazoburców. Oni zaś znaleźli swoją ścieżkę. W „Jesus Christ Superstar” nie ma bluźnierstw. Zachowana jest w miarę wiernie faktograficzna zgodność z Ewangelią. Tylko interpretacja jest nieco inna. Autorzy musicalu opowiadają historię Jezusa bardzo zwyczajnie, wpisując ją w klimat rodzącej się kultury masowej, co momentami ociera się nawet o naiwność. Autorzy pozbawili historię Jezusa biblijnego sztafażu i koturnowości. Tytułowy bohater jest jednym z młodych ludzi, którzy szukają sobie miejsca na ziemi, posługuje się takim samym językiem, jakiego używają kompozytor i librecista. Dziś ten język trąci myszką, młodzi posługują się zupełnie innym.

Najpierw była płyta i przeboje a potem dopiero teatr
W 1970 roku ukazał się album płytowy „Jesus Christ Superstar” nazywany od koloru okładki „brązowym”. Główne partie śpiewali na nim: Ian Gillan - wokalista Deep Purple (Jezus), Murray Head (Judasz), Barry Denneman (Piłat) i Yvonne Elliman (Maria Magdalena).

To był test. Autorzy próbowali, na ile ich dzieło - śmiałe w wersji fabularnej - może wywołać teatralną, muzyczną albo społeczną nawet rewolucję. Zanim musical pojawił się na scenie, świat poznał kilka - wyjętych z niego piosenek, które stały się przebojami, jak choćby tytułowy „Superstar”, „Gethsemane” czy song Marii Magdaleny „Jak mam go pokochać”...

Przełom lat 60. i 70. sprzyjał tematyce religijnej w sztuce. Był alternatywą a może polemiką z pokoleniem „dzieci kwiatów”. Powstało wtedy bardzo wiele dzieł odwołujących się do tematów religijnych, ale dwa były szczególne: musical „Godspell” Stephena Schwartza (muzyka) i Johna Michela Telebaka (libretto), którego premiera odbyła się w Greenwich Village 17 maja 1971 roku i „Jesusu Christ Superstar” Webbera i Rice’a, który oficjalnie światło sceniczne na Broadwayu ujrzał 12 października tego samego roku (wcześniej natomiast odbyła się trasa promocyjna po wielu stanach Ameryki).

Zobacz też: Rocznica chrztu: Tysiące wiernych na mszy na stadionie

„Jesus Christ Superstar” wygrał rywalizację z „Godspell”. Lucjan Kydryński twierdził, że dzieło Webbera i Rice’a jest mniej kontrowersyjne w warstwie fabularnej i zawiera więcej chwytliwych motywów muzycznych. Musical szybko zawładnął wyobraźnią najpierw młodych Amerykanów, a potem reszty świata. Wszędzie zdobywał fanów. Nie wywołał jednak nigdzie rewolty społecznej. Nawet jeśli gdzieś tam protestowali protestanci, a w innym miejscu katolicy, obyło się bez skandalu. Watykaniści w oficjalnych wypowiedziach podkreślali takt i umiar dzieła.

Spór o gatunek: rock opera, musical czy oratorium
Niektórzy - na przykład Tadeusz Kijonka - mówią nawet, że jest to oratorium. Śląski poeta i krytyk wskazuje, że dzieło Webbera i Rice’a ma charakter statyczny, że nawiązuje do teatru misteryjnego operującego „żywymi obrazami”. To utwór dwuaktowy podzielony na numery.

Lucjan Kydryński uważał, że „Jesus Christ Superstar” to „jednak opera, bez mówionych dialogów, natomiast z wcale trudnymi partiami wokalnymi i z fascynującą, wspaniałą muzyką, rozpisaną na dużą orkiestrę symfoniczną”.

Ryszard Gloger, krytyk muzyczny, zapytany o to dzieło odpowiada: - Musical, w którym rocka słychać niewiele. Rock w tamtym czasie był znacznie dalej. Działały już takie zespoły jak choćby Led Zeppelin, które grały naprawdę ciężkiego rocka. Tymczasem w muzyce „Jesus Christ Superstar ” rockowego buntu czy szorstkości prawie nie słychać. W oddali, gdzieś w tle... pojawiają się brzmienia gitar elektrycznych zamiast smyczków, nie ma agresywnej perkusji... Dominuje natomiast miła dla ucha muzyka musicalowa.

Współcześni odbiorcy bardzo często muzykę „Jesus Christ Superstar” kojarzą raczej z popem niż rockiem.

Ze sceny na plan filmowy
Filmowcy, wietrząc sukces, szybko zainteresowali się musicalem „Jesus Christ Superstar”. W 1973 roku Norman Jewison nakręcił film w ruinach fortecy w Nahal Zohar i ruinach Herodionu na Pustyni Judzkiej, w Nazarecie, okolicach Morza Martwego...

Trupa aktorów przyjeżdża na pustynię, gdzie chcą wystawić widowisko „Jesus Christ Superstar”. Film w filmie. Chwyt bardzo wygodny. Rozbudowano scenę sądu nad Chrystusem i kilka innych. Dodano również kilka nowych piosenek. W filmie wystąpili między innymi Yvonne Elliman (Maria Magdalena) i Barry Denneman (Piłat) znani z nagrania płytowego i wersji scenicznej na Broadwayu.

W roku 2000 powstała wersja telewizyjna musicalu. Reżyserował Gale Edwards. W 2012 roku dokonano rejestracji koncertu, który odbył się w Londynie. Żadna z wersji filmowej nie odniosła wielkiego sukcesu ani artystycznego, ani finansowego. „Jesusu Christ Superstar” króluje na scenie teatralnej.
Jesus Christ Superstar nad Wisłą
Polska prapremiera odbyła się w Gdyni, w tamtejszym Teatrze Muzycznym, a nie jak to było w planach - w Teatrze Współczesnym w Warszawie. I to był chyba największy skandal, jaki towarzyszył dziełu. Poszło o prawa autorskie.

Maciej Englert zakupił prawa do wystawienia musicalu i polskiej prapremiery, ale z jakichś powodów realizacja odsuwała się w czasie. Tymczasem Jerzy Gruza, ówczesny szef gdyńskiego teatru specjalizującego się w wystawianiu musicali, nie chciał czekać i zdecydował się, świadomie łamiąc prawo, zrealizować „Jesusu Christ Superstar”. Po awanturze medialnej Gruza przeprosił Englerta. Na przedstawienie pielgrzymowała cała Polska. A Maciej Englert ostatecznie nigdy nie zrealizował tego musicalu.

Premiera nazywana na początku próbą otwartą odbyła się 6 czerwca 1987 roku, na kilka dni przed wizytą Jana Pawła II w Gdyni. Niemal wszyscy sprawozdawcy tego wydarzenia zwrócili na ten fakt uwagę. Jacek Sieradzki w „Dialogu” pisał: „W (...) wyjrzałem z okna hotelu Gdynia. W polu widzenia po jednej stronie budował się ołtarz polowy (...). Po drugiej zaś stronie czerniała wielka bryła Teatru Muzycznego w Gdyni; na tle szerokiego i ślepego komina sznurowni czerwieniały litery napisu Jesus Christ Superstar. Dwa miejsca społecznych zgromadzeń: ołtarz, obszar święty, przecież jednak jakoś sekularyzujący się choćby poprzez atrybuty masowych widowisk - i teatr, obszar świecki, odrobinę dosakralizowany przez użycie boskiego imienia na fasadzie. Dwa publiczne place, jakby stawały naprzeciw siebie: wyzywająco, z oczekiwaniem”. Inni zwracali uwagę, że ta spóźniona o piętnaście lat premiera, po kilku latach działalności Jana Pawła II, trafiła na inny grunt. Kościół w Polsce był już zupełnie inny niż w 1971 roku. Wierni byli gotowi na przyjęcie musicalu. Dzięki pontyfikatowi Jana Pawła II zdążyli się oswoić z tym, że homilię można przerwać Ojcu Świętemu oklaskami nie tylko w plenerze, ale również w świątyni.

Gdyńska otwarta próba stała się wydarzeniem również artystycznym. Gruza wykorzystał sytuację otwartej próby jako chwyt inscenizacyjny. Aktorzy próbowali wystawić musical. Do roli Jezusa reżyser zaprosił Marka Piekarczyka, wokalistę zespołu TSA (poznaniaka z urodzenia) i Małgorzatę Ostrowską (pozna-niankę z wyboru). To był majstersztyk, który zatarł gładki styl musicalu, dodał mu bardziej rockowego brzmienia. „Jesus Christ Superstar” na afiszu gdyńskiej sceny z przerwami, w zmienionych obsadach i wersjach utrzymał się do 2011 roku.
W 2000 roku w Teatrze Rozrywki w Chorzowie odbyła się kolejna polska premiera dzieła. Wyreżyserował ją Marcel Kochańczyk. W roli Jezusa wystąpił Maciej Balcar (z Ostrowa), a w roli Judasza Janusz Radek. Przez kilkanaście lat partię Marii Magdaleny śpiewała Maria Meyer. Po jakimś czasie w roli Jezusa zaczął występować Janusz Kruciński. Pomysł z obsadzeniem Balcara w roli Jezusa miał na celu odarcie tej roli z „gładkości” muzycznej. Ten potężny wokalista „Dżemu” swoim chropawym głosem przeniósł tytułowego bohatera w inne rejony muzyczne.

Dwa lata temu „Jesus Christ Superstar” pojawił się na afiszu łódzkiego Teatru Muzycznego (po raz pierwszy granego w Polsce w wersji anglojęzycznej). Kierownictwo muzyczne przedstawienia spoczywa w rękach poznańskiego dyrygenta Jose Marii Florencio. W roli Jezusa na premierze wystąpił Piotr Wojciechowski, Judasza - Tomasz Bacajewski, a Marii Magdaleny - Ewa Prus.

W tym samym czasie Janusz Kruciński miał ogromną ochotę na powrót do roli Jezusa, zrezygnował jednak z castingu w Łodzi i wybrał tytułowe dwie role w musical „Jekyll&Hyde” w Teatrze Muzycznym Poznaniu. Aktorowi opłaciło się poczekać. W sobotę na stadionie w Poznaniu pojawi się w roli Judasza, a Marek Piekarczyk - Jezusa. Szkoda, że zapomniano o Małgorzacie Ostrowskiej, ale dzięki temu mamy szansę odkryć nową Marię Magdalenę. W tej roli wystąpi solistka Teatru Muzycznego w Poznaniu - Anna Lasota.

W marcu tego roku „Jesus Christ Superstar” został pokazany w wersji koncertu inscenizowanego w Teatrze Rampa w Warszawie. Bohaterowie spektaklu z wyglądu przypominają współczesnych młodych ludzi ubranych w garnitury, jakby właśnie wyszli z korporacji. W roli Jezusa wystąpił Jakub Wocial, Judasza - Sbastian Machalski, a jako Maria Magdalena - Natalia Piotrowska.

Jesus Christ Superstar dziś

Dominikanin ojciec Tomasz Dostatni, pytany o musical Webbera i Rice’a dziś, mówi tak: - Podobnie jak 45 lat temu musical ten jest próbą wprowadzenie do dyskursu publicznego wielkiej postaci chrześcijaństwa, głosiciela dobrej nowiny, propagatora dobrych emocji. Ten utwór nigdy nie gorszył.

Kim jest dziś bohater musicalu? Kim może być? Z libretta wynika, że jest liderem młodych gniewnych, zbuntowanych. Nie ma w sobie nic z ewangelicznej łagodności. Przypomina raczej trybuna, kiedy śpiewa „Ludzie, jak możecie być tak płytcy i tak tępi”. Jest ideologiem, któremu ostro przeciwstawia się Judasz - pragmatyk: „Słuchaj Jezu, to nie może tak być. Ja chcę przetrwać, inni także chcą żyć”. Po której stronie sceny politycznej szukać współczesnego Jezusa? Oto jest pytanie - zacytuję Hamleta.

Drugi wątek to wyraźnie zarysowany konflikt młodzi - starzy, odwieczny spór pokoleniowy. Kto jest współczesnym Piłatem, kto Herodem, a kto Kajfaszem? Kim są apostołowie?

Musical kończy słynne siedem słów Chrystusa. Nie ma w nim Zmartwychwstania.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gol
Jacek Jaśkowiak znowu zachował się jak świrus. Zamiast podejmować zacnych gości,najwyższe władze państwowe, jak dobry gospodarz miasta, poleciał na demonstrację KOD-u , by wykrzykiwać demagogiczne hasła rzekomo w obronie demokracji przeciwko legalnie wybranej władzy.
Po roku hucpy w UMP widzimy jaki z niego .niedouczony demokrata za pieniądze podatnika. Nierząd ma u siebie w urzędzie.,Coraz bardziej UMP przypomina gangsterską melinę niż urząd publiczny.
Dodaj ogłoszenie