Kanonada Bayernu po przerwie, w Madrycie druga połowa dla Królewskich

Radosław Patroniak
Robert Lewandowski znów mógł fetować zdobycie bramki i efektowne zwycięstwo swojego zespołu
Robert Lewandowski znów mógł fetować zdobycie bramki i efektowne zwycięstwo swojego zespołu Fot. Archiwum Eurosportu
O tym, że nie warto drażnić gigantów klubowej piłki przekonali się gracze Napoli i Arsenalu. Drugie połowy były dla nich traumatycznym przeżyciem...

Z dwoma Polakami w składzie rozpoczęły się środowe mecze Ligi Mistrzów. Robert Lewandowski był tradycyjnie ustawiony na „szpicy’ w Bayernie, a Piotr Zieliński zagrał na prawej pomocy w Napoli. Nastroje naszych reprezentantów były odmienne zarówno w przerwie, jak i po zakończeniu spotkania.

„Lewy” w pierwszej połowie sprokurował karnego (zamiast w piłkę trafił w nogę Laurenta Koscielnego), po którym do wyrównania doprowadził Alexis Sanchez. Chilijczyk zdobył gola na raty, bo jego uderzenie z 11 m zdołał obronić Manuel Neuer. Wcześniej Bawarczyków na prowadzenie wyprowadził strzałem w okienko Arjen Robben.

Po zmianie stron mistrz Niemiec przeszedł metamorfozę i rozbił w puch Kanonierów. Najpierw do siatki trafił kapitan naszej kadry, wygrywając pojedynek główkowy. Po chwili supersnajper Bayernu popisał się przepiękną asystą, dogrywając futbolówkę piętą do Thiago Alcantary. Hiszpan po uderzeniu zza pola karnego zdobył też czwartą bramkę dla Bayernu, a wynik spotkania na 5:1 ustalił Thomas Mueller.

Z kolei na Santiago Bernabeu Zieliński i jego koledzy z Neapolu byli w siódmym niebie, ale tylko po pierwszej połowie. Po błędzie Keylora Navasa i sprytnym strzale Lorenzo Insigne wicemistrzowie Włoch wyszli na prowadzenie. Wyrównał Karim Benzema. Po zmianie stron obrońca Pucharu Europy pokazał moc. Bramki Toniego Kroosa i Casemiro podcięły skrzydła neapolitańczykom. Arkadiusz Milik, po czterech miesiącach kontuzji, pojawił się na boisku w 84 min, ale nie miał okazji do strzelenia gola. Może w rewanżu Polak zagra już od początku.

Oczy polskich kibiców w czwartek będą skierowane na Łazienkowską, gdzie warszawska Legia podejmie holenderski Ajax Amsterdam w pierwszym meczu 1/16 finału Ligi Europy.

– Wiemy, że gramy z młodą i dobrą drużyną, która wygrała ostatnio pięć meczów z rzędu. Patrzymy jednak przede wszystkim na siebie. Nie po to wygraliśmy ze Sportingiem, by kogokolwiek się obawiać. Chcemy kontynuować przygodę w pucharach, zagrać dobry mecz i okazać się lepszym zespołem. Zweryfikuje nas jednak boisko – mówił Jacek Magiera, trener wojskowych, na środowej konferencji prasowej.

– To, że drużyna z Holandii zaczyna rozgrywki w połowie stycznia, a my w połowie lutego, wiedzieliśmy wcześniej. Fazy meczu będą różne. Najważniejszy jest balans między ofensywą a defensywą i skuteczność. Ajax to zespół bardzo utytułowany. To jest firma – dodał Magiera.

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? r.patroniak@glos.com

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie