Karol Linetty: Myślę, że poradziłbym sobie w Premier League...

    Karol Linetty: Myślę, że poradziłbym sobie w Premier League [WYWIAD]

    Sebastian Staszewski, Polsat Sport

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Karol Linetty ma być główną bronią Lecha w finale Pucharu Polski

    Karol Linetty ma być główną bronią Lecha w finale Pucharu Polski ©Bartek Syta

    - Dokumenty były gotowe do podpisania. Działacze Legii spotkali się z moim rodzicami, rozmawiali. Negocjowali także z menadżerami. Propozycja była atrakcyjna, ale Lechowi zawdzięczałem przecież wszystko - mówi Karol Linetty, piłkarz Kolejorza.
    Karol Linetty ma być główną bronią Lecha w finale Pucharu Polski

    Karol Linetty ma być główną bronią Lecha w finale Pucharu Polski ©Bartek Syta

    Słyszałem o Panu już nie raz, że jest Pan za spokojny na piłkarza. Że zbyt często używa Pan słów: proszę, dziękuję, przepraszam…

    Bo tak wychowali mnie rodzice. Zwracali dużą uwagę, abym do ludzi odnosił się z szacunkiem. Bo dobro często wraca. Natomiast na boisku czasami nerwy mi puszczają. Najpierw zaklnę jak szewc, a później mi wstyd.

    W szkole był Pan pewnie kujonem.


    Aż tak to nie, ale oceny były dobre. Nigdy nie miałem gorszej średniej niż 4.0, chociaż do czerwonego paska zawsze trochę brakowało.

    I nie dokazywał Pan?

    Tego nie powiedziałem. Kilka szyb w szkole wybiłem. Graliśmy w piłkę tam, gdzie było jasno, a więc blisko okien. No i czasami piła zeszła… Na szczęście rodzice rzadko jeździli na wywiadówki, więc problemów nie miałem. A zadziorny charakter pokazywałem w sporcie. Biegałem przełaje, grałem w siatkę, w kosza rzadziej, no chyba, że koledzy podrzucali mnie do wsadów.

    Do Lecha trafił Pan w 2006 roku z Sokoła Damasławek. Jak do tego doszło?

    Na turnieju w Wągrowcu zajęliśmy drugie miejsce. W finale w karnych pokonała nas Unia Swarzędz. Wypatrzył mnie tam trener Patryk Kniat. Później pojechałem z nim na obóz do Lwówka, było nas czterdziestu chłopaków. Wybrał trzech, a przy futbolu zostałem tylko ja. Trener dogadał się z moimi rodzicami i chociaż zostałem zawodnikiem Lecha, to przez dwa lata wciąż trenowałem w Sokole. I tak aż do gimnazjum.

    Oddał Pan już rodzicom za paliwo? Sporo musieli za nie zapłacić, dowożąc Pana 150 kilometrów na każdy trening do Poznania

    Do końca życia nie spłacę im tego długo! Rachunek musiał być duży, ale jeszcze cenniejsze było to, że pozwolili mi spełniać marzenia. Na szczęście ich nie zawiodłem.

    Chłopak z wsi trafił do Poznania i nie dał się porwać miastu. Jakim cudem?

    Dzięki… kolegom. Trafiłem na bardzo spokojną grupę. W Internacie robiliśmy dużo głupot. Starszy rocznik wylewał wodę na korytarzu i ślizgał się w samych majtkach. My też nie raz zalaliśmy łazienkę. Skakałem również z okna. Może to było pierwsze piętro, a może wyżej? Nie pamiętam. Raz skoczyłem też z czterometrowego muru.

    Po co?

    Po piłkę. Głupie, nie? Ale za to na dyskoteki czy do alkoholu nas nie ciągnęło.

    Jak ocenia Pan decyzję Kaspra Hämäläinena?

    To był jego wybór…

    Ale w szatni Lecha został odebrany bardzo źle.

    Fakt, źle zareagowaliśmy na ten transfer do Legii. Przecież on sam mówił w wywiadach, że w Polsce zagra tylko w Lechu. Dlatego się wkurzyliśmy. Można chyba powiedzieć, że Kasper nas okłamał. A może się pomylił? Sam nie wiem.

    Pytam o Hämäläinena, bo niewiele zabrakło, aby jakiś czas temu w Legii zagrał… Karol Linetty.

    Oj, nie powiedziałbym, że niewiele.

    Ale konkretną ofertę Pan miał?

    Miałem, dokumenty były gotowe do podpisania. Działacze Legii spotkali się z moim rodzicami, rozmawiali. Negocjowali także z menadżerami. To był chyba początek 2013 roku. Miałem spory ból głowy. Propozycja była atrakcyjna, ale Lechowi zawdzięczałem przecież wszystko. Dodatkowo pytałem o zdanie moich przyjaciół i wszyscy mówili to samo: „zostań w Poznaniu”.

    Słyszałem plotkę, że szefowie Lecha, aby Pana zatrzymać, pofatygowali się z misją aż do Damasławka. To prawda?

    Tak było. Do domu przyjechał prezes Piotr Rutkowski i trener Mariusz Rumak. Moi rodzice byli z tej wizyty bardzo zadowoleni. Bo tak naprawdę nie chodziło o kasę. Ja chciałem mieć tylko na buty i obiad. Naprawdę. Chciałem grać, dostać szansę na rozwój. I w Lechu znów mi ją stworzono. A więc zostałem. Dziś twierdzę, że to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

    Ile razy mógł Pan wyjechać na Zachód?

    Pierwszy raz, kiedy miałem 17 lat. Chciał mnie Anderlecht Bruksela. A później były ze trzy momenty, kiedy wystarczyło powiedzieć „tak”.

    A ile razy na Wschód?

    Ani razu. Ten kierunek w ogóle mnie nie interesuje. Marzenia chcę spełniać na Zachodzie.

    Wspomniany prezes Rutkowski opowiedział mi niedawno, jak jedną nogą był Pan w Brugii. Jak wiele zabrakło, aby wyjechał Pan do Belgii?

    Właściwie to ja tam już byłem! Czekałem tylko na zgody klubów. Ze strony Lecha wszystko było załatwione, ostateczna decyzja należała do Belgów. Cała sprawa toczyła się na końcu okna transferowego. Przystałem na warunki kontraktu i w Brugii czekałem z Wiolą, moją dziewczyną, i menadżerami na rozwój wypadków. Spodobało mi się miasto, infrastruktura. Ale nic z tego nie wyszło. Byłem trochę zawiedziony, ale na chłodno okazało się, że nie ma tego złego. Na wyjazd czas jeszcze przyjdzie.

    Tottenham Hotspur – ile razy słyszał Pan nazwę tego klubu w kontekście Pana transferu?

    W prasie bardzo dużo. Właściwie co pół roku.

    A tak na serio?

    Tylko raz. To było chyba lato 2014 roku. Wiedziałem, że jest poważna propozycja i gdybym tylko wyraził zgodę, to Anglicy by się z Lechem dogadali. Ale nie byłem na to gotowy.

    Premier League to Pana marznie, wiemy o tym. Pasowałby Pan tam?

    Szczerze? Myślę, że tak. Z moim stylem gry dałbym sobie radę. Strasznie jara mnie tempo ligi angielskiej. To, jak trybuny szaleją, jak są nastawione przeciwko tobie, jak akcja idzie za akcją. Kocham to oglądać. Nigdy nie przepuszczę żadnego meczu Premier League. Wiola czasami się denerwuje, bo jak mamy umówione spotkanie na mieście, a gra liga angielska, to nie ma siły, żeby mnie wyciągnąć z domu.

    I Wiola to akceptuje?

    Musi! Zna już prawie wszystkie drużyny z Premier League

    A komu Pan kibicuje?

    Liverpoolowi.

    Podobno do wyjazdu do Anglii przygotował Pana Barry Douglas.

    Chyba do Szkocji. Z tym jego akcentem to były jaja. Na początku nikt go nie rozumiał. Później jednak Barry się poprawił. Dużo zawdzięczam jemu, ale także Kasprowi, z którym również szkoliłem język. Dostałem najlepszą szkołę, bo praktyczną. Kiedyś bałem się otworzyć usta, a teraz dogaduję się swobodnie. A więc jeden warunek, aby grać w Anglii, już spełniłem.

    Boi się Pan Adama Nawałki?

    Bać to nie, ale mam olbrzymi szacunek.

    Jest dla Pana ojcem, opiekunem, srogim belfrem?

    Dla wszystkich młodych jest wychowawcą. Dba o nas, troszczy się. Docieka jak się prowadzimy, pyta o samopoczucie. Dzwoni co najmniej raz w miesiącu, a nawet i częściej. W telefonie zapisałem jego numer jako „Trener Adam Nawałka”. Kiedy się wyświetla, to włącza się mały stresik. Myślę: „aaaj, coś przeskrobałem!”. Ale za chwilę jest już super fajnie.

    Selekcjoner kazał już Panu pakować walizkę do Francji?

    Jeszcze nie, chociaż czeka gotowa do użycia. Wiola już nawet obiecała, że pomoże mi się pakować. Na razie walczę o taką możliwość. Robię co się da, aby udowodnić selekcjonerowi, że zasłużyłem na wyjazd na Euro.

    W kadrze jest Pan oczkiem w głowie nie tylko Nawałki, ale też Roberta Lewandowskiego. To Pana reprezentacyjny opiekun?

    Roberta poznałem jako nastolatek i od tego czasu wiele mi pomógł. „Lewy” to dla mnie tak starszy brat. Dużo go podpytuję, proszę o rady. A on zawsze chętnie ich udziela. Ma do mnie sporo cierpliwości, jest otwarty. Normalny, fajny facet. Nawet koszulkę Borussii mi sprezentował. I Bayernu też!

    A jego żona, Anna, dba o Pana dietę.

    Anka bardzo mi pomaga. Moja dziewczyna Wiola jest z nią w kontakcie i szybko wprowadza w życie wszystkie wskazówki, które od Ani dostaje. A dodatkowo mnie pilnuje, bo czasami mam słabszy dzień i sięgam po ukochaną czekoladę mleczną. A Wiola na to: „chcesz to zjedz, ale gorzką!”. Muszę jednak przyznać, że dieta bardzo mi pomogła. Zacząłem się wysypiać, czuć się lepiej, kontuzje zaczynają mnie omijać. Progres jest i to duży.

    Czyli nie zajada się Pan ulubionym kotletem z ziemniaczkami i buraczkami?

    Tego nigdy nie odrzucę! Rzadko tak jem, bo teoretycznie nie powinienem, ale mamie mam odmówić, jak jestem w domu? Albo babci Frani? Jak do niej zaglądam to zawsze daje mi słoiczki z kompotem truskawkowym i buraczkami. Pycha! Jeśli wyjadę na Zachód, tego będzie mi brakować najbardziej…

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Sport z kraju i ze świata

    Zobacz więcej na Sportowy24.pl

    Lotto Ekstraklasa

    Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
    Awans do grupy mistrzowskiej
    Miejsce w grupie spadkowej
    1 Lechia Gdańsk Live 15 31 9 4 2 25-15
    2 Jagiellonia Białystok Live 15 28 8 4 3 26-18
    3 Legia Warszawa Live 15 26 7 5 3 25-18
    4 Wisła Kraków Live 15 25 7 4 4 28-19
    5 Piast Gliwice Live 15 25 7 4 4 21-18
    6 Korona Kielce Live 15 25 7 4 4 18-15
    7 Pogoń Szczecin Live 15 22 6 4 5 22-18
    8 Lech Poznań Live 15 21 6 3 6 21-21
    9 Arka Gdynia Live 15 20 5 5 5 21-17
    10 Wisła Płock Live 15 18 4 6 5 23-24
    11 Zagłębie Lubin Live 15 17 5 2 8 22-26
    12 Śląsk Wrocław Live 15 16 4 4 7 24-22
    13 Cracovia Live 15 14 3 5 7 11-18
    14 Górnik Zabrze Live 15 13 2 7 6 15-25
    15 Miedź Legnica Live 15 13 3 4 8 16-32
    16 Zagłębie Sosnowiec Live 15 11 2 5 8 21-33