Kiedy tatuś przy porodzie mdleje

Redakcja
Jak już po świętach jest, to życie normalne zacząć można - jedna z przyjaciółek baby westchnęła. - Nie to, że gotowanie mnie zmęczyło, ale porządki. Te poświąteczne…

- To dlaczego przed świętami nie sprzątałaś? - inna z uczestniczek babskich pogaduszek spytała.

- Też sprzątałam, ale po gościach to dopiero sprzątanie było, podłoga na działce cała zadeptana. I jak się pokłóciliśmy o to! - dodała i wszystkie zgodnie orzekły, że racja po jej stronie była. Mąż pomagać nie mógł, bo niedomagał, grypowo jakoś tak się czuł. To i z książką na kanapie zaległ, gdzie mu koleżanka herbatkę podała. I za podłogi się wzięła, jasne strony widząc, że jak chory, to leży przynajmniej i parkietów nie podepcze. Mokre całkiem jeszcze były, gdy mąż wstawać zaczął.

- Leż! - przyjaciółka poleciła. - Choryś przecież, a podłoga świeżo umyta.

- Muszę wstać - ów westchnął. - Na siłowni się umówiłem.

- Na siłowni? - dłoń ze szmatą wyżymaną właśnie w powietrzu zawisła. - A do sprzątania, to chory byłeś…

- Nadal jestem, ale sport pomóc może, bo zdrowiem przecież jest - wyjaśnił, a podłogi to nawet nie podeptał specjalnie. Koleżanka sama podeptała, jak portfel, co to go zapomniał, podawała, a potem jak jeszcze po kluczyki do wozu wracała.
Mile było tak powspominać święta. Koleżanki, co dzieci młodsze znacznie od dziecka baby mają, opowiadały, czego to też pociechy do święconki przemycić nie próbowały. Słodycze wszelakie i zabawki też.

- Krzyżaka poświęcić chciał - o synu przyjaciółka opowiadała.

- Pająka? - baba się zdumiała.

- Nie, rycerzyka, figurkę taką - koleżanka wyjaśniła. - Ale woda święcona nie pomogła, krzyżak z głową oderwaną z kościoła wrócił.

Najlepsze święta i najlepszy prezent od zajączka to kolega jeden z pracy miał. Wnuka pierwszego, Igorka.

- A nie wiecie, czy zięć przy porodzie był? - koleżanka się zainteresowała.

- Na pewno, wszyscy tatusiowie teraz są, szału dostać można - przyjaciółka lekarka się odezwała. - I to żony ich zmuszają, że to bliskość taka nastąpi.

- Rację mają - jedna mamy poparła. - Zawsze to wsparcie jakieś jest.

- Wsparcie? - lekarka się zadziwiła. - Szkoda, że nie widzicie, jak faceci ci bledną. Jak córka rodziła, to cały czas powtarzała, żeby Jacusiowi jakoś pomóc, bo wygląda tak marnie i jeszcze padnie. A ty, babo, chciałabyś, żeby dziad przy porodzie twoim był?

- W życiu! - baba za szybko trochę odpowiedziała, bo obok koleżanka milcząca siedziała, co to z mężem rodziła wspólnie. - Nie mogłabym mu potem przeżyć dramatycznych z porodówki opowiadać. A jak u ciebie było? - spytała.

- Strasznie… Rozwód prawie.
Rację lekarce koleżanka przyznała, że bardzo się o męża bała, bo blady był i omdlenia bliski od początku.

- Wpuśćcie! Tu dziecko moje na świat przychodzi - krzyk się nagle w drzwiach rozległ, a pielęgniarkom nie udało się zatrzymać faceta, który wdarł się na salę. No to mąż zemdlał sobie w najlepsze, a koleżanka z wrażenia przeć przestała. Całkiem zemdlony małżonek jeszcze był, gdy mężczyzna dobiegł. - O, przepraszam - grzecznie się odezwał. - Też blondynka, ale to żona moja nie jest.
Zobacz co przed laty pisywała baba
Zobacz co napisał Leszek Waligóra

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? [email protected]l

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie