Klęska. Załamanie. Polityczna samotność. Co dalej z Bronisławem Komorowskim?

Witold Głowacki
Bronisław Komorowski
Bronisław Komorowski Piotr Smolinski
Udostępnij:
Bronisław Komorowski wciąż przeżywa trudne chwile. Ale z polityką się jeszcze nie żegna.

To będzie zdecydowanie nietypowa uroczystość przyznawania tytułu Człowieka Roku. "Gazeta Wyborcza" podtrzymuje swój ogłoszony przed wyborami zamiar wręczenia tej nagrody Bronisławowi Komorowskiemu. Nie będzie jednak gali, pompy i zapowiadanej laudacji, którą miał wygłosić Donald Tusk. - Uroczystość będzie miała charakter kameralny i wewnątrzredakcyjny - tak scharakteryzowała obecny scenariusz rzeczniczka Agory w rozmowie z portalem wirtualnemedia.pl. Z dobrego źródła słyszymy, że Kancelaria Prezydenta dość długo nie była w stanie odpowiedzieć, czy prezydent po porażce w ogóle ma zamiar przyjąć to wyróżnienie. Nie ma też wcale pewności, czy został ustalony termin "kameralnej uroczystości".

Bronisław Komorowski jak dotąd raczej nie podjął żadnych kluczowych decyzji dotyczących swojej politycznej przyszłości. Wprawdzie usłyszeliśmy nieoficjalnie, że ustępujący prezydent może wystąpić na sobotniej konwencji programowej Platformy w roli patrona prac nad nową ofensywą programową partii, ale to tylko pogłoska bez oficjalnego potwierdzenia. Ze strony Platformy Obywatelskiej też nie słychać na razie żadnych poważniejszych pomysłów dotyczących politycznego "zagospodarowania" Bronisława Komorowskiego.

To oczywiście znak, że kierownictwo Platformy raczej nie bierze pod uwagę rad Aleksandra Smolara i nie próbuje ani - jak sugerował Smolar - oddawać Bronisławowi Komorowskiemu władzy nad partią, ani nawet dokooptować ustępującego prezydenta do ścisłego grona zarządzających PO. By przeprowadzić taki manewr przed wyborami parlamentarnymi, trzeba by rozpocząć jego przygotowanie już teraz. Takich znaków jednak nie widać. Dlatego jeśli w Platformie powstał jakikolwiek scenariusz dotyczący politycznej przyszłości Komorowskiego, to raczej tylko taki, który przewiduje dla niego rolę o charakterze honorowym, bez realnego wpływu na partię.

A jeśli o taką rolę chodzi, to nadal nie ma szczególnych powodów do pośpiechu. Do zaprzysiężenia Andrzeja Dudy zostało jeszcze półtora miesiąca. A ustępujący prezydent rzeczywiście ciężko zniósł porażkę. Był - i zapewne nadal jest - po niej psychicznie rozbity, miał poczucie, że zawiódł swój elektorat i swoje zaplecze. A nawet swój dwór.

Prawda jest zresztą taka, że przygnieciony porażką jest w tej chwili nie tylko sam Bronisław Komorowski, ale też całe jego dotychczasowe otoczenie: urzędnicy, ministrowie doradcy. Oni wszyscy wciąż nie podnieśli się po przegranej. Przez cztery lata w Kancelarii Prezydenta wykształcił się regularny dwór ze swoimi rytuałami, nieformalnymi zależnościami, licznymi pionami o przenikających się często mgliście kompetencjach. Do tego w tej akurat instytucji państwowej od czasów Aleksandra Kwaśniewskiego zdecydowanie nie brakuje rąk do pracy: bizantyjski rozmach kancelarii wpędza w kompleksy nawet szefów największych resortów. Ale dziś w Kancelarii Prezydenta cała armia urzędników przede wszystkim przegląda oferty pracy. Krążą legendy, że wymiany personelu po zmianie głowy państwa, zarówno gdy przy Krakowskim Przedmieściu instalował się Aleksander Kwaśniewski, jak i jego następcy: Lech Kaczyński i sam Bronisław Komorowski, sięgały poziomu kucharzy. Nie ma więc żadnego powodu, by sądzić, że tym razem będzie inaczej. Pracownicy kancelarii mają już po co najmniej kilka lat stażu w administracji publicznej , mogą więc spokojnie szukać zaczepienia w tych obszarach budżetówki, do których nie sięgają czujne oczy politycznych czyścicieli. W cenie są: samorządy, szpitale, nieeksponowane stanowiska w resortach. Większość znajdzie w tego typu miejscach spokojną przystań. Tak jak znajdowali ją urzędnicy z administracji Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego.

Kadrowe manewry - to zaprząta dziś umysły urzędników kancelarii. Prezydenccy ministrowie i doradcy szykują się natomiast do roli politycznych emerytów. Tu zmiany będą mniej dramatyczne, bo przecież spora część z nich jak: Jan Lityński, Henryk Wujec czy nawet Tomasz Nałęcz była już politycznymi emerytami w momencie, gdy sięgnął po nich Komorowski.

Najważniejsze pytanie dotyczy jednak tego, czy do politycznej emerytury szykuje się dziś także odchodzący prezydent.

Pierwsze ważniejsze wystąpienie Komorowskiego po przegranej, ale w roli prezydenta, miało miejsce przy okazji rekonstrukcji rządu. Prezydent nie wypadł źle, choć z jego słów o "dokończeniu pięknego dzieła", którą to misję mają jego zdaniem przed sobą nowi ministrowie, trudno wyczytać jakąkolwiek wiarę w korzystny dla Platformy wynik wyborów parlamentarnych.
Być może jednak na nieco bardziej budujące słowa pod adresem Platformy jest za wcześnie. Bronisław Komorowski był ponoć wyjątkowo mocno dotknięty podjętymi przez kilku platformerskich baronów - z Andrzejem Biernatem na czele - próbami odcięcia się od niego przez partię po przegranej. Wzburzeni tym byli też prezydenccy ministrowie: dla dawnych etosowców z kręgu Unii Wolności ten rodzaj politycznego cynizmu był nie do zaakceptowania. Te karkołomne próby jednoznacznego odcinania się od Komorowskiego szybko spacyfikowali Ewa Kopacz i Grzegorz Schetyna.

Ale politycy Platformy i tak wciąż wylewają łzy - w tej chwili już niemal wyłącznie mniej lub bardziej krokodyle - nad Bronisławem Komorowskim. I trudno powiedzieć, czy nie jest to jeszcze bardziej bolesne niż próby symbolicznego wypchnięcia. "On nie był kandydatem na dzisiejsze czasy" - tak podsumowała Komorowskiego Joanna Mucha - chyba trudno o większe upokorzenie dla ustępującego prezydenta. Joanna Mucha chyba nie do końca zdawała sobie sprawę z rzeczywistego wydźwięku swej wypowiedzi, bo za moment, jakby próbując się poprawić, złagodziła swoją wypowiedź.

Człowiek, którego majowe zwycięstwo było dosłownie jeszcze miesiąc temu wpisane w strategię Platformy przed wyborami parlamentarnymi, dziś stał się obiektem rytualnego wylewania żali. Bronisław Komorowski miał być wyborczym taranem Platformy, przypadła mu jednak rola piątego koła u wozu. Kierują się w jego stronę współczujące spojrzenia.

W tygodniach po porażce Komorowski trwa w stanie politycznej hibernacji. Zadręcza go i świadomość porażki, i to, że ustępujący prezydent autentycznie był pewien zwycięstwa właściwie do ostatniej chwili. To powiększa emocjonalną skalę przegranej, wręcz skłania do przeszacowywania jej realnego wymiaru. Tymczasem na Bronisława Komorowskiego głosowało ponad 48 proc. wyborców: to był i jest kapitał polityczny.

Być może o jego istnieniu rychło przypomni sobie Platforma, która będzie zabiegać o utrzymanie możliwie szerokiego poparcia: pamiętajmy, że elektorat Komorowskiego był jednak dużo szerszy niż ten rządzącej partii. Być może odchodzący prezydent prędzej czy później uzna ten wynik za rodzaj myśliwskiego trofeum. Nie osiągającego wprawdzie rekordowych rozmiarów, lecz wciąż imponującego.

Ale naprawdę nie można też wykluczać, że to właśnie ten kapitał sprawi, że polityczna samotność Bronisława Komorowskiego potrwa znacznie krócej niż chcieliby jego przeciwnicy.

Wideo

Materiał oryginalny: Klęska. Załamanie. Polityczna samotność. Co dalej z Bronisławem Komorowskim? - Polska Times

Komentarze 32

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

31wB
to by strzelił sobie w łeb. Ale Lewatywa i honor ...To zwykły śmieć.31
K
Kadrowy
Podobne w europarlamencie jest jest wolna posada portiera. Może, Donald by go zaprotegował.
a
antydudi
Kto do Wrocławia ściągnął tyle bydła z Ukrainy?
p
proponuję wakacje w...
ruskiej budzie, a może Rudy zaprosi na salony;)
y
yogi
Jak klęska ma tyle wnuków niech się nimi zajmie.
F
FOKUS
CIEKAWA JESTEM KTO PODPISAŁ USTAWĘ ZEZWALAJĄCĄ UŻYCIE BRONI PALNEJ WOBEC KOBIET CIĘŻARNYCH ? CZŁOWIEK ROKU
m
misiek
Należą mu się wieloletnie wakacje we Wronkach, Barczewie albo Wołowie. Albo stryczek do wyboru.
l
lolo
...ze stolicą w mieście na literę T...
j
jan 43
myśliwemu gajowymu w Siemianowicach na Bytkowie grasują dziki a prezydent miasta niewie co z tym fantem zrobić a więc zlecenie do Gajowego wystrzelać te dziki już jest praca a nie siedzieć wieku 63 lat na emeryturze a ludzie mają pracować do 67 roku życia
w
ww
Za skakanie po krzeslach, bredzeniu u Obamy o bigosie i niewiermosci zon, zabieraniu kieliszkow krolowym czy rozsazaniem sie na krzesle przed Angela. Chlopie, to ty raczej jestes prymitywnym pustakiem, bo tylko takim pasuje inny pustak.
O
Ozgrozo
Rzeczywiście człowiek roku i lat ubiegłych a nawet stwierdzenie że najlepszy jak na stanowisko które pelnil! Nie masz w historii Polski lepszego stróża żyrandola!!!
Po otrzymaniu tytułu proponuje mu prace stróża nocnego jako już bardzo wykwalifikowanego fachowca!!!
e
elektorat
Pan prezydent powinien odpowiedzieć panu Sumlińskiemu kiedy zadał takie ciekawe pytania.
Co mu szkodzi?
No, a te polowania z bronią maszynową ze śmigłowca, czy to nie przesada, czy to na podstawie prawa łowieckiego?
Przecież to już czysta żenada.
Rozumiem, na Syberii zwierz dziki - ucieka, te przestrzenie.
Ale przecież to takie nieeuropejskie, takie nieludzkie!!
Polakowi tak nie przystoi!
Te nęciska też!
Niehumanitarne, przecież.
w
wyborca
jestem zażenowana GW, gówniarze dali w dupę. i ten obciach gajowego. rzeczywiście człowiek roku, któremu mówimy do Budy.
g
gość
"Do zaprzysiężenia Andrzeja Dudy zostało jeszcze półtora miesiąca" - a ile czasu pozostało jeszcze do chwili STWIERDZENIA, przez Sąd Najwyższy, WAŻNOŚCI tego WYBORU PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ, jakiego Naród dokonał w dniu 24 maja 2015 roku - artykuł 129.1 KONSTYTUCJI? Czy nie powinno to być trochę mniej niż półtora miesiąca?
Czy pięć lat temu Sąd Najwyższy STWIERDZIŁ WAŻNOŚĆ WYBORU tego PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ, którego ustąpienia TERAZ oczekujemy?
T
Tymczasem
kradną nasze pieniądze.
Przyznają sobie wielotysięczne nagrody i premię (łącznie będą to grube miliony) z budżetu za to,
że przez 5 lat opier.....li się pod żyrandolami.
Obawiam się, że Andrzej Duda zostanie pustą kasę Belwederu i rozkradzione zastawy stołowe.
O rozkradzionych historycznych obrazach i arrasach nie wspominając.
Dodaj ogłoszenie